Mobile Mix # 3 - kwiecień w kilku ujęciach


Witam w poniedziałkowy wieczór wszystkie już wypoczywające i te, które wypoczynek zaczną dopiero od jutra :) 
Ja padam na twarz, ostatnio praca solidnie daje mi w kość, dlatego nie będę się rozpisywać, zostawiam Was z porcyjką zdjęć z mijającego miesiąca. 





1. Troszkę witamin

2. Donegalowe zakupy

3. Wieczorny relaks

4. Futro

5. Mistrzyni głupich min

6. Co tam masz ?

7. Biblioteczny stosik

8. Kolejne baleronki - nałogu trwaj ;)

9. Pyszna kawka z rana


A jak Wam minął kwiecień ?


Dżem, mydło & powidło # 3 - czyli garstka nowości


Ostatnio jestem w ciągłym niedoczasie, rejestruje tylko poniedziałki i piątki, nawet nie wiem kiedy mija tydzień za tygodniem. Nie wspominam nawet o tym, jakie mam zaległości w Waszych blogach - z utęsknieniem czekam na majowy weekend.


Kwieceń nie był u mnie jakoś szczególnie obfity jeśli chodzi o zakupy, oszczędzam teraz, a odbiję sobie w maju ;)


Wielkimi krokami zbliża się rocznica bloga, więc chciałabym przygotować dla Was jakieś ciekawe rozdanie, powolutku zaczynam kompletować paczuszkę. Poza tym w połowie maja wybieram się na weekend do Wiednia, już nie mogę się doczekać - 
wizyta w DM będzie punktem obowiązkowym wycieczki, ma się rozumieć :D


Lecimy z moimi kosmetycznymi nowościami 
(część to zakupy, a druga część pochodzi z Wizażowych wymian).


Najpierw moje nabytki:



1. Palmer`s - Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu

2. Lefrosch - Pilarix, Krem przeciw rogowaceniu skóry

Wyczytałam o nim na blogu u Marie, mam nadzieję, że u mnie będzie sprawdzał się równie dobrze. Ma wręcz rewelacyjne opinie na KWC. 
Głównie zależy mi na walce z rogowaceniem okołomieszkowym, z którym zmagam się długi czas, jednak bez większego rezultatu.

3. Organic Therapy - Serum zwężające pory


4. Isana - Żel pod prysznic o pięknym zapachu kwiatów maku

5. Carex - Aloesowy żel antybakteryjny do rąk

6. Revalid - kapsułki wspomagające wzrost włosów i paznokci

Niedawno rozpoczęłam kurację, która potrwa 3 miesiące. Jedno opakowanie wystarczy na miesiąc stosowania.


7. Organique - Balsam do ciała z masłem Shea

Tym razem skusiłam się na wersję truskawka i guarana - cudny zapach. Do stosowania na całe ciało jest dla mnie za ciężki, ale do stóp, dłoni, czy wyjątkowo przesuszonych partii ciała, sprawdza się świetnie.

8. Calypso - Gąbeczki do demakijażu


1. Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji - Odżywka do włosów z morelą i olejkiem migdałowym

2. Cztery Pory Roku - Zimowy krem do rąk

Zimą nie zdążyłam go kupić, więc teraz będę miała okazję wypróbować ;)

3. Yves Rocher - Nawilżająca maseczka z sokiem z winogron

4. Sally Hansen - Żel do usuwania skórek Deep Callous Remover


5. Inglot - Duraline

6. Wibo - słynny Oleskowy lakier

7. Paese - Fluid kryjący o przedłużonej trwałości

8. Wibo - paleta 4 korektorów

9. Inglot - paletka cieni


Na koniec mój skromny ubraniowy zakup, z którego jestem niesamowicie zadowolona, ponieważ długo szukałam eleganckiej i klasycznej błękitnej koszuli - w końcu znalazłam i ją uwielbiam.


To tyle z nowości, pozdrowionka, życzę Wam udanego i słonecznego weekendu :)

Micel vs. Mleczko - czyli Bourjois kontra Eveline


Nigdy nie ukrywałam, że nie specjalnie przepadam za mleczkami do demakijażu. Kojarzyły mi się głównie z rozmazanym po całej twarzy tuszem, piekącymi i zamglonymi oczami, generalnie nic fajnego. Od dawna w wieczornym demakijażu towarzyszyły mi więc micele, różne - jedne gorsze, drugie lepsze - ale jednak micele. W stronę mleczek nawet nie spoglądałam i pewnie nadal tak by było, gdyby nie emulsja którą otrzymałam do testów od Eveline.

Zobaczmy zatem jak wypada w porównaniu z jednym z bardziej osławionych micelów.


Muszę jeszcze wspomnieć kilka słów o moim demakijażu - płynu micelarnego (opcjonalnie mleczka), używam tylko i wyłącznie do demakijażu oczu. Resztę makijażu usuwam żelem/pianką do mycia twarzy i gąbeczką Calypso. Zatem głównie pod kątem delikatności dla oczu będę oceniała oba produkty.

                          Najpierw przyjrzymy się słynnemu Burżujowi:                        


                                                        Od producenta:                                               

Woda micelarna pozwala na zmycie makijażu bardziej skutecznie i bardziej kompletnie niż za pomocą klasycznych produktów do demakijażu, pozostawiając skórę lekką i delikatną.
Dzięki swojej formule bogatej w micele, czyli neutralne dla skóry cząsteczki oczyszczające, które łączą się z kurzem i zanieczyszczeniami, idealnie oczyszczając skórę, woda micelarna Bourjois zmywa makijaż juz za pierwszym pociągnięciem wacika.
Ekstrakt z lilii wodnej, o właściwościach kojących i nawilżających, pozostawia uczucie komfortu na skórze.
Woda micelarana nie zawiera alkoholu, jest hypoalergiczna i bezzapachu, nie powoduje podrażnień.


                                                            Skład:                                                           


                                                         Moja opinia:                                                    

Buteleczka 250 ml, zamykana na pstryczek z charakterystycznym dla Burżuja dzyndzelkiem na górze. Otwór "wylotowy" jest taki akurat - ani za duży, ani za mały. Dodatkowym plusem jest przezroczystość opakowania, dzięki czemu na bieżąco możemy kontrolować zużycie.



Płyn jest bezzapachowy, a przynajmniej ja nie wyczuwam w nim żadnego zapachu.
Przyznam, że po lekturze tylu ochów i achów spodziewałam się po nim nie wiadomo czego, przez co po pierwszym użyciu byłam lekko skonsternowana - teraz już wiem, że zupełnie niepotrzebnie. Ten płyn po prostu robi to, co ma robić i radzi sobie z tym bardzo dobrze - krótka piłka.

Bardzo delikatny dla oczu, nawet nadmiar produktu ich nie podrażnia. Nie pojawia się pieczenie, swędzenie, czy jakikolwiek dyskomfort. Z demakijażem radzi sobie świetnie, bezproblemowo zmywa tusz, eyeliner, kreski zrobione na Duraline, cienie na bazie. Jednak muszę zaznaczyć, że nie używam produktów wodoodpornych, więc nie wiem jak poradziłby sobie z takowymi.
 Po zmyciu make-upu nie pozostawia po sobie żadnego nieprzyjemnego filmu, okolice oka są lekko nawilżone.

Test na dłoni:


Jedno przetarcie:


Drugie przetarcie:


Po dwóch przetarciach dłoń jest niemal idealnie czysta. 

Podsumowując: bardzo się z nim polubiłam i myślę, że będzie u mnie częstym gościem.

Cena: ok. 10 -12 zł

Moja ocena: 4,5/5

                     Na tapetę bierzemy emulsję Eveline bioHyaluron 4D:                  


                                                       Od producenta:                                                

Delikatna emulsja do demakijażu 3w1 bioHyaluron 4D to innowacyjna formuła bogata w substancje bioaktywne, która łączy właściwości mleczka, toniku oraz płynu do demakijażu oczu. Niezwykle delikatnie i skutecznie oczyszcza skórę twarzy i oczu, doskonale usuwa nawet wodoodporny makijaż.

SUPER EFEKT 4D – odmłodzenie w czasie
Spektakularna redukcja ilości, długości, szerokości i głębokości zmarszczek.

ZAAWANSOWANE SKŁADNIKI NAJNOWSZEJ GENERACJI:
biokwas hialuronowy, roślinne komórki macierzyste, witamina E, alantoina, olej z avocado

bioKWAS HIALURONOWY
Potrójna dawka kwasu hialuronowego w wyjątkowym połączeniu 3 rozmiarów cząsteczek, zapewnia nowatorskie efekty odmładzające oraz działanie na powierzchni i w głębi skóry.
ROŚLINNE KOMÓRKI MACIERZYSTE - przywracają skórze biologiczną młodość
Roślinne komórki macierzyste, naturalnie pozyskiwane z odmiany jabłoni szwajcarskiej, są szeroko stosowane w kosmetologii w celu poprawy witalności i żywotności komórek macierzystych skóry. Pobudzają naturalne procesy regeneracji, dostarczają niezbędnej energii.

                                                         Moja opinia:                                                    

Zgrabna i smukła buteleczka z pompką, 245 ml pojemności. Miła dla oka szata graficzna, opakowanie samo w sobie jest dosyć konkretne (gruby plastik), co w połączeniu z brakiem przezroczystości sprawia, że ciężko ocenić zużycie - taki mały minusik.

Pompka działa bez zarzutu, sprawnie aplikując odpowiednią ilość mleczka na wacik.


Nie jest to typowe mleczko, a emulsja łącząca w sobie mleczko, tonik i płyn do demakijażu, jednak konsystencja jest typowo mleczna. 

Emulsja posiada bardzo delikatny i przyjemny zapach, w żaden sposób nie drażniący. Podchodziłam do niej trochę jak pies do jeża - po raz kolejny napiszę, że zupełnie niepotrzebnie.

Okazała się bowiem bardzo przyjemna w użyciu. Delikatna formuła, nie podrażnia, ani nie "zamula" oka. Żadnej mgły, żadnego nieprzyjemnego filmu, dla mnie rewelacja. Nawet jeśli troszkę produktu dostanie się do oka, to nic się nie dzieje, nie piecze, nie łzawi, więc pod tym kątem jest zupełnie bezpieczna.

Ze zmywaniem make-upu radzi sobie bardzo dobrze, choć nieco gorzej niż wcześniej wspomniany Burżuj. Pozostawia po sobie lekko tłustą warstewkę, jednak nie zaliczam tego do minusów. Wydajność imponująca, używam jej niemal codzienne od ponad 2 miesięcy, a na moje oko została jeszcze połowa opakowania. 
Wszystkie właściwości, o których zapewnia producent, takie jak odmłodzenie, wygładzenie zmarszczek, ciężko mi ocenić, gdyż tak jak wspomniałam na początku, produkty tego typu stosuję tylko do demakijażu oczu. Myślę jednak, że takie zadania powinny spełniać kremy, sera czy maseczki, a demakijaż powinien pozostać demakijażem.

Test na dłoni:


Jedno przetarcie:


Drugie przetarcie:


Po dwóch przetarciach są drobne pozostałości makijażu, jednak nadal jest to dla mnie efekt zadowalający. Po przygodzie z Emulsją Eveline troszkę przychylniejszym okiem zaczęłam spoglądać na tą formę demakijażu, jednak micele chyba zawszę będą moimi ulubieńcami.

Emulsję otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.  

Cena: ok. 12-15 zł

Moja ocena: 4/5

A co u Was wiedzie demakijażowy prym ? Wybieracie mleczka czy micele ?

W zapachowej krainie Demeter


Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie w małych buteleczkach zamknięte są zapachy, o których tylko zamarzycie, a nawet takie, które budzą grozę...


Morska bryza ? Proszę bardzo

Woda święcona ? Ależ nie ma sprawy

Sushi ? Mówisz i masz

Sianko ? Woila

A może zapach książki ?  Nic prostszego 



Demeter to firma pochodząca z USA, a konkretniej z Pensylwanii, która specjalizuje się w tworzeniu zapachów inspirowanych dosłownie wszystkim - naturą, przedmiotami codziennego użytku, różnymi czynnościami. 
Wybór to ponad 250 aromatów, niektóre piękne, inne dość specyficzne.
Od świeżego prania, poprzez zapachy kwiatów, owoców i warzyw po coś dla fanatyków np. zapach brudu, czy terpentyny ;)


Kwiatowo
Owocowo
Warzywka

Sama natura
Łakocie


Ciekawostki

Dla czyściochów


Oczywiście to tylko przykłady, wybór jest taki, że aż kręci się w głowie. Jest jeden mały mankament...zapachy nie są dostępne w PL. Co prawda niektóre można znaleźć na Allegro, bądź w kilku perfumeriach internetowych, ale to nie to samo, co pełna oferta.


Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Demeter, tam też znajdziecie pełen katalog zapachowy.


Znacie zapachy Demeter ? Jakiś zapach wpadł Wam w oko ?

Ja od niedawna posiadam odleweczkę Rain i jestem pod wielkim urokiem ;)

Nudna paletka by H&M, czyli Nudes Eyeshadows ;)


Nigdy nie zwracałam większej uwagi na dział kosmetyczny H&M do czasu, kiedy w zeszłym roku kupiłam swoją pierwszą paletkę - czwóreczka pięknych, delikatnych brązów, idealna do codziennego make-upu. 
Od tamtego czasu używałam jej niemal codziennie, powoli dobija dna, więc wybrałam się niedawno po kolejną sztukę. Niestety nie ma ich już w sprzedaży, w zamian za to pojawiło się kilka wersji kolorystycznych nowych paletek z 5 cieniami wewnątrz.

Zdecydowałam się na wersję Nudes.


Kolorystycznie - mój ideał, zwłaszcza na sezon wiosenno-letni.



W skromnej, prostej kasetce znajdziemy 5 cieni w stonowanych odcieniach beżu, różu i szarości + biel.  
Dwa maty + 3 satynowe.

Od lewej (zdjęcia przy naturalnym świetle):

1. Biały mat - świetny pod łuk brwiowy i do kącika.


2. Jasny matowy beż, idealny nudziak !


3. Satynowy róż - świetny na całą ruchomą powiekę.


4. Jasny, satynowy szarak


5. Ciemny i metaliczny szarak, który w zależności od oświetlenia przybiera różne barwy, wychodzą z niego nawet lekko brązowawe tony.


 Kolorystyka paletki pozwala uzyskać zarówno bardzo delikatne podkreślenie oka, jak i nieco mocniejszy, ale nadal dzienny look.

Niestety podczas aplikacji cienie nieco się osypują, a pigmentacja jest taka sobie - mogłaby być lepsza. Tak czy siak położone na bazę, pięknie ożywiają oko, delikatnie je podkreślając. W ciągu dnia nie zbierają się w załamanie powieki.

Swatche na ręce bez bazy - światło dzienne:



Z lampą błyskową:



Cena: 19,90 zł (jeśli macie kupon z newslettera -25 %, wychodzą tanio jak barszcz - 14,90 zł)

Znacie paletki H&M ? Co myślicie o kosmetykach z brandów odzieżowych ?

L`Occitane - kilka słów o miniaturkach z koszyczka


Na wielu blogach pojawiły się już notki dotyczące koszyczkowych mini produktów, pora żebym i ja dorzuciła kilka swoich przemyśleń.



W koszyczku można było znaleźć 5 małych produktów z bestsellerami firmy

Na temat ich wielkości nie będę się rozwodzić, bo już wszystko zostało w tej kwestii napisane - choć wcale nie uważam, żeby większości nie dało się "przetestować". Wg mnie tylko pojemność kremu do rąk jest śmieszna, reszta dała się wypróbować porządniej i zdążyłam wyrobić sobie o nich wstępne zdanie, a sądzę że o to w tej koszyczkowej akcji chodziło.



                     Żel pod prysznic Werbena                 


Urocza 50 ml buteleczka, która idealnie odzwierciedla pełnowymiarową wersję, cieszyła oko chyba najbardziej z całej gromadki. A zawartość ? Średnio gęsta konsystencja, dobre pienienie. Przyznam, że zostałam kupiona przez zapach. Piękny, energetyzujący, świeży i dodający kopa aromat werbeny, to coś co tygryski lubią najbardziej. Uwielbiam taki prysznic o poranku, zmysły zostają pobudzone i człowiekowi aż chce się żyć.
W działaniu nie zauważyłam żadnego novum, ale też nic takiego, od żadnego żelu pod prysznic, nigdy nie będę wymagać. Robi to, co ma robić, dobrze myje, daje uczucie czystości i odświeżenia.
Cena jest nieco wygórowana, jednak od czasu do czasu byłabym w stanie taki żelik zafundować sobie dla samego zapachu.

Cena pełnego wymiaru: 59 zł / 250 ml

                Woda toaletowa Pivoine Flora               


Malutka 5 ml buteleczka, bez atomizera sprawia, że aplikacja jest odrobinę utrudniona. Ciężko zaaplikować gdzieś indziej niż za ucho, czy nadgarstki - a ja lubię spryskać zapachem np. włosy.
Choć nie jestem zwolenniczką słodkich woni, ta początkowo mnie urzekła, delikatna, kobieca, kwiatowa. Z czasem jednak przekonałam się, że to nie moje klimaty, obecnie wyczuwam w niej takie "babcine" nuty zapachowe i to mi przeszkadza.
W niektórych recenzjach czytałam, że trwałość jest kiepska - mam odwrotne doświadczenia, czuję tą piwoniową woń nawet po całym dniu, nabiera troszkę pudrowego aromatu, ale jest. 
Cena moim skromnym zdaniem jest znośna i gdyby zapach w 100% mi odpowiadał, to nie widzę powodu żebym nie mogła go kupić.

Cena pełnego wymiaru: 179 zł / 75 ml


                  Krem do rąk z Masłem Shea                 

 
Jak pisałam już wcześniej, jego pojemność to troszkę nieporozumienie. Wystarczył mi zaledwie na 3 - 4 porządne aplikacje, więc wiele na jego temat nie powiem. Gęsta i zbita konsystencja, jednak bardzo dobrze się rozsmarowuje i całkiem szybko wchłania. Delikatny zapach, ma w sobie coś co mnie drażni - zalatuje mi troszkę zwykłym mydłem. Działanie ? Ciężko cokolwiek napisać, na moich dłoniach kremik pozostawiał jakiś dziwny i tępy nalot, przez co czułam się niekomfortowo. Obfitego odżywienia, czy nawilżenia po tych 3 razach także nie zauważyłam, więc jeśli miałabym go oceniać przez pryzmat tych 10 ml, to jestem na nie i nie rozumiem jego fenomenu.

Cena pełnego wymiaru:   29,90 zł / 30 ml i 90 zł / 150 ml

          Nawilżające mydełko z Masłem Shea          


 
50 gramowa kostka, jest naprawdę wydajna. Używam od miesiąca i nadal mam jej jeszcze sporą ilość. Polubiłam to mydełko, zapach niemal taki sam, jak w kremie do rąk, ale tutaj nie przeszkadza mi ta mydlana nuta ;) Używam go tylko do dłoni, dobrze się pieni, nie wysusza, a delikatny aromat czuć na skórze jeszcze dłuższą chwilę po umyciu rąk. 

Cena pełnego wymiaru: 32 zł / 250 g


          Immortelle drogocenny krem na noc          



Krem przypadł mi do gustu najbardziej z całej 5. Gęsta, nieco maślana konsystencja, jedwabiście się rozprowadza i wspaniale wchłania. 
15 ml to dla mnie sporo, nie wiem czy jestem nad wyraz oszczędna, czy niektórzy przesadzają, ale mi ten krem wystarczył na ponad miesiąc codziennego stosowania na noc. Rano skóra była odprężona, dobrze nawilżona, wygładzona. Nie zanotowałam żadnych negatywnych reakcji, kremik nie podrażniał mojej wrażliwiej, naczyniowej cery, nie uczulił, nie spowodował najazdu nieprzyjaciół. Jedyne co mi przeszkadzało do samego końca, to jego zapach - mocny, cierpki i roślinny.
Wielki minus za brak składu na słoiczku.

Niestety jedna rzecz go u mnie dyskwalifikuje - cena, która wynosi 249 zł za 50 ml, to dla mnie mały kosmos.

Podsumowując: z jednej strony cieszę się, że mogłam zapoznać się z tyloma produktami, z drugiej troszkę żałuję, że jednak nic nie wywołało u mnie niemego zachwytu ;) 
Jednakowoż dziękuję firmie za możliwość przetestowania mini bestsellerów.


Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...