FlosLek - Maseczka wzmacniająca naczynka


Przyznaję się, troszkę zaniedbałam bloga, w związku z brakiem czasu, ale powolutku wracam do świata żywych i będę nadrabiać zaległości. Mam masę zdjęć do recenzji, więc w najbliższym czasie pojawi się ich troszkę :)

Na pierwszy ogień idzie maseczka, póki Maseczkowy Październik jeszcze trwa :)


W ramach akcji zrecenzowałam już maskę Dermo Pharma, o której możecie poczytać tutaj, dziś na tapetę idzie FlosLek.


FLOSLEK - Maseczka wzmacniająca naczynka


                           Od producenta:                        

Wyciąg z kasztanowca i aktywna witamina C obkurczają drobne naczynka krwionośne oraz zmniejszają skłonność do powstawania nowych. Maseczka „uspokaja” grę siatki naczynek włosowatych. Substancje pielęgnujące nawilżają, delikatnie natłuszczają i przywracają fizjologiczny odczyn pH skórze.

Skóra rozjaśniona o wyrównanym kolorycie. Zaczerwienienia wyraźnie zmniejszone, zminimalizowana skłonność do pękania naczynek. Skóra jest gładka, miękka i przyjemna w dotyku.

                               Skład:                            


                            Moja opinia:                         

Opakowanie: saszetka 2 x 5 ml. Jedna połówka ma wystarczyć na jedno użycie - mi spokojnie wystarczyła na 2 aplikacje, w związku z czym całość zużywałam na 4 razy.

Konsystencja/zapach: konsystencja troszkę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się czegoś w rodzaju lekkiego kremu, tymczasem maska bardzo przypomina mi maski z glinką - jest gęsta i zostawia charakterystyczny dla glinki nalot, jeśli resztka zaschnie np. na palcu. Choć w przeciwieństwie do glinki, nie zasycha na kamień.
Zapach taki troszkę apteczny, ale do zniesienia.


Działanie: to chyba mój pierwszy kosmetyk tej firmy (pomijając żele pod oczy). Sama nie wiem dlaczego wcześniej nie sięgnęłam po coś z asortymentu marki, ale teraz z pewnością to zrobię, bo z działania maseczki jestem bardzo zadowolona.

Prościutka w użyciu, nakładamy na twarz i trzymamy 5 -10 min. po czym zmywamy "resztki" mokrym wacikiem. Nie wiem o jakich resztkach mowa, bo u mnie po 15 minutach wyglądała identycznie, jak zaraz po nałożeniu, więc po prostu ją zmyłam letnią wodą ;)
  W trakcie trzymania jej na twarzy nie czuć żadnego dyskomfortu. Pieczenie, szczypanie  - nic z tych rzeczy, co bardzo mnie cieszy, bo moja buźka często marudzi. Jesienią i zimą mam największy problem z naczynkami. Duże różnice temperatur i suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach, powodują zwiększony rumień na policzkach, dlatego cokolwiek kojącego jest na miarę złota.

Już po pierwszym użyciu maseczki naczynka rzeczywiście są wyraźnie wyciszone, a cała twarz jest rozjaśniona, koloryt wydaje się bardziej wyrównany. Dodatkowo, skóra jest gładka i mięciutka w dotyku. Niestety efekt jest krótkotrwały, bo już następnego dnia wszystko wraca do poprzedniego stanu.  

Producent zaleca stosowanie maski codziennie przez pierwszy tydzień, później raz w tygodniu - zamierzam sobie taką kurację zafundować, może moje rumiane policzki trochę wyblakną ;)
Specyfik można też stosować jako krem na dzień, nawet pod makijaż, ale jakoś mnie to nie przekonuje, więc pozostanę przy pierwotnej wersji.

Dostępność: do kupienia w większości aptek i drogerii

Cena: za saszetkę zapłaciłam 2,90 zł. Maska występuje też w tubce 75 ml za ok 16-17 zł


Moja ocena: 4/5

Luksja Nostalgia - Naturalne mydło w kostce

Chciałbym się mydlić mydełkiem Fa... - pamiętacie ? to był hicior ;)

Dziś właśnie o mydełku słów kilka, chociaż nie Fa.


Luksja Nostalgia - Naturalne mydło w kostce
Verbena Tree


                          Od producenta:                         

Mydło naturalne na bazie olejów roślinnych wzbogacone naturalnymi olejkami ziołowymi i cytrusowymi. Dzięki tradycyjnej recepturze mydło Nostalgia delikatnie pielęgnuje skórę, pozostawia ją gładką i przyjemną w dotyku. 
Świeży aromat werbeny pobudzi Cię do działania i doda energii na cały dzień.
Olejek tymiankowy - działa antyseptycznie i oczyszczająco na skórę
Olejki cytrusowe - działają pobudzająco i odświeżająco.

Mydło zawiera składniki pochodzenia roślinnego, nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. Wyprodukowano je na bazie oleju palmowego i kokosowego. Zawiera naturalne olejki eteryczne. Bez sztucznych barwników. 

                               Skład:                            


                            Moja opinia:                         

Opakowanie: to właśnie ono przyciągnęło mój wzrok. Jest bardzo ładne, eleganckie, miła dla oka szata graficzna. Zdecydowanie wyróżnia się wśród innych mydeł na półce w drogerii.



Zapach: mydełko dostępne jest w 3 wersjach zapachowych. Lawendowe, Oliwkowe i o zapachu Verbeny. 
Wybrałam to ostatnie ze względu na orzeźwiający, świeży i cytrusowy zapach, który wyczuwalny był bardzo mocno nawet przez opakowanie. Uwielbiam takie zapachy - więc wybór był prosty :)
Lawendowe pachniało nieco proszkowo, a Oliwkowe niczym szczególnym się nie wyróżniało.

Wrażenia z użytkowania: po wyciągnięciu z opakowania pierwsze co rzuca się w oczy, to wielkość tego mydła - ma 200 g i jest na prawdę wielkie. Kształtem takie trochę retro, ale mi się to podoba.


Ta wielkość jest jednocześnie wadą i zaletą. Z jednej strony starczy na długi, długi czas, z drugiej zaś ledwo mieści się w dłoni, przez co jest dosyć nieporęczne.


Mydełko trochę mnie zawiodło, nie spodziewałam się cudów, ale właściwie jego działanie, jest niemal identyczne, jak każdego zwykłego mydła. 
Myć oczywiście myje, ale wysusza skórę, a ten piękny zapach, który dla mnie był jego największym plusem, praktycznie znika po kontakcie kostki z wodą. Po umyciu, na skórze czuć go bardzo słabo i bardzo krótko.
Plus za to, że mydełko świetnie się pieni i nie rozmaka w mydelniczce.
Używam go tylko do mycia rąk, więc chętnie zużyję go do końca, co pewnie potrwa dłuższą chwilę, ale na ponowny zakup już raczej się nie skuszę ;)

Cena: zapłaciłam 6,90 zł w lokalnej drogerii


Moja opinia: 3/5

Używacie mydeł w kostkach ? Jakie jest wasze ulubione ?


Garnier Ultra Doux - Odżywka Awokado i masło karite


Postanowiłam napisać parę słów o mojej ulubienicy w kategorii codziennej odżywki do włosów. Odkryłam ją już jakiś czas temu i zawsze chętnie do niej wracam.


Garnier Ultra Doux - Odżywka do włosów suchych i zniszczonych 
z olejkiem z awokado i masłem karite



                          Od producenta:                        

Odżywka Garnier Naturalna Pielęgnacja z olejkiem z awokado i masłem karité, jest wzbogacona olejkiem z awokado*, znanym z właściwości uelastyczniająych oraz masłem karité*, o cechach wysoce odżywczych. Odżywka ma gładką i kremową konsystencję, która nie obciąża włosów.
 *ekstrakty

Odżwyka Garnier Naturalna Pielęgnacja z olejkiem z awokado i masłem karité daje Twoim włosom niesamowity, pełen witalności blask. Twoje włosy są głęboko odżywione i o wiele bardziej lśniące. Zapach masła karitié i awokado sprawia, że stsowanie odżywki staje się prawdziwą przyjemnością.

                              Skład:                             



                            Moja opinia:                         

Opakowanie: wąska, średnio twarda butelka 200 ml. 
Ładna i żółciutka jak kaczuszka ;) Stawiana do góry nogami, dzięki czemu nie ma problemu z wydobyciem potrzebnej ilości odżywki, nawet jeśli jest na wykończeniu. 
Bardzo podoba mi się motyw listka, który znajduje się przy zamknięciu - mała rzecz, a cieszy oko.


Zapach: piękny, słodki, ciepły i otulający. Dosyć długo utrzymuje się na włosach. Jednocześnie nie jest męczący, uwielbiam go o każdej porze dnia i nocy.

Konsystencja: średnio gęsta, kremowa. Odżywka ma niemal identyczny kolor jak opakowanie - jest żółta, taka trochę jajeczna.


Działanie: muszę przyznać, że wszystkie obietnice producenta sprawdzają się tutaj w 100%. 
Efekt można zauważyć już podczas spłukiwania - włosy są wyraźnie gładsze, ani jedno pasmo nie jest splątane, czy szorstkie.

Po wysuszeniu pierwsze, co rzuca się w oczy to niesamowita miękkość, po żadnej innej odżywce moje włosy nie są tak miękkie i puszyste, a jednocześnie wygładzone i lśniące. Nie są przesadnie nabłyszczone, po prostu lśnią blaskiem zdrowych, dobrze odżywionych włosów. Dodatkowo nie plączą się, łatwo je rozczesać, a nawilżenie jest wyraźnie zauważalne.
Kolejnym plusem jest jej lekkość - nie obciąża, raczej ciężko z nią przesadzić. Choć nie wiem jak sprawowałaby się nałożona na skalp. Ja stosuję ją tylko na długości, bo przy głowie moja czupryna i tak przetłuszcza się bardzo szybko.

Jedyny minus to fakt, że włosy chyba się do niej przyzwyczają - im dłużej jej używam, tym efekty wydają mi się słabsze. Dlatego po 2 zużytych opakowaniach z rzędu, robię krótką przerwę, potem znów do niej wracam i cieszę się super działaniem :)

Brak silikonów sprawia, że to idealna odżywka do codziennego stosowania, jeśli tylko ktoś boryka się z podniszczonymi czy przesuszonymi włosami, polecam wypróbować.

Cena: ok 6-7 zł za 200 ml


Moja ocena: 5/5

Używałyście jej ? A może macie swoje ulubione odżywki "pewniaki" ?

Dermo Pharma - Maska kompres 4 D nawilżająca


Nigdy wcześniej nie stosowałam maseczek do twarzy w formie kompresu, dlatego kiedy trafiłam na spory ich wybór w drogerii, bez wahania wrzuciłam jedną do koszyka. 

Oczywiście testy odbyły się tego samego dnia ;)

Dermo Pharma - Maska kompres 4D, Nawilżenie i Dotlenienie


                          Od producenta:                         

Skoncentrowane działanie substancji aktywnych - precyzyjne uderzenie w problem:
 
Kwas  hialuronowy – utrzymuje prawidłową wilgotność naskórka i skóry właściwej.  
Gliceryna – reguluje wilgotność przez 24h w głębokich warstwach rogowych naskórka.
Witamina E – antyoxydant, chroniący komórki przed utleniaczami. Nawilża i uelastycznia skórę,skutecznie wspiera proces odnowy komórkowej.
Krystaliczna woda z lodowca Alaski - zapewnia optymalne nawilżenie skóry oraz natychmiastowe uczucie świeżości. 
Zawartość minerałów (wapno, sód, potas, magnes) wpływa na poprawę jakości skóry.
Alantoina – pochodna mocznika. Działa nawilżająco i wygładzająco, eliminuje podrażnienia.
D-Panthenol – działa leczniczo, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia.
Ekstrakt z alg – zawiera witaminy z grupy B oraz E i C a także ß-karoten. Wykazuje działanie antyrodnikowe, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, poprawia  koloryt.
Ekstrakt z aloesu – odżywia i regeneruje skórę, stymuluje procesy odnowy naskórka. Pobudza fibroblasty do produkcji włókien kolagenu i elastyny odpowiedzialnych za jędrność i sprężystość skóry.

Rezultaty:
  • wyraźny wzrost nawilżenia i elastyczności we wszystkich warstwach skóry
  • wzmocnienie naskórka i spłycenie drobnych zmarszczek
  • eliminacja podrażnień skóry 
                              Skład:                             


                             Jak stosować:                       


                           Moja opinia:                          

Opakowanie: zdecydowanie się wyróżnia wśród innych maseczek - między innymi dlatego właśnie przykuła moją uwagę w drogerii. Konsument skuszony na zakup = sukces ;)

Design bardzo mi się podoba, jest jasny i czytelny, opatrzony w ładne ilustracje i napisy, na odwrocie znajdziemy wyczerpujące informacje.

Zawartość: wewnątrz znajdziemy dosyć mocno nasączony, wręcz kapiący kompres, złożony w kosteczkę.


Po rozłożeniu ukazuje się nam maska


Pod oczami znajduje się dodatkowy materiał, który po nałożeniu na twarz możemy położyć na powieki lub też podwinąć i zaserwować podwójną warstwę skórze pod oczami.

Działanie: zacznę od końca ;) jestem bardzo zadowolona. 
Maseczka jest bajecznie łatwa w użyciu, nakładamy na twarz i relaksujemy się 15-20 minut. Następnie ściągamy i już nic więcej nie trzeba robić.
Przez cały czas maska bardzo dobrze się trzyma, ładnie przylega - swobodnie się trzyma też w pozycji siedzącej, także nie koniecznie trzeba leżeć. 

Pierwsze uczucie po nałożeniu kompresu, to przyjemne orzeźwienie - na opakowaniu napisano, że maska nasączona jest krystaliczną wodą z lodowca Alaski i faktycznie jest tak zimna, jakby przybyła wprost z Alaski ;)

Po ściągnięciu skóra jest mocno nawilżona - pozostałości maski można zmyć lub pozostawić do wchłonięcia, ja zostawiłam i powstała lekko klejąca warstewka, jednak rano nie było po niej śladu.
Przede wszystkim maska mnie nie podrażniła, buzia była ładnie wyciszona, wszelkie zaczerwienienia złagodniały, choć naczynka na policzkach nie zbledły.  Nawilżenie faktycznie jest intensywne i ten komfort utrzymuje się przez cały następny dzień.
Spłycenia drobnych zmarszczek nie zauważyłam, jednak możliwe, że przy częstszym stosowaniu i ten efekt byłby osiągnięty.

Maseczka występuje w 6 wersjach, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja z pewnością wrócę do niej nie raz.

Cena: zapłaciłam 5,90 zł

Dostępność: nie widziałam ich w Rossmannie ani SP, swoją kupiłam w lokalnej sieci drogerii Wispol

Moja ocena: 4/5

Miałyście już styczność z tymi maskami ?

Rossmann...ach ty,ty ;)


Również nie oparłam się promocjom na marki własne Rossmanna i poczyniłam małe zakupy :)

Choć planowałam zrobić listę, to wczorajsze zakupy były totalnie spontaniczne - miałam tylko 10 min i  jedno postanowienie, które powtarzałam jak mantrę: nie bierz na zapas ! weź tylko to, czego potrzebujesz ! nie bierz na zapas... 

Wrzuciłam do koszyka to, co mi się przypomniało i tylko po 1 sztuce :D. Choć i tak przez moją sklerozę nie kupiłam wszystkiego, co chciałam. 
Nie wiem czy tylko ja tak mam, że przed zakupami, wiem dokładnie, co mam kupić, a po wejściu do sklepu pamiętam piąte przez dziesiąte ? ;)



1.Isana - Krem do ciała z masłem shea i kakao

2. Facelle - żel do higieny intymnej 

Z myślą o myciu włosów.

3. Isana - Żel pod prysznic Kokos

Uwielbiam ten zapach.

4. Isana - Odżywka do włosów farbowanych

Miałam jej już nie kupować, ale gdzie ja znajdę w miarę dobrą odżywkę za nieco ponad 3 zł ;)

5. Isana - Zmywacz do paznokci

Kupiłam też płatki kosmetyczne Lilibe - 120 szt za 2,70. 
Nigdy wcześniej ich nie miałam, a są super - dosyć grube, miękkie, nie drapią. Są o niebo lepsze od płatków Cleanic, których do tej pory używałam.


W drodze do domu wstąpiłam też do mojej ulubionej, lokalnej drogerii i zaopatrzyłam się w maseczki na ten tydzień, coby mieć o czym pisać, w związku z maseczkowym tagiem.
Skorzystałam także z promocji 20% na podkłady Lirene i kupiłam City Matt za 19 zł - czytałam o nim sporo pozytywnych opinii, mam nadzieję, że będzie ok :)



Pierwsza maseczkowa recenzja już jutro - zapraszam :) A tymczasem życzę miłego dzionka :*

Tag - Październik miesiącem maseczek


Bardzo spodobała mi się idea tego tagu, dlatego postanowiłam dołączyć do zabawy, choć nikt mnie nie otagował;)
 

Pomysłodawczynią jest Malina z bloga Testy kosmetyczne.



Czas trwania: PAŹDZIERNIK

Celem tagu jest:

- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.


Zasady tagu:

- umieść baner z linkiem do inicjatora tagu MALINY (testykosmetyczne.blogspot.com),- umieścić zasady tagu w poście na swoim blogu,
- dopisz się do listy obserwatorów MALINY
(testykosmetyczne.blogspot.com),- napisz, kto Cię otagował,
- zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki,
- otaguj minimum 5 osób.


Pierwszy tydzień października minął, ale postaram się nadrobić maseczkowe zaległości :)

Wiele z Was bierze już udział w maseczkowym październiku, dlatego nie taguję nikogo konkretnego. 

Każdego, kto ma ochotę dołączyć - serdecznie zapraszam :)

Balea Professional - szampon i odżywka do włosów brązowych


Trochę mniej mnie w blogosferze w ostatnim czasie, powodem jest natłok zajęć, jakie spadły na mnie wraz z początkiem października. Niestety cały miesiąc zapowiada się taki hardcorowy. Wychodzę rano, wracam pod wieczór, a czytnik RSS pęka w szwach. Staram się na bieżąco Was odwiedzać i komentować, ale różnie to wychodzi ;)

W niedzielne popołudnie znalazłam wreszcie czas na recenzję, którą planowałam już dawno.

Balea Professional - zestaw do włosów brązowych

Kiedy wybierałam, co chciałabym wypróbować z asortymentu firmy Balea, bez wachania wybrałam te produkty. Naczytałam się o nich dobrych recenzji, więc byłam napalona jak przysłowiowy łysy na grzebień. 

Emocje opadły już po pierwszym zastosowaniu - fajerwerków nie było, po 3-4 użyciach wrzuciłam ten duecik na dno szuflady i tak sobie leżał kilka tygodni. Niedawno spróbowałam po raz kolejny i tym razem wrażenia mam dużo lepsze, choć do ideału daleka droga :)

                       Zacznijmy od szamponu                     


                      Kilka słów od producenta:                  

Szampon z wyciągiem z henny oraz filtrami UV intensywnie chroni kolor włosów brązowych, zapobiega blaknięciu koloru. Nadaje włosom blask i miękkość. Dodatkowo zapobiega elektryzowaniu.
Nie zawiera silikonów.

                             Skład:                              


                           Moja opinia:                          

Opakowanie: Wygodna tubka, 250 ml, stawiana do góry nogami, dzięki czemu wydobycie nawet resztek szamponu nie będzie problemem.  Bardzo przyjemne dla oka, złocisto-brązowe opakowanie z klapką, która nie łapie wody.


Zapach: intensywny i mocny, pachnie jak kakao z dodatkiem perfumowej nutki.

Konsystencja: dosyć gęsty, jednak nie na tyle, żeby sprawiał trudności. Lubię szampony o takiej gęstości, nie przelewa się przez palce, raczej nie wyciśniemy go za dużo, dzięki czemu produkt się nie marnuje. Szampon ma cudny, ciemny kolor z mieniącymi na złoto drobinkami.


Działanie:
Szampon bardzo dobrze się pieni, wystarczy na prawdę niewielka ilość żeby umyć średniej długości włosy. Dobrze oczyszcza skórę głowy, nie podrażnia, nie wysusza. Włosy wyglądają świeżo, nie są przyklapnięte ani obciążone. Troszkę plącze włosy, ale u mnie to norma. Jeśli chodzi o wzmacnianie koloru, to szczerze mówiąc nie zauważyłam, być może nadaje delikatne refleksy oraz sprawia, że kolor włosów farbowanych tak szybko się nie wypłukuje.
Najlepsze efekty dałby pewnie gdyby stosować go regularnie, natomiast ja stosowałam go zamiennie z szamponem Pharmaceris przeciw wypadaniu i Facelle ;)

Ogólnie szampon oceniam na 4/5

 

                      Weźmy na tapetę odżywkę                    


                          Od producenta:                         

Tak samo jak szampon zawiera filtry UV, chroniące kolor włosów przed szybkim blaknięciem. Posiada kolorowe pigmenty, które mają ożywić i odświeżyć kolor. Ponadto ułatwia rozczesywanie.
Bez silikonów.

                               Skład:                            


                            Moja opinia                          

Opakowanie: niemal identyczne jak szampon, więc nie będę się nad nim rozwodzić. Różni je tylko wielkość - odżywka jest nieco niższa, ponieważ jest jej 50 ml mniej :)


Zapach: identyczne nuty zapachowe jak w szamponie. Użycie tego duetu powoduje, że zapach czuję na włosach przez cały dzień, a nawet jeszcze na dzień następny.

Konsystencja: troszkę inna jak w szamponie, odżywka jest bardziej budyniowa, jaśniejsza i gęsta. Dobrze trzyma się na włosach, nie spływa, nie kapie.


Działanie:
Nie skradła mego serca ;)
Stosuje się ją ekspresowo, producent zaleca nakładanie jej na zaledwie 1 minutę, co w przypadku braku czasu wydawać by się mogło wybawieniem. Jednak w ciągu tej minuty produkt chyba nawet nie ma czasu zadziałać, ja zawsze trzymam ją troszkę dłużej, tak do 3 minut.

Odżywka średnio radzi sobie z wygładzeniem, jeśli miałabym ją porównać do mojej ulubionej, codziennej odżywki z Ultra Doux (avokado i karite), to radzi sobie dużo, dużo gorzej.
Po osuszeniu włosów ręcznikiem, włosy na długości są poplątane i wyglądają niemal jak bez odżywki.

Posiada jedną zasadniczą dla mnie wadę (choć dla niektórych to może być zaleta). Mianowicie  bardzo puszy włosy, są sypkie i wydaje się ich więcej, ale nie lubię takiego efektu - ciężko mi je opanować, żeby nie wyglądać jak napuszony lew ;)


Odżywkę oceniam na 3/5

Dostępność: oba produkty dostępne w drogeriach DM

Cena: dokładnej nie znam, ale kosztują w granicach 1,5 euro


Podsumowując więcej się nie skuszę ani na szampon, ani na odżywkę.

 Jednak mam wielką ochotę wypróbować z serii Professional zestaw do włosów zniszczonych i wypadających z olejkiem arganowym.


Zniżki, zniżki znowu zniżki ;)


Jesień wkroczyła już na dobre, pora nieco odświeżyć szafę i zaopatrzyć się w coś cieplejszego na najblisze miesiące.

Po wrześniowych zniżkach z Hot Moda&Shopping, tym razem dwa inne pisma przygotowały całe mnóstwo rabatów na najbliższy weekend 6-7 października.


       Zniżki znajdziecie w październikowych wydaniach:       


Elle 
(7,90 zł)


 InStyle  
(5,90 zł lub 4,90 mniejszy format)


W obu magazynach zniżki są takie same, jest ich ponad 200 - wykaz wszystkich sklepów biorących udział w akcji wraz z wysokością zniżek znajdziecie na tej stronie.


Mnie szczególnie zainteresowały:


Warte uwagi są też zniżki do TBS oraz świeżo otwartego sklepu Bath & Body Works. Szkoda, że nie mam możliwości z nich skorzystać.


Niestety gazety w wielu miejscach są już wykupione, choć myślę, że w mniejszych lub mniej obleganych kioskach/punktach prasowych można je jeszcze zdobyć :)

Zainteresowało Was coś ? Wybierzecie się na zakupy ?

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...