O mojej słabej silnej woli, czyli wczorajsza wizyta w Rossmannie ;)


Początkowe założenie - nie idę, po co ? Przecież niczego mi nie potrzeba, mam sporo zapasów, najwyższy czas zacząć to zużywać - myślałam. 

W takim postanowieniu wytrwałam dwa dni promocji, trzeciego (gdy blogi zalewała fala zakupowych postów) zaczęłam się łamać ;)
Ostatecznie wczoraj popędziłam do jednego z pobliskich Rossmannów i rzutem na taśmę poczyniłam niewielkie zakupy. Drogeria pełna klientów, do szaf z kolorówką, czy półek z pielęgnacją nie tak łatwo było się dostać. Jednak wbrew moim wcześniejszym oczekiwaniom, niczego nie brakowało. Szafy były pouzupełniane, wszystkiego do wyboru do koloru. No może poza pomadkami Rimmel by Kate, których nie było prawie wcale.

Do koszyka wpadły:


Z kolorówki wybrałam:


1. Puder Maybelline Dream Mat -  najjaśniejszy odcień 03 "Golden Beige"

Niestety, po roku używania pudru bambusowego, moja cera zastrajkowała i reaguje gwałtownym przesuszem po każdym użyciu, muszę więc znaleźć coś na zastępstwo. Puder Maybelline wypatrzyłam wśród zakupów u kilku z Was, ma całkiem dobre recenzje, jestem ciekawa jak się spisze. 

2. Pomadka Wibo Eliksir  - kolorek nr 05

W sklepie wydawała się bardziej różowa, w świetle dziennym ma więcej brązowych tonów - taki typowy z niej nudziak. 

Myślę, że z powodzeniem zastąpi mi pomadko-błyszczyk Celii o numerku 602, który właśnie wykończyłam.


 3. Lovely - Tusz do rzęs Curling Pump Up

To był chyba punkt obowiązkowy u każdej blogerki, która korzystała z promocji ;) Widziałam, że bardzo często się u Was pojawiał.

4. Maybelline Colorama - brązowa kredka do oczu

Może w końcu znajdę mój kredkowy ideał. Ta wydaje się w sam raz, niezbyt twarda, niezbyt miękka, zobaczymy jak będzie się użytkować.

Garstka pielęgnacji:


5. Cztery Pory Roku - kremy do rąk

Do tej pory nie pałałam zbyt wielką sympatią do tej marki, ale Anetka tak gorąco zachwala te kremy, że musiałam spróbować ;)

Zapachy mają przednie, wybrałam wersję Melonową i Wiśnię Japońską.


6. Antyperspirant Rexona - jedyny i jak dla mnie niezastąpiony, czasem zamieniam tylko kulkę na aerozol.

7. Dove Summer Glow - Brązujący balsam do ciała

Moim zdaniem, to jeden z lepszych balsamów brązujących, często do niego wracam i jako jedyny nigdy mnie nie zawodzi. Jeśli jesteście ciekawe, niebawem planuję o nim notkę.


Tyle, koniec, finito - przez najbliższy miesiąc oszczędzam. Jeśli do aktualnych zakupów dołożyć te, o których pisałam tu, to zdecydowanie przedobrzyłam ;)


A jak u Was ? Oparłyście się wszędobylskim promocjom, czy dałyście się skusić na zakupowe szaleństwo ?

Urodzinowe rozdanie !


Zgodnie z obietnicą, z okazji pierwszej rocznicy mojego bloga, przygotowałam dla Was małe rozdanko :)

Nagrodami są kosmetyki Balea i Alverde
Od dłuższego czasu są u nas towarem niezwykle pożądanym, a że nie wszyscy mają do nich dostęp, skomponowałam skromny zestaw. 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba - jest kilka hitów, jest też kilka nowinek na wypróbowanie :)

Wszystkie kosmetyki są nowe, świeżutkie, prosto z drogerii DM.

Oto, co można wygrać:


1. Balea - Żel pod prysznic Brazil Mango

2. Balea - Szampon do włosów suchych Mango + Aloes

3. Balea - Odżywka do włosów suchych Mango + Aloes

4. Balea - Szampon do włosów farbowanych Kokos i Kwiat Tiare

5. Balea - Odżywka do włosów farbowanych Kokos i Kwiat Tiare

6. Balea - 2 minutowa Maska do włosów farbowanych Kokos i Kwiat Tiare

7. Balea - Żel pod prysznic Hawaii Pineapple

8. Balea - Balsam do dłoni Wanilia i Masło Shea

9. Alverde - Olejek do włosów suchych Mandel & Argan

10. Balea - Serum nawilżające do twarzy Aqua

11. Balea - Nawilżająca maska do twarzy Urea

12. Balea - 1 minutowa maska do włosów suchych Morela & Mleko

13. Bioderma - próbki:

       * 2 x Sensibio AR Compact Anti-Rougeurs (pastylki 2 x 0,5 ml)
* 2 x Atoderm PO Zinc (mini tubki 2 x 8 ml)
* 3 x Sensibio Light (saszetki 3 x 2 ml)


Regulamin rozdania:



1. Rozdanie trwa od 27.05.2013 do 21.06.2013 do godz. 23:59.

2. Sponsorem wszystkich nagród jestem ja - Enka, właścicielka bloga mylittle-pleasures.blogspot.com

3. Rozdanie przeznaczone jest dla pełnoletnich użytkowników, lub dla niepełnoletnich za zgodą rodziców.
4. Zwycięzcą zostanie jedna osoba, która otrzyma zestaw widniejący na zdjęciu.
5. Nagroda nie podlega wymianie na inną lub na ekwiwalent pieniężny.



Aby wziąć udział w rozdaniu należy:



- być publicznym obserwatorem bloga (1 punkt)



6. Dodatkowe punkty można zdobyć poprzez:



- dodanie mojego bloga do blogrolla (+ 1 punkt),

- dodanie na swoim blogu informacji o rozdaniu np. zdjęcie w pasku bocznym, notka (+ 1 punkt)
- polubienie mojego Fanpage na Facebooku > KLIK < (+ 1 punkt)
Dziś do niego dołączyłam, więc będzie mi podwójnie miło ;)
- udostępnienie informacji o rozdaniu poprzez Facebooka (+ 1 punkt)



Łącznie można zdobyć 5 punktów.
Moje Top Komentatorki, jeśli zdecydują się na udział w rozdaniu, otrzymają dodatkowo 2 punkty



7. Zgłoszenia z blogów, które są stworzone tylko do brania udziału w rozdaniach będą usuwane.

8. Wyniki zostaną ogłoszone do 5 dni od zakończenia rozdania, poprzez informację na blogu + facebooku oraz przesłaniu maila do wytypowanej osoby. Jeśli w ciągu 3 dni nie otrzymam adresu, wybieram kolejną osobę.

9. Nagrodę wyślę pocztą do 5 dni od otrzymania adresu.
10. Zamieszczając komentarz, tym samym przyjmujesz warunki Regulaminu i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych ( Dz.U.Nr.133 pozycja 883). 

11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

Ściągawka do zgłoszenia:

Obserwuję jako:
E-mail:
Mam Cię w blogrollu - TAK/NIE (link do bloga)
Informacja o rozdaniu na blogu - TAK/NIE (link do bloga)
Lubię na FB jako - TAK/NIE (imię + pierwsza literka nazwiska)
 Udostępniłam info o rozdaniu na FB - TAK/NIE (link)
 
Chyba wszystko jest jasne - zapraszam do zabawy i życzę wszystkim powodzenia :*

Pierwsze urodziny bloga :)

Dziś jest ten dzień ! 

Dokładnie rok temu napisałam swoją pierwszą notkę na blogu. 

Szczerze mówiąc, zakładając go, nie wiedziałam czy coś z tego będzie. Czy będę na tyle systematyczna żeby regularnie pisać, czy ktokolwiek będzie chciał te moje wypociny czytać i ogólnie czy za chwilę mi się nie znudzi całe to "blogowanie".

Dzisiaj pukam się w czoło, bo bez bloga już nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Codzienny przegląd Waszych wpisów, komentarze, rozmowy, wymiana doświadczeń - to dla mnie sama przyjemność i choć nie zawsze mogę poświęcić temu tyle czasu, ile bym chciała, wsiąkłam w to na całego :)


Należą się Wam wielkie podziękowania ! 


 Bez Was - moich Czytelników ten mój mały kawałek podwórka nie miałby sensu. 
Dziękuję za to, że zaglądacie, za każde słowo (zarówno to miłe jak i krytyczne). 


W ciągu tego roku uzbierało się Was ponad 460, łącznie pozostawiliście po sobie 5150 komentarzy, a mój blog został wyświetlony prawie 80 000 razy
  - w najśmielszych snach nie spodziewałam się takich statystyk. 


Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję :)

Lekki nawilżacz za grosze - Krem kojąco-łagodzący Eva Natura Herbal Garden

Moja cera jest kapryśna, ciężko mi znaleźć krem, który na dłuższą metę nie powodowałby dziwnych reakcji. Przy nieodpowiedniej pielęgnacji, wcześniej czy później albo pojawia się przesusz, albo strefa T działa na najwyższych obrotach, produkując niewyobrażalne ilości sebum, albo atakuje mnie wysyp stulecia - jednym słowem, nie ma lekko.

Jakiś czas temu, zupełnie przypadkowo, znalazłam bardzo przyzwoity kremik, który doskonale sprawdza się w okresie wiosenno-letnim. 

Mowa o nawilżającym kremie kojąco-łagodzącym Eva Natura Herbal Garden.

Obecnie kończę drugie opakowanie i właściwie nie widzę w nim większych wad, może poza jedną, ale o tym za chwilkę.


                                                    Od producenta:                                                   

Lekki i doskonale wchłaniający się krem o intensywnym działaniu nawilżającym. Zapewnia optymalny efekt wygładzenia i poprawy elastyczności naskórka. Zawiera ekstrakt z melisy bogaty we flawonoidy, które spowalniają procesy starzenia się skóry.
Kompleks nawilżający NMF zapewnia długotrwałe nawilżenie, alantoina i D-pantenol działają kojąco
i uspokajająco.

Sposób użycia:
Nałożyć krem na twarz, szyję i dekolt z pominięciem okolic oczu. Pozostawić do wchłonięcia.
Może być stosowany pod makijaż.

Efekty codziennego stosowania kremu:
- optymalne nawilżenie naskórka
- uczucie świeżości i wygładzenia

                                                             Skład:                                                          


                                                         Moja opinia:                                                    

Opakowanie: lekki, 50 ml plastikowy słoiczek z klasyczną zakrętką. Skromna szata graficzna, nie wygląda tandetnie - właściwie nie mogę mu nic zarzucić. Słoiczek zapakowany jest w kartonik, na którym znajdziemy wyczerpujące informacje dotyczące produktu.

Konsystencja: lekka, delikatnie wodnista, bardzo lubię kremy w takiej formule właśnie wiosną i latem - ekspresowo się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy.


Zapach: delikatny, trochę trawiasty, ale przyjemny. W żaden sposób nie drażni, chwilę po aplikacji się ulatnia.

Działanie: zacznę od wady, a potem będę chwalić. Nazwanie tego kremu "intensywnie nawilżający" to gruba przesada. Owszem nawilża, ale delikatnie - posiadaczki cer suchych nie będą z niego zadowolone. Mojej mieszanej odpowiada, ale jak już wspomniałam, tylko wiosną i latem. Zimą, czy nawet wczesną wiosną zdecydowanie sobie nie radził.

Krem dedykowany jest i na dzień i na noc, ja stosuję go tylko na dzień naprzemiennie z Lekkim kremem brzozowym Sylveco. W cieplejsze dni używam tego pierwszego, w chłodniejsze drugiego i taki duet sprawdza się u mnie świetnie. Na noc nakładam coś bardziej treściwego, co zapewni skórze odpowiednią porcję nawilżenia. 

Za co go przede wszystkim go lubię ?

Za lekkość, doskonałe wchłanianie i świetne współgranie z makijażem, który trzyma się na nim większość dnia bez większego uszczerbku. Make-up nie roluje się, strefa T nie szaleje = praktycznie nie muszę matowić skóry w ciągu dnia.
Jeśli chodzi o funkcję kojąco-łagodzącą to tutaj także radzi sobie bez zarzutu. Nie podrażnia naczynek, nie powoduje wysypu, wszelkie zaczerwienienia zostają przyjemnie wyciszone. Mam też wrażenie, że ewentualne wypryski nie rozwijają się pod nim do "wulkanów", tylko powolutku się goją.

Nie jestem specem od składów, ale wydaje mi się bardzo przyjemny. Nie znajdziemy w nim żadnych zapychaczy, znajdziemy za to kilka ekstraktów (babka lancetowata, nagietek, melisa), mocznik, a na czele składu olej z nasion winogron, który działa antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i kojąco. Jeśli dołożymy do tego cenę, która wynosi niecałe 10 zł, to otrzymujemy naprawdę przyzwoity kosmetyk za grosze.

Podsumowując: polecam posiadaczkom cer mieszanych, którym wystarczy lekkie nawilżenie cery w okresie letnim i szukają czegoś dobrego pod makijaż.

Dostępność: np. Rossmann, ogólnie nie ma problemu z dostępnością

Cena: ok. 10 zł

Moja ocena: 4,5/5


 Znacie krem Eva Natura ? Jak sprawdza się u Was ?

Poweekendowe DM`owe zakupy


Hej :) Wróciłam, weekend zaliczam do bardzo udanych ! Wiedeń jest wspaniały i ilekroć tam jestem wszystko wokół cieszy oko.
Na zakupy miałam mało czasu, bo nie pomyślałam o tym, że nie tylko niedziela ale i poniedziałek 20.05 to w Austrii święto, więc wszystko jest zamknięte. 
Dałam radę w sobotę wpaść do jednego DM, który był zaopatrzony tak średnio - brakowało najnowszych limitek i kilku innych produktów, (oczywiście zapomniałam o P2, tak to jest wpuścić babę do drogerii - totalna dekoncentracja :P)

Z przyczyn wymienionych wyżej nie odwiedziłam Lusha ani TBS, jednak co się odwlecze, to nie uciecze - może następnym razem.


Przejdźmy do moich zdobyczy. 
Dla Was też coś mam, ale niech to będzie niespodzianką :)


Coś do włosów, coś do ciała, kilka produktów do twarzy - będzie co testować. Balea i Alverde ma na tyle ciekawą ofertę, że chciałoby się spróbować wszystkiego, Pani przy kasie i tak patrzyła na mnie lekko dziwnie, gdy wyładowałam zawartość koszyka na taśmę.

Moje ulubione kokoski ;)


 1. Krem do ciała

2. Szampon do włosów farbowanych

3. Odżywka do włosów farbowanych

4. Maska do włosów farbowanych


5. Odżywka Mango i Aloes

6. Odżywka Oil Repair z olejem arganowym


Nie mogło zabraknąć żeli pod prysznic - wybrałam dla siebie wersję Limonka & Aloes oraz z Solą z Morza Martwego.


9. Krem tonujący do twarzy

10. Krem na noc z serii Nature z olejem z brokułów

11. Maseczka do twarzy z mocznikiem

12. Serum nawilżające do twarzy Aqua

13. Roll-on pod oczy Aqua

14. Peeling enzymatyczny


15. Migdałowo - arganowy olejek do włosów

16 i 17. Szampon i odżywka z Amarantusem

18. Kamuflaż 

Kilka produktów to dla mnie zupełne nowości, kilka gorąco mi polecałyście - zobaczymy jak całość będzie się sprawdzać.


Jesteście czegoś szczególnie ciekawe ? O czym chciałybyście poczytać w pierwszej kolejności ?

NOTD # 4 - Miętusek Donegal


To pierwszy miętus w mojej kolekcji i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak stroniłam od tego koloru. Od kilku dni jest moim absolutnym faworytem i nie mogę się na niego napatrzeć ;)


Drugim debiutem są dla mnie lakiery Donegal Beauty Shine (gdyby któraś mieszkanka Rzeszowa ich szukała, to są dostępne w E.Leclerc). 


 Odcień o energetycznej nazwie Fresh Mint dziś gości na moich pazurkach.


Pędzelek: krótki i wąski, w połączeniu z krótkim i kwadratowym trzonkiem jest dla mnie mało poręczny. Albo sam pędzelek powinien być dłuższy, albo trzonek powinien mieć inny kształt.

Konsystencja: rzadka, nie smuży, ładnie się poziomuje


Krycie: dwie warstwy w zupełności wystarczą aby ładnie pokryć paznokieć kolorem.

 

Schnięcie: jeśli warstwy są odpowiednio cienkie - schnie świetnie. Przy grubszej warstwie zdarza mu się schnąć i schnąć.



Trwałość: bardzo dobra, lakiery Donegal trzymają się u mnie równie dobrze jak lakiery Inglot - spokojnie wytrzymują 5 dni bez żadnego uszczerbku.

 

Cena: ok. 6-7 zł
Na pazurkach:





Lubicie miętusy, czy wolicie bardziej neutralne barwy ?

Alverde, Balea, Lush - Wasze typy ?

Nadejszła wiekopomna chwila :P 
W najbliższy weekend w końcu będę miała okazję do odwiedzenia drogerii DM i poczynienia zakupów.

Z racji tego, że ja w takich miejscach często tracę głowę, chciałam przygotować sobie jakąś listę, ale przeglądając ofertę Alverde i Balea zgłupiałam już totalnie - nie kupię przecież połowy asortymentu (a tyle się do mnie uśmiecha). 

Wiem, że część z Was ma mniejsze lub większe doświadczenia z tymi markami, ciekawa jestem Waszych typów.

 Macie jakieś swoje hity, pewniaki, które warto, a wręcz trzeba mieć ?




Chciałabym także wpaść do Lusha, nigdy nie miałam styczności z tą marką, więc mam chrapkę na coś fajnego na próbę - co polecacie ?




Wasze typy bardzo pomogą mi także w przygotowaniu nagrody na urodzinowe rozdanie, które pojawi się pod koniec maja.

 
Pozdrawiam Was serdecznie i liczę na Waszą pomoc :)

Aura Herbals - Maseczka z zieloną glinką, czyli sztuka kamuflażu ;)

Witajcie Kobitki w ten piękny, słoneczny dzionek :) 
Po krótkiej przerwie w blogowaniu, wracam z nowymi pokładami energii. 

Jakiś czas temu portal Uroda i Zdrowie podesłał mi do testów maskę z zieloną glinką Aura Herbals
Glinki regularnie pojawiają się w mojej pielęgnacji, jednak nigdy nie używałam tej w kolorze zielonym. Mój wybór zazwyczaj padał na czerwoną lub białą, a inne omijałam z niewiadomych przyczyn.

Jak sprawdziła się u mnie maska Aura Herbals ? Rewelacyjnie, jestem nią szczerze oczarowana i wiem już, że po zieloną glinkę będę sięgała zdecydowanie częściej.


                                                       Od producenta:                                                

Glinkowa Maseczka Kosmetyczna - zielona (50g)
  • oczyszcza i ożywia skórę
  • intensywnie nawilża
  • ma długotrwałe działanie antytrądzikowe
  • zapobiega powstawaniu wyprysków
Działanie maseczek z dodatkiem glinki

Maseczki glinkowe są znane ze swojej wysokiej skuteczności. Dzięki naturalnym składnikom, z jakich są produkowane, praktycznie nie powodują alergii, a zawarte w nich surowce mineralne działają niezależnie od rodzaju cery. Glina pomaga wytworzyć swoisty „kompres”, nieprzepuszczający wody, która dzięki temu nie odparowuje z najbardziej zewnętrznej warstwy skóry. Skóra otrzymuje dawkę silnego nawilżenia i jest gotowa do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.
 Glina, dzięki wysokiej zawartości surowców mineralnych, jest szczególnie polecana do cery tłustej. Składniki występujące w glinie pozwalają zaabsorbować nadmiar sebum. Dodatkowo maseczka glinkowa zastygając na twarzy, wygładza ją i powoduje, że skóra staje się bardziej miękka i delikatna.

                                                          Moja opinia:                                                   

Maseczka zamknięta jest w 50 g saszetce. Zawartość wystarczy na 2-3 użycia. W moim przypadku na 2 razy ponieważ lubię nakładać grubszą warstwę masek z glinką - wówczas nie zasychają tak szybko i można je ściągnąć w jednym płacie.

Po otwarciu ukazuje nam się zielonkawy proszek o specyficznym dla glinek zapachu.


Jej przygotowanie jest banalnie proste. Wystarczy odpowiednią ilość maski przesypać do szklanej lub plastikowej miseczki (nigdy do metalowej), dodać niewielką ilość chłodnej wody, wymieszać i voila - gotowe.



Do rozrabiania masek możemy użyć wielu produktów, które wzbogacą działanie glinki. 
Świetny post o ich tuningowaniu przygotowała swego czasu Cammie, warto się z nim zapoznać :) 

Tym razem zrobiłam najprostszą z możliwych wersji, dodając niegazowaną wodę mineralną. 


Po wymieszaniu najlepiej jak najszybciej nałożyć otrzymaną papkę na twarz, gdyż glinka momentalnie zastyga. Producent zaleca trzymanie jej 25 min. Ja nigdy nie dopuszczam do całkowitego zaschnięcia, więc w trakcie spryskuję twarz wodą/mgiełką/ tonikiem. Jak wspominałam wcześniej, jeśli nałożymy grubszą warstwę, w ciągu tych 25 minut maska wyschnie właściwie tylko na brzegach i bardzo łatwo ją później usunąć. 

Przy drugim użyciu zagapiłam się i maska trochę za bardzo mi przyschła, jednak na efekt końcowy nie wpływa to ani trochę, poza tym, że zmywanie trwa dłużej.

Tak wygląda stężała, ale nie wyschnięta maseczka.


A efekty ? Świetne, świetne i jeszcze raz świetne. 

Już podczas zmywania czuć, że skóra jest wygładzona i bardzo delikatna. Wszelkie zaczerwienienia (w moim przypadku, nawet te pochodzenia naczyniowego) są wyraźnie wyciszone, a twarz przyjemnie i komfortowo nawilżona - żadnego przesuszenia, żadnego dyskomfortu.

Nie mam problemów z trądzikiem, czy nadmierną ilością wyprysków. Czasem przed @ pojawi mi się jakiś większy syfek, który zaraz zresztą znika, ale mam za to sporą ilość zaskórników na brodzie i nosie. Ponadto jak przystało na cerę mieszaną, strefa T jest u mnie nadzwyczaj aktywna, produkując czasem niewyobrażalne ilości sebum. 

Po użyciu maski pory minimalnie się obkurczyły, zaskórniki jak były, tak są - jednak myślę, że regularne stosowanie zielonej glinki, mogłoby pomóc w walce z nimi. 
Największą zmianę zauważyłam w aktywności strefy T, dzień po użyciu maski twarz była optymalnie matowa, nie świeciła się nadmiernie, właściwie nie musiałam używać pudru matującego. Później wszystko wróciło do normy, jednak daje to możliwość poskromienia nadreaktywności przed ważnym wyjściem, czy spotkaniem.

Nie mogło zabraknąć sweet maskowej foci - oficjalnie można się śmiać ;)


Podsumowując: myślę, że wszystkie posiadaczki cery mieszanej będą z niej zadowolone, maska wspaniale wygładza, absorbuje nadmiar sebum, wycisza i uspokaja nadreaktywną skórę. 

Maskę otrzymałam do testów od firmy Aura Herbals za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.  


Cena: 15,60 / 50 g

Dostępność: strona Aura Herbals

Moja ocena: 4,5/5
A Wy stosujecie maseczki z glinką ? Jaka jest Wasza ulubiona ?

Kwietniowe denka


W kwietniu nie poszalałam zanadto ze zużywaniem, dlatego też denek jest stosunkowo niewiele. Maj pod tym względem powinien okazać się dużo bardziej obfity, gdyż wiele produktów jest praktycznie na wykończeniu. 

Muszę przyznać, że odkąd wciągnęłam się w blogowanie, zawartość moich łazienkowych półek chyba się potroiła, powoli brakuje mi na wszystko miejsca. Ech...tak to jest, jak człowiek nie zna umiaru i nie nadąża wszystkiego zużywać ;)



Kolejno odlicz:




1. Balea - Kokosowy żel pod prysznic

Tak jak i inne żele tej firmy pięknie się pieni, nie wysusza, jest wydajny i naprawdę przyjemny w użytkowaniu. Zapach jak dla mnie troszkę mało kokosowy, a jak wiecie (lub też nie), ja kocham kokos w każdej wersji, byle słodko i dużo :D

Na inne wersje zapachowe oczywiście chętnie się skuszę.

2. BeBeauty - Krem do rąk z masłem Shea i olejkiem kokosowym

Początkowo kupiłam go do kremowania włosów, niestety nie polubiły tego. Moje włosy chyba po prostu średnio lubią olej kokosowy i masło Shea - zawsze po użyciu produktów z tymi składnikami, są później napuszone i nie chcą się układać. 

Do rąk sprawdzał się ok, ale zużyłam go głównie do stóp - wspaniale je zmiękczał i nawilżał.

Chyba nie jest już dostępny, więc więcej się nim nie nacieszę.

3. i 4. Isana - Krem do rąk i Krem do ciała Masło Shea i Kakao

Oba produkty wprost uwielbiam, pisałam o nich tutaj.

Jeden i drugi kupię ponownie.


5. Colgate - Pasta wybielająca Max White One

Wiecie, że ona chyba faktycznie troszkę wybiela ?  Co prawda efekt jest delikatny, ja go niemal nie zauważyłam, ale zauważyło moje otoczenie ! Ostatnio dwukrotnie usłyszałam, że mam ładne zęby ;)

Codziennie piję mocno barwiące herbaty (głównie czerwoną), więc taka pasta jest dla mnie jak znalazł, choć przyznam, że coraz bardziej kusi mnie wybielanie u stomatologa - macie może z tym jakieś doświadczenia ?

Z pewnością kupię ponownie.

6. Facelle - Chusteczki do higieny intymnej

Kupiłam je pod wpływem pozytywnych opinii na blogach i się nie zawiodłam. Bardzo dobry i tani produkt, chusteczki spełniają swoje zadanie, nie podrażniają.

Kolejne opakowania już zakupione.

7. Ziaja - Bloker

Początkowo myślałam, że jest słabszy niż słynny Etiaxil czy Antidral, po czasie stwierdzam, że działa tak samo. Co prawda ja nie mogę stosować takich produktów na dłuższą metę, bo strasznie mnie podrażniają, ale przed ważnym wyjściem, spotkaniem sprawdza się super. Używam dwie noce pod rząd, a efekt utrzymuje się przez kilka kolejnych dni.

Kupię ponownie.


8. Seboradin - Ampułki przeciw przewlekłemu wypadaniu włosów

Pisałam o nich tutaj. Być może niepotrzebnie dzieliłam zawartość ampułek - przyznaję, jednak dla mnie ten produkt jest zupełnie nietrafiony. Po zaprzestaniu stosowania prawie 2 tygodnie doprowadzałam skórę głowy do porządku, bo zwyczajnie mnie piekła i swędziała cokolwiek bym nie użyła. 
Teraz na szczęście już jest ok, wróciłam do Jantaru.

Nie kupię więcej.

9. Equilibra - Mgiełka aloesowa

Pisałam o niej tutaj. Świetny, bardzo wydajny i uniwersalny produkt.

Kupię ponownie, ale być może wybiorę inną firmę dla odmiany :)


10. Lirene - City Matt fluid matująco - wygładzający

Pisałam o nim tutaj.

Polubiłam go i kiedyś być może do niego wrócę. 
Teraz testuję podkład Paese i póki co jestem zachwycona.

11. Vipera - Korektor rozświetlający pod oczy

Pisałam o nim tutaj. Bubel, bubel !

Oczywiście będę trzymała się od niego jak najdalej.


12-13. Eubos - próbki lotionu do ciała i kremu do stóp.

Oba produkty były w porządku, jednak nie zachwyciły mnie na tyle abym pragnęła ich pełnych wersji ;)

14-16. L`Occitane - mini produkty

Pisałam o nich tutaj
Z tej trójeczki bardzo polubiłam mydełko i krem do twarzy. Krem do rąk u mnie sprawdził się średnio.


The End

Jak Wam poszło denkowanie w kwietniu ?


Zobacz także:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...