Farba do włosów Syoss Mixing Colors


Miał być post zakupowy, ale że mam potwornego lenia i nie chce mi się robić zdjęć, to zakupy będą innego dnia, a dzisiaj kilka słów o farbie do włosów.


Syoss Mixing Colors
Odcień: 4-58 Mix kawy i jasnego brązu


Od producenta:

Dla każdego odcienia z linii Syoss Mixing Colors styliści i fryzjerzy wybrali głęboki odcień bazowy i intensywny modny ton, które po zmieszaniu tworzą fascynującą kompozycję pełną zróżnicowanych refleksów.
Otrzymujemy:
- lśniący kolor pełen refleksów,
- zdrowo lśniące włosy,
- profesjonalne pokrycie siwych włosów

Moja opinia:

Co znajdziemy w opakowaniu:
- 2 tubki z kolorem,
- buteleczkę z aktywatorem,
- saszetkę z odżywką,
- rękawiczki i ulotkę


Konsystencja/nakładanie: po wymieszaniu farba ma dosyć rzadką konsystencję, łatwo ją rozprowadzić, ale też łatwo pobrudzić siebie i wszystko wokół, trzeba więc dobrze się okryć.
Przy mojej długości włosów (do łopatek) wystarcza jedno opakowanie.

Oczekiwania:  Włosy farbuję tylko i wyłącznie dlatego, że mając dopiero 25 wiosen, mam już sporo siwych włosów na skroniach i czubku głowy - wybieram więc farby:

- dające naturalnie wyglądający kolor (zawsze wybieram odcień zbliżony do mojego naturalnego)
- długo trzymające kolor (które nie wypłukują się po kilku myciach),
- dobrze pokrywające moje siwki 

Działanie: Wypróbowałam już masę różnych drogeryjnych farb, Syoss Mixing jest jedną z lepszych (wg moich oczekiwań) jakie miałam okazję stosować, niestety posiada jeden spory minus, który zmusza mnie do dalszych poszukiwań - o tym za chwilkę.

Kolor bezpośrednio po farbowaniu jest ciemniejszy niż na opakowaniu, ale po 2-3 myciach łagodnieje i daje zadowalający efekt.

Plusy:

- ładny, naturalny kolor,
- długa trwałość,
- bardzo dobre pokrycie siwych włosów

Minusy:

- silnie wysusza włosy, przez co wcale nie lśnią,
- farba niesamowicie brudzi skórę, plamy ciężko później zmyć

Efekt wg producenta:


Efekt na moich włosach:


Podsumowując - gdyby nie fakt, że farba tak wysusza włosy, byłby to mój ideał. 

Cena: 19-25 zł

Moja ocena: 3.5/5


Ingrid - Baza pod cienie do powiek


Na początek chciałam Wam podziękować, że tak wiele z Was odwiedza mojego bloga :) Prowadzę go zaledwie miesiąc, a już jest 50 obserwatorów - nie spodziewałam się tego, tym bardziej dziękuję za miłe przyjęcie w blogosferze :)

Z tej okazji postanowiłam niebawem (max w ciągu 2 tygodni) zorganizować dla Was rozdanie, muszę mieć chwilkę na skompletowanie nagrody - mam nadzieję, że będziecie zainteresowane :))


Dzisiaj kilka słów o niedawno poczynionym zakupie.


Ingrid Cosmetics - Baza pod cienie do powiek


Od producenta:

Baza pod cienie dzięki lekkiej, kremowej konsystęcji umożliwia równomierną, delikatną aplikację.
Olej z oliwek zapewnia nawilżenie, zaś witamina E doskonale wpływa na kondycję skóry. Kolory stają się bardziej nasycone, cienie nie zbierają się w załamaniu powiek. 


Składu tym razem nie będzie, był na kartoniku, ale go wyrzuciłam niestety.

Moja opinia:

Opakowanie: Mały, plastikowy słoiczek, z czarną, błyszczącą zakrętką - podoba mi się, wygląda elegancko. Bez problemu będzie można wydobyć z niego nawet resztki produktu.


Konsystencja: baza ma postać twardszego masła, jest w porządku - pod wpływem ciepła palca, staje się miękka, łatwo ją nałożyć i rozsmarować na powiece. Wystarczy niewielka ilość, jeśli nałożymy za dużo produktu, może się zacząć rolować. 

Wydajność: wydaje mi się, że jest to zakup na dłuuugii czas. Używam jej codziennie od ponad 3 tygodni, a ubytek jest minimalny.

Jak stosować: nabieramy niewielką ilość bazy (ja nakładam bazę palcem, można też pędzelkiem). Nakładamy równomiernie na powiece, odczekujemy kilka minut aż baza wyschnie, powiekę można odrobinę przypudrować (ja tego nie robię) - następnie możemy nakładać cienie :)



Po rozsmarowaniu baza staje się praktycznie niewidoczna. Lekko rozjaśnia powiekę, co akurat mi odpowiada - bo mam straszne cienie wokół oczu.

Działanie: zacznijmy od podbijania koloru - robi to, ale delikatnie. Troszkę wzmacnia kolor cieni.
Widać to na zdjęciu - dolna część jest bez bazy, górna z bazą.


Teraz zasadnicza kwestia, czyli przedłużanie trwałości. 
Właściwie po to ją kupiłam, mam tłuste powieki i każdy cień po max 3-4 godzinach lądował w załamaniu powieki. 

W moim przypadku baza radzi sobie doskonale, cienie trzymają się praktycznie w niezmienionym stanie, przez cały dzień - nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się na zakup wcześniej ;) Jestem zadowolona, niczego więcej nie oczekiwałam :)

Dostępność: do kupienia w mniejszych drogeriach

Cena: 9- 10 zł

Moja ocena: 4/5

Używacie bazy pod cienie ? Macie swoją ulubioną ?

Niekończąca się opowieść - maska do włosów Lorys

Właściwie nie maska, a Krem nawilżający ;) 


Sther - Lorys Krem Nawilżający Shea Butter


Od producenta:

Wiele się nie opisał - Krem nawilżający został specjalnie opracowany aby pielęgnować i nawilżać włosy szorstkie i wysuszone.

Skład:


Moja opinia:

Krem kupiłam zachęcona pozytywnymi komentarzami na KWC, jest dedykowany włosom kręconym i suchym - kręconych co prawda nie mam, ale suche już tak ;)

Opakowanie: 1000 ml, duży plastikowy, dosyć miękki i nieporęczny słoik. Trzymanie go pod prysznicem mokrymi rękami, to niezbyt dobry pomysł - łatwo ten słój upuścić ;) Bezproblemowo można wyciągnąć z niego odżywkę, gdy jest jej dużo, ale później trzeba już trochę kombinować. Zakrętka doprowadza mnie do szału, bo lubi się krzywo nakręcać.

Konsystencja/zapach: Zapach jest po prostu brzydki, chemiczny tak, że aż wierci mnie w nosie, jak go czuję. 
Konsystencja dosyć rzadkiego budyniu, łatwo nałożyć na całą długość włosów.


Gdy zużyjemy więcej niż połowę słoika, można go położyć na boku, wtedy maska ładnie spłynie i nie trzeba się męczyć z nabieraniem


Działanie: moją opinię najlepiej wyrazić tak - nie mogę się już doczekać, aż ten krem się skończy :D 
Męczę go już 5 miesiąc, a dalej mam 1/3 słoika. Warto też wspomnieć, że data ważności to 6 miesięcy od otwarcia, więc już niebawem pójdzie do kosza, bo wykończyć nie zdążę ;)
Używam go 2 x w tygodniu, ale na moje włosy działa marnie. Być może trochę wygładza, nawilża raczej słabo, rozczesywania nie ułatwia, zapachem nie zniewala - no nie widzę za dużo plusów.
Chyba, że do plusów zaliczyć wydajność :D
Może przy kręconych włosach sprawdza się lepiej, dla mnie to taki słaby przeciętniak.

Dostępność: do kupienia w hipermarketach Auchan

Cena: 12-15 zł za 1000 ml


Moja ocena: 2/5

Ciekawostka - nietypowy pedicure :)


Do niedawna był powszechny głównie w Azji, jednak w dobie mody na wszystko, co naturalne, staje się coraz bardziej doceniany w Europie - także w Polsce, choć wciąż wzbudza sprzeczne emocje ;)


O czym mowa ?


  Dr Fish  ;)



Dr Fish, zwane także Rybką Kosmetologiem, to małe, ok. 6-7 cm rybki Garra Rufa z rodziny karpiowatych, które żywią się martwym naskórkiem. Pochodzą głównie z Turcji i Syrii.
Rybki nie gryzą, a martwy naskórek usuwają delikatnie ssąc, poprawiając tym samym krążenie.


Jak to wygląda ? 

Siadamy sobie wygodnie, zanurzając stopy w "akwarium" z przyjemnie ciepłą wodą, a rybki odwalają całą robotę ;)


Taki pedicure poprawia nasze samopoczucie, odpręża, a skóra stóp jest gładka, zdrowa i delikatna. Rybki pomagają także przy chorobach skóry (egzemach, zapaleniach skóry, łuszczycy).

Woda, w której rybki "pracują" jest cały czas filtrowana i oczyszczana, tak że zabieg jest w 100% bezpieczny.

Zabieg trwa od 15 do 30 min, a cena waha się od 50 - 90 zł


Skusiłybyście się na taki alternatywny pedicure ? 

Mi się te rybki szalenie podobają i chętnie bym wypróbowała :)

Alterra - Brzoskwiniowy krem tonujący na dzień


Kiedyś bardzo lubiłam kremy tonujące, w letnie dni z powodzeniem zastępowały mi podkład, nadając cerze ładny odcień i ujednolicając kolor skóry. 

Dlatego do testów kremu z Alterry podeszłam bardzo ochoczo :)



Od producenta:

Krem z wartościowym olejem z pestek brzoskwini oraz z ekstraktem z arbuza nadaje cerze lekkiego kolorytu, posiadając też właściwości matujące. Zestaw pigmentów identycznych z naturalnymi (uwielbiam tą formułkę :D) pozwala pokryć niedoskonałości. Połączenie oliwy z oliwek, oleju z jojoby z woskiem pszczelim nadaje skórze sprężystości. Roślinna gliceryna dostarcza jej dobroczynnego nawilżenia.


Skład: 

Zapomniałam zrobić zdjęcia, ale na plus zasługuje:

- brak silikonów, olejów mineralnych, parafiny
- brak sztucznych barwników, konserwantów,
- część składników pochodzi z kontrolowanych biologicznie upraw

Moja opinia:

Opakowanie: tubka 50 ml, miękka, ładny design

Konsystencja/zapach: konsystencja kremowa, dobrze się rozprowadza, wystarczy niewielka ilość żeby posmarować twarz. Ładnie się wchłania, nawilża, nie obciąża.
Natomiast zapachu tego kremu nie mogę znieść, wiem że wielu osobom się podoba, ale mnie niesamowicie drażni ;/ 

Kolor: to największe zaskoczenie jakie przeżyłam ;) spodziewałam się czegoś delikatniejszego, tymczasem zostałam uraczona kolorem na miarę bronzera.


po rozprowadzeniu kolor jakby stapia się ze skórą, jednak przy jasnej karnacji może się odznaczać


Działanie: nie wiem czy to wina tego kremu, czy może moja cera z wiekiem jest coraz bardziej wymagająca, ale nie jestem zadowolona z efektu jaki ten krem daje. 
 Na mojej twarzy wygląda niesamowicie mocno, w dodatku z czasem ciemnieje i sztuczny efekt jeszcze się nasila - być może przez lato jakoś bym go wykończyła, gdyby nie zasadnicza kwestia: zapychanie ! Ilość nieproszonych gości, jaka wyskoczyła mi po tym kremie w okolicy brody była szokująca - dlatego ja temu panu już podziękuję ;)

Cena/dostępność: do kupienia w każdym Rossmannie za ok 10 zł

Moja ocena: 3/5


Ja go na pewno nie zużyję, więc jeśli ktoś ma ochotę wypróbować, proszę pisać - oddam bez wahania :D Tubka prawie cała.



Marion Nature Therapy - 60 sekundowa maseczka do włosów "Ocet z malin"

Odkąd usłyszałam o nowej serii do włosów Marion, chciałam ją koniecznie wypróbować, trochę jednak mi zeszło, zanim znalazłam drogerię, w której kosmetyki tej firmy są dostępne.

Na początek może kilka słów o całej serii:
 
Seria Nature Therapy oparta jest na occie z malin, wzbogacona dodatkowo owocowymi ekstraktami. Seria Nature therapy to wyjątkowa kombinacja natury i nowoczesnej technologii dla naturalnie zdrowych włosów, nie zawiera parabenów, SLES i SLS. Stworzona  została do pielęgnacji wszystkich rodzajów włosów, szczególnie wymagających wzmocnienia, w celu przywrócenia im blasku, siły i elastyczności.

W skład serii wchodzi:
- spray regenerujący włosy,
- 60 sekundowa maseczka,
- kąpiel odbudowująca włosy

Wybrałam maseczkę, bo najtańsza i w razie czego nie szkoda pieniędzy na kupionego bubla ;)

60 sekundowa maseczka do włosów Ocet z Malin



Od producenta:

Maseczka o świeżym zapachu malin, zawiera wysoko skoncentrowane składniki aktywne, które wnikają głęboko we włosy, zapewniając działanie już po minucie od nałożenia.
Ocet z malin - zamyka łuski włosów, zakwaszając je, dzięki czemu włosy łatwiej się rozczesują i są bardziej odporne na łamanie. Nadaje włosom połysk i miękkość.

Koktajl owocowy - normalizuje warstwę rogową skóry, uaktywnia metabolizm białek niezbędnych do budowy włosów, działa nawilżająco i wygładzająco

Skład:


Moja opinia:

Opakowanie: saszetka 15 ml - wg producenta wystarcza na 2 użycia i rzeczywiście przy moich włosach średniej długości, spokojnie wystarczyło. Jeśli ktoś ma krótsze włosy, wystarczy pewnie na co najmniej 3 razy. Fajnym pomysłem jest dozownik, który zwiększa wygodę użytkowania - odrywamy końcówkę, wyciskamy ile trzeba


później zamykamy odwrotną końcówką




Konsystencja/ zapach - dosyć gęsta, lekko różowa. Jeśli chodzi o zapach, to nie jest on najmocniejszą stroną tej maseczki - trochę chemiczny i mało malinowy.


Działanie - jestem zachwycona. Stosowałam wg instrukcji, nałożyłam na ok 1 minutę i spłukałam obficie troszkę chłodniejszą wodą. 

Efektem były wyraźnie wygładzone włosy, rozczesywały się tak lekko, jak nigdy, a zazwyczaj mam z tym problem (włosy farbowane, trochę wysuszone na końcach) i muszę się ratować różnymi wspomagaczami. 

Po wysuszeniu włosy były gładkie, miękkie, absolutnie nie obciążone, jedyne czego nie zauważyłam, to jakiegoś nadzwyczajnego połysku - w tej kwestii raczej nie było różnicy.

Cena: zapłaciłam 2,70 zł ale znalazłam już sklepik, w którym są za 2,08 :)

Podsumowując polecam, polecam i jeszcze raz polecam !

Moja ocena: 4/5


Troszkę zmieniłam sposób robienia zdjęć, tamte były słabo czytelne - mam nadzieję, że teraz jest lepiej :)

Soraya - Wodoodporny balsam SPF 45

Przyszła pora na recenzję, którą zapowiadałam już jakiś czas temu - musiałam porządnie przetestować zanim się wypowiem ;)



Filtr Soraya SPF 45/UVA 21


Kilka słów od producenta:

Balsam zapewnia bezpieczną i skuteczną ochronę przeciwsłoneczną połączoną z pielęgnacją i nawilżaniem skóry. Do każdego rodzaju cery.

Nowoczesne filtry chronią skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. Witamina E zapobiega wolnym rodnikom, przyspieszających starzenie się skóry.

Algi morskie doskonale nawilżają i regenerują skórę. D-Panthenol i Alantoina koją i łagodzą podrażnienia.

Skład:


Moja opinia:

Balsam przeznaczony jest do całego ciała, ja go stosuję tylko na twarz i szyję.

Opakowanie: solidne, z pompką - bardzo wygodne w użyciu, jedno naciśnięcie uwalnia krem na jedną aplikację. 

Pojemność: 100 ml (spokojnie wystarczy na ok. 3 miesiące)

Wydajność: często czytam w opiniach o filtrach, że są bardzo wydajne - wystarczy troszeczkę, żeby nasmarować całą twarz, tymczasem, aby filtr był skuteczny, należy nałożyć odpowiednią jego ilość.

Odpowiednia ilość do jednorazowej aplikacji to ok. 1 ml na samą twarz - to nie jest tak mało ! 

Trzeba o tym pamiętać, jeśli oczekujemy maksymalnej ochrony.


Konsystencja/zapach: Krem ma dosyć treściwą konsystencję, przyjemny zapach, który dosyć długo utrzymuje się na skórze. 
Aplikuję go na 2 razy, wówczas szybciej się wchłania, chociaż z pewnością nie wchłonie się do matu. Po ok 15 minutach od nałożenia, bez problemu nakładam makijaż - nic się nie waży, nie roluje.
W ciągu dnia kilka razy muszę przypudrowywać twarz, bo szybciej się błyszczy.


Ogólne wrażenia: Zanim zaczęłam go używać, obawiałam się zapchania, ale na szczęście nic takiego się nie dzieje. Skóra jest dobrze nawilżona, miękka, nie wychodzą żadne niespodzianki.
Ważne, że filtr nie bieli, nie migruje do oczu, nie gryzie się z żadną kolorówką - możemy stosować co chcemy, bez obawy o destabilizację.
Minusem są parabeny w składzie.

Dostępność: Trochę się musiałam za nim nalatać, ponieważ w tym roku został wycofany ze sprzedaży, a jego miejsce zastąpił filtr SPF 50, który niestety bieli. 

Cena: w Realu zapłaciłam 21zł/100 ml

Moja ocena: 5/5


Sephora - wyprzedaż 70% na kategorię kąpiel :)


Cześć Dziewczyny :) Uf jak gorąco, u mnie 34 stopnie w cieniu, rozpływam się i nic mi się nie chce - jak dobrze, że mam urlop i nie muszę iść do pracy ;)

Przybywam do Was z informacją o promocji jaka wczoraj rozpoczęła się w Sephorze

70% zniżki na kosmetyki marki Sephora z kategorii kąpiel :)




Wybrałam się dzisiaj z ciekawości i wybór jest całkiem spory, nic nie było wykupione - pełna dostępność wszystkich zapachów :) 

Promocja obejmuje:

- płyny do kąpieli,
- masła do ciała,

- mleczka do ciała,



- mydła w płynie,

Źródło zdjęć - klik

- szampony do włosów,
- peelingi do ciała, 
- kostki do kąpieli,
- kule do kąpieli,

I pewnie coś jeszcze, czego nie zapamiętałam - wszystko o 70 % taniej :)
 

Zawsze miałam ochotę na masło z tej serii, kusiły mnie zapachy, ale cena 49 zł trochę przerażała - dzisiaj za 1 szt. zapłaciłam 14,70 zł :)

TOP 5 - kosmetyki, bez których nie potafię się obejść

Każda z nas ma takie kosmetyki, bez których nie wyobraża sobie życia - ja także :)

Nie chodzi mi tutaj o marki, bo te lubię zmieniać, chociaż są też takie, do których często wracam. 


Chodzi o rodzaj - 5 najważniejszych kosmetyków w mojej łazience 
(z pominięciem tych najbardziej oczywistych jak: szampon do włosów, żel pod prysznic, mydło, antyperspirant, czy pasta do zębów). 


1. Nawilżający krem do twarzy - mam tendencję do przetłuszczającej się strefy T i przesuszonych policzków - potrzebuje kremu, który ładnie wszystko balansuje - nie obciąży strefy T i nawilży policzki.

2. Podkład do twarzy - niestety nie mogę pozwolić sobie na nie używanie podkładów, mam widoczne naczynka, które nie wyglądają estetycznie, dlatego, to dla mnie podstawa, jak tylko wychodzę z domu.

3. Balsam do ciała -  mam koszmarnie suche łydki i przedramiona, więc bez balsamu nie potrafię się obejść.

4. Tusz do rzęs - wydaje mi się, że bez pomalowanych rzęs moja twarz wygląda jakoś niewyraźnie ;)

5. Płyn micelarny - do zmycia tego wszystkiego po całym dniu.



Kurcze powinnam zrobić top 10, bo jest tego jeszcze tego trochę ;) Ale bez 5 powyższych kosmetyków zdecydowanie nie wyobrażam sobie funkcjonowania.



A jakie jest Wasze Top 5 ? Zapraszam do wpisów :)


Pierwsze wyprzedażowe zakupy :)


Kilka dni temu pisałam Wam jak nie mogę się doczekać wyprzedaży, w końcu się doczekałam i oczywiście w czwartek poleciałam zobaczyć co jest ciekawego.

Kupiłam małe co nieco, a na większe zakupy czekam na II turę.

Tymczasem to, co udało mi się zdobyć:




1. Sukienka H&M - przeceniona na 40 zł z 79,90

Zdjęcie ze strony H&M
   
2. Bluzka nietoperz Mohito - przeceniona na 29,90 zł z 49,90

Zdjęcie ze strony PerhapsMe


3. Spodnie rurki Mohito - przecenione na 69,90 zł z 99,90 


Jestem zadowolona, potrzebowałam i spodni i codziennej sukienki, a bluzeczek nigdy za wiele :)


W ciągu tego tygodnia poczyniłam też małe zakupy kosmetyczne:


1. Victoria`s Secret, balsam do ciała  - kupiłam z ciekawości, w SP była promocja 19,90 zamiast 59,90 (no to jak mogłam nie kupić ? :D)

2. Essence ANL, Lip Tint  - dorwałam w końcu limitkę ANL w jednym z Rossmannów, ale już mocno przebraną, to wzięłam na pocieszenie lip tinta

3. Alterra - chusteczki do demakijażu

4. Ziaja - bloker

5. Marion - 60 sekundowa maseczka "Ocet z malin". 
Jestem jej bardzo ciekawa


6. Marion - Regenerująca maska odżywiająca kolor włosów farbowanych


To by było na tyle, w tym miesiącu robię zakupy jeszcze tylko na BU i szlaban :D


A Wam udało się już coś kupić na wyprzedażach ?

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...