Bingo Spa - Kokosowy balsam do dłoni


Mam mały poślizg w recenzowaniu kosmetyków Bingo, dlatego czym prędzej zabieram się za opisanie Wam kolejnego produktu otrzymanego od firmy do testów.


Bingo Spa - Balsam kokosowy do dłoni


                           Od producenta:                        

Balsam kokosowy BingoSpa do dłoni posiada przyjemną, lekką konsystencję i zniewalający kokosowy zapach. Dokładnie nawilża i głęboko odżywia skórę, wzmacnia jej warstwę lipidową. Sprawia, że skóra dłoni na długo zachowa gładkość i delikatność.
 
Balsam BingoSpa wchłania się szybko i równomiernie, wzmacnia osłonę lipidową skóry , ogranicza utratę wody własnej z naskórka. Chroni skórę dłoni przed negatywnym wpływem detergentów i innych czynników środowiskowych podrażniających i wysuszających skórę.
                               Skład:                            
  
                             Moja opinia:                        
Opakowanie: zgodne ze stylistyką firmy, czyli mały słoiczek z czarną zakrętką. Nietypowe, jak na opakowanie kremu do rąk. Jeśli chodzi o wygodę stosowania, to zdecydowanie lepsza byłaby klasyczna tubka - słoik raczej nie nadaje się do torebki, ani niezbyt łatwo zakręca się go nakremowanymi dłońmi.

Konsystencja: bardzo przypadła mi do gustu. Jest lekka, jakby odrobinę piankowa, bardzo łatwo się rozsmarowuje.


Zapach: nie jest to typowy zapach kokosa, w ogóle ten zapach to dla mnie kameleon. Jednego dnia pachnie mi kokosowymi ciastczkami, innym razem kokosa nie czuję wcale, a w zamian mój nos wyczuwa słodką woń migdałów, jeszcze innym razem po prostu śmierdzi i nie mogę go znieść ;) Nie wiem czy to z moim nosem coś nie halo, czy po prostu ten typ tak ma ;)
Działanie: pomimo niezbyt ciekawego składu, muszę przyznać, że balsam całkiem dobrze służy moim dłoniom. Szybko się wchłania, momentalnie daje ulgę przesuszonej skórze. Na dłoniach pozostaje lekka, jakby tłustawa warstewka, ale zimą jest to efekt jak najbardziej pożądany - skóra dłużej jest gładka i miękka. Co najważniejsze, przy regularnym stosowaniu, działanie jest długotrwałe.
 Gdzie kupić: najłatwiej na stronie Bingo Spa
Cena: standardowa to 10 zł, aktualnie trwa promocja i krem możemy nabyć za 8,88 zł

Moja ocena: 4/5

Miałyście ten krem ? 
Jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji dłoni zimą ?

Troszkę nowości

I prezentowych i zakupowych.

                        Zacznę od prezentów.                     

Wiem, że chwalenie się jest nieładne, ale muszę muszę, chociaż troszkę :D

W tym roku prezenty pod choinką tak mnie zaskoczyły, że zbierałam szczękę z podłogi przez pół wieczoru, rodzinka idealnie trafiła ze wszystkim ;)

Największym zaskoczeniem było dla mnie to pudełeczko


A w środku mój wymarzony Kindle 5


Jakiś czas temu pytałam Was tutaj, czy Kindle, czy Trekstor - ostatecznie zdecydowałam się na Kindla, ale ciągle zbierałam na niego fundusze, a tu proszę, taki suprise :D


Drugi prezencik to przepięknie pachnące Bvlgari Omnia Green Jade - jestem wybredna co do zapachów, a ten pokochałam od pierwszego niucha ;) oraz podkład Clinique (troszkę za ciemny, ale latem powinien być idealny)


Reszta prezentów to drobiazgi, którymi nie będę Was zamęczać, ale sprawiłam też prezent sama sobie i kupiłam pakiet Czas Honoru


Uwielbiam ten serial, dlatego gdy tylko pojawiły się książki pod tym samym tytułem, nie mogłam sobie odmówić. W boxie znajdziemy 2 książki + 1 sezon Czasu Honoru na DVD


                              Zakupy:                            

Oczywiście skusiłam się na skorzystanie z mega, hiper promocji firmy na Ch i kupiłam kilka kosmetyków


Na paczkę czekałam prawie 2 tygodnie, całość przyszła w kopercie bąbelkowej, część odżywki zalała całą resztę, żel też coś popuścił :P Krem do biustu otrzymałam w 2 mniejszych pojemniczkach + luzem etykietka, którą mogę sobie oprawić np. w ramkę :D Ale przynajmniej daty ważności teoretycznie są w porządku ;)

Zamówiłam też kilka drobiazgów na Allegro


1. Rozjaśniacz włosków Sally Hansen (pisałam o nim tutaj)

2. Vatika olej kokosowy - już wypróbowałam i żałuję, że nie kupiłam wcześniej 

3. Jantar - słynna wcierka. Od nowego roku zaczynam kurację, mam nadzieję że efekty będą zadowalające.

4. Tusz L`ambre dostałam gratis. Jest strasznie suchy, więc na niewiele się zda ;)


        Na koncie mam również kilka wyprzedażowych łupów:        

1. Sweterek Reserved z dłuższym tyłem 79 zł ze 100 zł


2. Marynarka H&M (niezbyt fotogeniczna, ale jest świetna) 60 zł ze 129 zł - dzięki karcie z Glamour zapłaciłam za nią tylko 40 zł


3. Spódniczka ze skórzanymi wstawkami C&A 44,90 zł z 69,90 zł


Z tyłu ma fajny, złoty suwak


4. Koszula F&F 25 zł z 69 zł



Uf, dobrnęłam do końca - wyszło troszkę przydługie. 
  
Jak Wam minęły Święta ?

 Mam nadzieję, że wypoczęłyście i naładowałyście akumulatory - bo ja bardzo :)

Pozdrowionka, lecę nadrabiać blogowe zaległości, których mam na prawdę sporo.

Najlepszego !


Kochane, chciałam Wam życzyć wszystkiego dobrego z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia !





Aby te Święta upłynęły Wam w spokojnej, rodzinnej atmosferze,
 a pod choinką czekała góra prezentów ;)




Biovax - Maseczka do włosów keratyna + jedwab

Hej dziewczęta, jak tam Wasze samopoczucie w dniu końca świata ? :D 
Moje wyśmienicie, słonko świeci od rana, mam chwilkę wolnego, więc przybywam do Was z kolejną recenzją.

Biovax - Intensywnie regenerująca maseczka do włosów 
keratyna + jedwab


                           Od producenta:                        

Intensywnie regenerująca maseczka opracowana przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim włosom gruntownej odnowy zarówno na powierzchni, jak i w ich głębokich warstwach.
Naturalne składniki (ekstrakty, oleje i proteiny) oraz brak substancji drażniących umożliwiają dogłębną regenerację i ochronę włosów.

Maseczka Biovax zawiera:

  • Pro2Kéra Silk – aktywny zespół naturalnych białek, który dzięki zestawieniu niskocząsteczkowych aminokwasów i wysokocząsteczkowych protein wykazuje szerokie spektrum działania zarówno na poziomie rdzenia, jak i na powierzchni włosa. 
  • Aminokwasy Jedwabiu (300 Da) wnikają do włókna włosa, wypełniając ubytki strukturalne w jego warstwach korowych. Wiążą wodę, utrwalając efekt głębokiego nawilżenia.
  • Proteiny Jedwabne (50.000 Da) tworzą na powierzchni włosa delikatny biofilm, który utrzymuje wilgoć w jego wnętrzu oraz chroni go przed agresywnymi czynnikami środowiska zewnętrznego.
  • Keratyna (28.000 Da) uzupełnia niedobór naturalnych składników budulcowych osłonki włosa, plombując jej uszkodzone miejsca. 
  • Ekstrakt z Henny ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki.  
    Efekt na włosach: 
  • Gruntownie odbudowana struktura włosów
  • Intensywna regeneracja i nawilżenie
  •  Naturalnie lśniące, jedwabiste włosy
  • Wyjątkowo gładkie i miękkie w dotyku
                              Skład:                             


                            Moja opinia:                         

Opakowanie: Typowy dla masek Biovax plastikowy, biały "słoiczek" z zatyczką na pstryczek, która z jednej strony przytwierdzona jest na stałe. Całkiem łatwo się otwiera, z zamykaniem w sumie też nie ma problemu, chociaż  trzeba docisnąć z każdej strony. Natomiast sam słoiczek nie jest moim ulubieńcem. Jeśli maski jest dużo, to z nabieraniem nie ma problemu, ale im jej mniej, tym ciężej wygrzebać ją z czeluści wąskiego słoika. Dla mnie ideałem byłoby opakowanie nieco szersze i niższe.


Konsystencja: gęsta i treściwa, łatwo nałożyć ją na włosy, nie spływa, nie kapie.


Zapach: bardzo go polubiłam, delikatny, miły, lekko mleczny.

Działanie: nie mam wielkich doświadczeń z maseczkami Biovaxa, miałam kiedyś wersję do włosów wypadających, która delikatnie mówiąc, nie zachwyciła mnie i raczej nie spieszyło mi się z kupnem innej maski tej firmy. Ale, że moja silna wola jest raczej słaba, a dostałam kupon z Super Pharmu na maski Biovaxa za 10 zł z groszami, postanowiłam tę nowość wypróbować.

Po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie z tego przyjaźń :D

Kilka słów o moich włosach: regularnie koloryzowane, często traktowane suszarką (niestety muszę myć włosy zawsze rano, bo myte wieczorem, z rana znów nadają się do mycia - schną wieczność, więc suszara idzie w ruch). Często zmagam się ze sporym przesuszeniem, mocno także niszczą mi się końcówki, choć chucham na nie i dmucham ;)

Jak maska działa w moim przypadku ? Wszystko to, o czym zapewnia producent sprawdza się w 100%. Po użyciu włosy są wyraźnie nawilżone, gładkie, nie plączą się, nie puszą tak bardzo. Łatwo je rozczesać, bardzo ładnie też błyszczą - wyglądają po prostu zdrowo. 
Maskę stosuję zarówno pod czepek, jak i jako szybką maseczkę pod prysznicem. W jednym i drugim przypadku sprawdza się super, choć im dłużej ją trzymamy na głowie, tym efekt jest lepszy :)
Jedyny minus, to to, że może nieco obciążać, dlatego stosuje ją tylko na długość. 
Moim zdaniem to idealna maska na tę porę roku, z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

Cena: zapłaciłam troszkę ponad 10 zł, cena regularna to ok. 18-20 zł.

Moja ocena: 4/5

Używałyście jej ? Lubicie maski z Biovaxa ?

BingoSpa - Czekoladowo miętowe serum do ciała


Przyznam, że od dawna marzyło mi się jakieś smarowidło do ciała o zapachu mięty. Najlepiej solo, ale z dodatkiem czegoś ładnie pachnącego też mogłoby być. Poszukiwałam wszędzie, ale nic takiego nie wpadło mi w oko - nie wiem czy jakakolwiek firma takowe produkuje, ja nie znalazłam.

Dlatego, gdy Bingo w ramach kolejnego kwartału współpracy, przysłało mi listę produktów do wyboru, a wśród nich zobaczyłam to serum, wybór był prosty ;)

BingoSpa - Serum do ciała o zapachu czekoladowo-miętowym


                           Od producenta:                        

Miętowe orzeźwienie pobudzi Twoje zmysły, a skóra odetchnie pełną piersią! Serum BingoSpa sprawi, że pielęgnacja Twojej skóry stanie się niezapomnianą chwilą, chwilą na którą z niecierpliwością czekasz, chwilą, którą pragniesz, by trwała bez końca... dzięki czekoladzie.

Ziarno kakaowca - Theobroma cacao - z którego powstaje czekolada zawiera wiele cennych dla skóry substancji, posiada zdolność zmiękczania skóry. Poza tym wykazuje działanie odmładzające i odświeża skórę, skutecznie likwiduje suchości skóry. Antyoksydanty, czyli składniki spowalniające proces starzenia się skóry, znajdujące się w  czekoladzie, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników, które wpływają na utratę przez skórę kolagenu, elastyny i innych protein.



                               Skład:                            


                             Moja opinia:                        

Opakowanie: prosty, plastikowy słoiczek, 150 g.  Wzornictwo może nie zachwyca, ale mi się ten minimalizm w pewnym stopniu podoba. 

Konsystencja: zaskoczyła mnie, bo jest dosyć twarda i zbita. Jednak wbrew pozorom serum bardzo łatwo się nakłada, równie łatwo je rozsmarować.



Działanie: Jak już wspomniałam wyżej, serum bardzo łatwo nabrać i rozsmarować, nie jest tępe, ładnie ślizga się po ciele przez co jest całkiem wydajne. Szybciutko się wchłania, nie pozostawia żadnej lepiącej warstwy. 
Mistrzem nawilżania nie jest, efekt można porównać do średnio nawilżającego balsamu. Bardziej właściwe byłoby tutaj słowo np. krem do ciała, a nie serum ;) 
Zimą moja skóra, skłonna do skrajnego przesuszenia, potrzebuje na prawdę mocnych nawilżaczy, dlatego obecnie serum jest dla mnie zdecydowanie za "słabe", ale wydaje mi się, że na lato będzie idealne.

Zapach: szczerze, to główne kryterium mojej oceny, bo na nim najbardziej mi zależało. Nie oczekiwałam nadzwyczajnych właściwości pielęgnacyjnych, ale liczyłam na piękny czekoladowo- miętowy aromat, z przewagą na miętowy :D Kryterium porównawczym miał być żel pod prysznic z OS o identycznym zapachu, przynajmniej z nazwy ;)

Pierwszy niuch serum i....bardziej czuć czekoladę, miętę dużo słabiej, ale nie jest źle - pomyślałam. Jednak, jest to zapach zupełnie inny niż zapach żelu OS - mniej słodki, bardziej cierpki, mimo wszystko początkowo wydaje się przyjemny.
Niestety na dłuższą metę staje się potwornie męczący i zaczyna mi śmierdzieć, ja czuję połączenie gorzkiej czekolady z mokrym papierem. Ostatecznie da się znieść, ale jestem troszkę zawiedziona.


Cena: 16,00 zł

Dostępność: do kupienia na stronie BingoSpa

Moja ocena: 3/5


Poszukiwania miętowego smarowidełka trwają nadal - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Jeśli wiecie, czy jakaś firma ma takie w ofercie, pięknie proszę o info w komentarzu :)

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta...

Czujecie to, czy tylko mi już całkowicie udziela się świąteczny klimat ?


Spadł śnieg, całe miasto jest pięknie przystrojone, tu i tam pobrzmiewają kolędy - uwielbiam to !

Ostatnio wytargałam świąteczne ozdoby i najchętniej dziś ubrałabym choinkę, ale poczekam jeszcze z tydzień ;)

Źródło: klik

Cała ta przedświąteczna krzątanina bardzo pozytywnie mnie nastraja i dzień od razu staje się przyjemniejszy :)

 W tym roku poszłam po rozum do głowy i większość prezentów mam już kupionych, w środę jadę na poszukiwanie ostatnich i mam nadzieję, że uda mi się skompletować całość. W zeszłym roku kupowałam wszystko na ostatnią chwilę i wszechobecny tłum tak mnie wymęczył, że chyba nigdy nie popełnię już tego błędu ;)


A jak to jest u Was ? Zaczęłyście już przygotowania do świąt ? 

Życzę miłego poniedziałku i zostawiam Was z dobrze wszystkim znaną świąteczną nutką :) 
(bardzo ubolewam, że w tym roku Coca-cola zrezygnowała z tej piosenki w swojej reklamie)



Vipera - Korektor rozświetlający

Czyli historia o małym, kosmetycznym koszmarku.

Idąc na stoisko Vipery, zdecydowana byłam kupić polecany na kilku blogach korektor 4U Look Smooth. Jednak miła Pani tam pracująca, poleciła mi to cudo, mówiąc, że na okolice oczu będzie najlepszy. Ba...jeszcze dała mi rabat - no to kupiłam.

Vipera - Korektor rozświetlający na okolice oczu i ust


                           Od producenta:                        
  • Wypełnia korygującymi pigmentami odbijającymi światło drobne zmarszczki charakterystyczne dla okolic oczu i ust
  • Rozjaśnia cienie pod oczami i bruzdy w okolicach ust, ukrywa przebarwienia
  • Witamina E, zwana „eliksirem młodości” oraz Olej z Orzechów Laskowych: dodają skórze wokół oczu i ust młodości, świeżości i wygładzenia
  • Relaksuje skórę, chroni przed wpływem wolnych rodników
Delikatnej konsystencji Korektor Rozświetlający pielęgnuje skórę wokół oczu i ust przy pomocy cennych dla niej składników. Ślizga się, nie rozciągając cienkiej skóry.

Kulisty kształt cząsteczek zastosowanego pigmentu pozwala na:

  • rozproszenie światła padającego na twarz z różnych stron i pod różnym kątem, co skutkuje odmłodzeniu lub odświeżeniu wyglądu 
  • ułatwia aksamitne rozprowadzenie kosmetyku na skórze

Korektor Rozświetlający błyskawicznie nadaje skórze wykwintny, wygładzony wygląd.

                               Skład:                            


                            Moja opinia:                         

Opakowanie: to zdecydowanie największy atut tego produktu. Wygodne w użyciu, ze sprytnym suwaczkiem, dzięki któremu jednym ruchem możemy wysunąć korektor.


Odcień:  Według informacji na stronie producenta, korektor występuje tylko w jednym odcieniu, który jak śmiem twierdzić, będzie za ciemny dla połowy obywatelek tego kraju. Jest pomarańczowo-brązowy i brzydki, choć trzeba mu przyznać, że po roztarciu aż tak tego nie widać.


Działanie: przejdźmy więc do sedna - mianowicie, jak ów produkt radzi sobie z ukrywaniem cieni, przebarwień, rozświetlaniem i wypełnianiem drobnych zmarszczek, czyli wszystkim tym, o czym zapewnia producent ?

Ano w ogóle sobie nie radzi. Zacznijmy od tego, że korektor ma okropną, ciężką i oleistą konsystencję. Wg mnie wcale nie nadaje się do nakładania pod oczy, bo oblepia skórę i odczuwalny jest nie mały dyskomfort. Poza tym, jedyne co robi to roluje się i zbiera w każdym, najmniejszym nawet załamaniu, a cienie jak były tak są widoczne.
O ukryciu większych przebarwień nie ma nawet mowy, po pieczołowitym roztarciu, wklepaniu i innych kombinacjach, korektor w magiczny sposób niemal znika z twarzy, a efekt "przed" i "po" jest taki sam ;)
Jego rozświetlające właściwości polegają jedynie na tym, że jest tak tłusty, że po nałożeniu po prostu się świeci - na szczęście nie ma w sobie dodatkowo żadnych błyszczących drobinek.

Starałam się usilnie znaleźć jakąś zaletę tego produktu, ale nie znalazłam - dlatego z czystym sumieniem dołączam go do listy bubli, przyznając mu zaszczytne miejsce nr 1.

Cena: ok 10 zł

Moja ocena: 2/5


Miałyście już  do czynienia z tym korektorem ?
Może u kogoś się sprawdził ? 

Listopadowe denka


W listopadzie zużywanie kosmetyków poszło mi całkiem nieźle, w przeciwieństwie do regularnego pisania postów. To chyba jakaś odwrotnie proporcjonalna zależność ;)


Lecimy po kolei:

1. Facelle - płyn do higieny intymnej

Używałam do mycia włosów, u mnie sprawdza się świetnie. Kolejne opakowanie już w użyciu

2. Wake UP - żel pod prysznic

Pisałam o nim tutaj. Kiedyś na pewno ponowię zakup :)

3. LPR - Balsam Lipikar

To pierwszy kosmetyk od dawna, którego nie zdążyłam zużyć w całości przed końcem daty ważności. Całe szczęście, że mogę go wywalić bez wyrzutów sumienia. Dawno nie spotkałam takiego lepiącego śmierdziela - pisałam o nim tutaj.


4. Rexona - Antyperspirant

Niezmiennie mój ulubieniec.

5. Eveline - Serum do biustu

Sprawdzone i świetne serum, tutaj akurat w miniaturowej wersji.

6. Ziaja - Tonik ogórkowy

Bardzo łagodny i przyjemny. Niweluje zaczerwienienia, lekko nawilża.


7. Ziaja Med - Krem zmniejszający nadreaktywność naczynek

Miałam go kiedyś i zapchał mnie totalnie, teraz był w zestawie z panem obok - tylko dlatego znów trafił do mojej łazienki. Ponownie mnie po nim wysypało, ale w zużywaniu pomógł mi TŻ :D

8. Ziaja Med - Skoncentrowana emulsja redukująca podrażnienia na dzień/ na noc
Nie zauważyłam żadnego działania, cała ta linia to dla mnie porażka.
Nie kupię więcej.

9. Lirene Nature Matte - Fluid matujący

Pisałam o nim tutaj. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie był tak ciemny.
Teraz kupiłam nowszego brata Nature Matte, czyli City Matt i jest świetny, wkrótce napiszę o nim więcej :)

10. Marion - 60 sek. maseczka do włosów

Kolejna saszetka zużyta. Pisałam o niej tutaj. Zdanie podtrzymuję :)

11. Ziaja - Krem Bio olejek arganowy

Po zobaczeniu składu, w ogóle nie miałam ochoty go wypróbować (parafina na drugim miejscu). Ale jednak się skusiłam i... jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Stosowałam codziennie na noc przez ok 10 dni, w tym czasie żaden nieproszony gość na twarzy się nie pojawił. Skóra była wygładzona, lepiej nawilżona, zniknęły suche skórki. Rozważam zakup pełnego wymiaru :)

A przy okazji napiszę Wam, że uwielbiam sklepy firmowe Ziaja - kupiłam tam ostatnio jedną drobną rzecz (deo dla TŻ) i zostałam obdarowana całą górą przeróżnych próbek :)

12. Biovax - Serum wzmacniające A+E

Próbka dołączona do maski. Całkiem fajne działanie, może kiedyś zakupię.

13. Carmex - wersja wiśniowa

W końcu go zużyłam. Najgorsza wersja Carmexu ever ;) Wysusza, w ogóle nie spełnia swojej roli.

14. Tesco - Zmywacz do paznokci

Chyba najgorszy zmywacz świata - w ogóle nie zmywał. Naszorował się człowiek jak głupi, a na pazurach dalej był lakier.



To by było na tyle. Po listopadowym odwyku kosmetycznym, trochę przerzedziły mi się szuflady w łazience (oparłam się nawet Rossmannowskiej promocji), teraz mogę uzupełniać zapasy hyhyh :)

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...