Aura Herbals - Maseczka z zieloną glinką, czyli sztuka kamuflażu ;)

Witajcie Kobitki w ten piękny, słoneczny dzionek :) 
Po krótkiej przerwie w blogowaniu, wracam z nowymi pokładami energii. 

Jakiś czas temu portal Uroda i Zdrowie podesłał mi do testów maskę z zieloną glinką Aura Herbals
Glinki regularnie pojawiają się w mojej pielęgnacji, jednak nigdy nie używałam tej w kolorze zielonym. Mój wybór zazwyczaj padał na czerwoną lub białą, a inne omijałam z niewiadomych przyczyn.

Jak sprawdziła się u mnie maska Aura Herbals ? Rewelacyjnie, jestem nią szczerze oczarowana i wiem już, że po zieloną glinkę będę sięgała zdecydowanie częściej.


                                                       Od producenta:                                                

Glinkowa Maseczka Kosmetyczna - zielona (50g)
  • oczyszcza i ożywia skórę
  • intensywnie nawilża
  • ma długotrwałe działanie antytrądzikowe
  • zapobiega powstawaniu wyprysków
Działanie maseczek z dodatkiem glinki

Maseczki glinkowe są znane ze swojej wysokiej skuteczności. Dzięki naturalnym składnikom, z jakich są produkowane, praktycznie nie powodują alergii, a zawarte w nich surowce mineralne działają niezależnie od rodzaju cery. Glina pomaga wytworzyć swoisty „kompres”, nieprzepuszczający wody, która dzięki temu nie odparowuje z najbardziej zewnętrznej warstwy skóry. Skóra otrzymuje dawkę silnego nawilżenia i jest gotowa do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.
 Glina, dzięki wysokiej zawartości surowców mineralnych, jest szczególnie polecana do cery tłustej. Składniki występujące w glinie pozwalają zaabsorbować nadmiar sebum. Dodatkowo maseczka glinkowa zastygając na twarzy, wygładza ją i powoduje, że skóra staje się bardziej miękka i delikatna.

                                                          Moja opinia:                                                   

Maseczka zamknięta jest w 50 g saszetce. Zawartość wystarczy na 2-3 użycia. W moim przypadku na 2 razy ponieważ lubię nakładać grubszą warstwę masek z glinką - wówczas nie zasychają tak szybko i można je ściągnąć w jednym płacie.

Po otwarciu ukazuje nam się zielonkawy proszek o specyficznym dla glinek zapachu.


Jej przygotowanie jest banalnie proste. Wystarczy odpowiednią ilość maski przesypać do szklanej lub plastikowej miseczki (nigdy do metalowej), dodać niewielką ilość chłodnej wody, wymieszać i voila - gotowe.



Do rozrabiania masek możemy użyć wielu produktów, które wzbogacą działanie glinki. 
Świetny post o ich tuningowaniu przygotowała swego czasu Cammie, warto się z nim zapoznać :) 

Tym razem zrobiłam najprostszą z możliwych wersji, dodając niegazowaną wodę mineralną. 


Po wymieszaniu najlepiej jak najszybciej nałożyć otrzymaną papkę na twarz, gdyż glinka momentalnie zastyga. Producent zaleca trzymanie jej 25 min. Ja nigdy nie dopuszczam do całkowitego zaschnięcia, więc w trakcie spryskuję twarz wodą/mgiełką/ tonikiem. Jak wspominałam wcześniej, jeśli nałożymy grubszą warstwę, w ciągu tych 25 minut maska wyschnie właściwie tylko na brzegach i bardzo łatwo ją później usunąć. 

Przy drugim użyciu zagapiłam się i maska trochę za bardzo mi przyschła, jednak na efekt końcowy nie wpływa to ani trochę, poza tym, że zmywanie trwa dłużej.

Tak wygląda stężała, ale nie wyschnięta maseczka.


A efekty ? Świetne, świetne i jeszcze raz świetne. 

Już podczas zmywania czuć, że skóra jest wygładzona i bardzo delikatna. Wszelkie zaczerwienienia (w moim przypadku, nawet te pochodzenia naczyniowego) są wyraźnie wyciszone, a twarz przyjemnie i komfortowo nawilżona - żadnego przesuszenia, żadnego dyskomfortu.

Nie mam problemów z trądzikiem, czy nadmierną ilością wyprysków. Czasem przed @ pojawi mi się jakiś większy syfek, który zaraz zresztą znika, ale mam za to sporą ilość zaskórników na brodzie i nosie. Ponadto jak przystało na cerę mieszaną, strefa T jest u mnie nadzwyczaj aktywna, produkując czasem niewyobrażalne ilości sebum. 

Po użyciu maski pory minimalnie się obkurczyły, zaskórniki jak były, tak są - jednak myślę, że regularne stosowanie zielonej glinki, mogłoby pomóc w walce z nimi. 
Największą zmianę zauważyłam w aktywności strefy T, dzień po użyciu maski twarz była optymalnie matowa, nie świeciła się nadmiernie, właściwie nie musiałam używać pudru matującego. Później wszystko wróciło do normy, jednak daje to możliwość poskromienia nadreaktywności przed ważnym wyjściem, czy spotkaniem.

Nie mogło zabraknąć sweet maskowej foci - oficjalnie można się śmiać ;)


Podsumowując: myślę, że wszystkie posiadaczki cery mieszanej będą z niej zadowolone, maska wspaniale wygładza, absorbuje nadmiar sebum, wycisza i uspokaja nadreaktywną skórę. 

Maskę otrzymałam do testów od firmy Aura Herbals za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.  


Cena: 15,60 / 50 g

Dostępność: strona Aura Herbals

Moja ocena: 4,5/5
A Wy stosujecie maseczki z glinką ? Jaka jest Wasza ulubiona ?

26 komentarzy:

  1. Mam glinkę tej firmy, ale czerwoną. Bardzo, bardzo ją lubię i na pewno wypróbuję inne :) Ostatnio zaczęłam ją tuningować dolewając kilka kropelek olejku migdałowego. Polecam wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś boję się dodawać olejków, bo moją cerę zapycha dosłownie wszystko - ale nigdy nie próbowałam. Ja często dodaję jogurt naturalny lub żel/sok z aloesu :)

      Usuń
  2. Ale dużą robisz porcję glinki! Ja zazwyczaj stosuję połowę tego albo i jeszcze mniej ;) Z zieloną glinką jeszcze nie miałam przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznam, że troszkę za dużo mi się rozrobiło na fotkach :D ale zazwyczaj rozrabiam większą porcję, żeby wystarczyło jeszcze na szyję i dekolt :)

      Usuń
  3. widze, ze maseczka jest bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedawno kupiłam maskę z zieloną glinką, użyłam tylko raz, więc ciężko mi się wypowiedzieć co sądzę o glinkach. Jak mi przypadną do gustu, to poważnie zastanowię się nad tą prezentowaną przez Ciebie. Twoja recenzja jest niesamowicie zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak już się wciągniesz w glinki, to będziesz do nich wracała :)

      Usuń
  5. zieloną glinkę używam od niedawna, ale mam wersję z e-naturalne. jestem nią szczerze oczarowana :))). a sweet focia musi być, ha :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak, bez sweet foci się nie liczy ;)

      Usuń
  6. juz czaję sie na glinkę Qrganique :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też chciałabym ich spróbować :)

      Usuń
  7. Znam ale nie mam pojęcia skąd :D haha ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam maseczki z zieloną glinką ;) Niegazowana woda jest bardzo dobra do glinki :)


    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z pewnością lepsza niż zwykła kranówka ;)

      Usuń
  9. mam teraz też maseczkę z glinką ale jakoś mi nie pasuje nie wiem nawet czemu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może nie trafiłaś z rodzajem ;)

      Usuń
  10. Nie stosuję maseczek z glinką, jednak po Twoim poście czuję, że muszę to zmienić:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm...Przydałabym mi się taka maseczka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Glinka ma super właściowści, nigdy się z nią nie rozstanę! :) A domowe maseczki, najlepsze co może być :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja od jakiegoś czasu czaję się na glinkę, którą się miesza samemu ale jak już mam okazję by ją kupić zawsze coś mnie powstrzyma, zresztą nie mogę się zdecydować na firmę ale na pewno jest to na mojej liście rzeczy do kupienia (: Pomysł ze spryskiwaniem twarzy fajny ale nie wpływa jakoś na efekt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wydaje mi się, żeby w jakikolwiek sposób wpływało to na efekt końcowy :)

      Usuń
  14. Kocham glinki wszelkiego rodzaju a moja skóra wręcz je uwielbia. Mam w chwili obecnej 2 (rosyjskie) i są świetne. Ta recenzowana przez ciebie woła do mnie: kup mnie:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i zapraszam do zostawienia po sobie śladu :)
Jednocześnie proszę o zachowanie kultury wypowiedzi.
Nie spamuj. Wszelkie komentarze zawierające autoreklamę będą usuwane.

Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...