Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do włosów. Pokaż wszystkie posty
Suszarkowe love - Philips SalonDry Control HP8183

czwartek, kwietnia 11, 2013

Suszarkowe love - Philips SalonDry Control HP8183


Suszarka jest nieodłącznym elementem w mojej codziennej pielęgnacji włosów. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tego urządzenia. Natura obdarzyła mnie tak kapryśnymi włosami, że jeśli chcę jako tako wyglądać, muszę myć je codziennie przed wyjściem - a rano, jak to rano, nigdy nie mam za wiele czasu i samodzielne schnięcie raczej nie wchodzi w grę.

Jeśli już muszę suszyć głowę niemal codziennie, stawiam na suszarkę, która nie będzie negatywnie wpływała na stan moich włosiąt.  

Philips HP 8183 towarzyszy mi już ponad półtora roku i jest jedną z lepszych suszarek jakie znam.


Suszarka wyposażona jest w dwie końcówki - koncentrator i dyfuzor. Koncentrator jest przydatny w przypadku modelowania włosów na szczotce, a dyfuzor pozwala odbić włosy od nasady, nadaje im objętości i puszystości.


Najczęściej korzystam z koncentratora. Mimo, że codziennie nie układam włosów na szczotce, koncentrator skupia strumień powietrza, dzięki czemu mam wrażenie, że schną jeszcze szybciej.
Dyfuzora używam rzadko, ale w zupełności spełnia swoją rolę.


Suszarka wyposażona jest w kilka przydatnych funkcji:


Skupię się na tym, czego używam.
 Zawsze suszę włosy na 1 stopniu prędkości i 1 stopniu temperatury, na przemian z zimnym nawiewem. 2200W daje tej suszarce sporą moc i nadmuch już na "pierwszym biegu" jest konkretny, nie trzeba machać wieczność - włosy schną błyskawicznie.

Dodatkowo stale mam włączoną jonizację. Odkąd używam suszarki z jonizacją właśnie, zapomniałam czym są elektryzujące się włosy. Początkowo myślałam, że to taki chwyt marketingowy, ale muszę przyznać, że to naprawdę działa :) Włosy są bardziej lśniące, wyraźnie wygładzone, miękkie i sypkie. Żadnego siana, żadnego puszenia - dla mnie rewelacja.

Troszkę przeszkadza mi niskie umiejscowienie przełącznika jonizacji, ponieważ czasem sam się przełącza (od myrdania ręką w jego pobliżu), jednak łatwo to zauważyć - o włączonej funkcji informuje nas niebieskie światełko na wierzchu suszarki.


Czy widzę jakieś minusy ? 

Tylko dwa i to bardzo malutkie: 

- suszarka z racji swojej mocy jest nieco głośna, początkowo mnie to przeraziło, ale teraz kompletnie nie zwracam na to uwagi,
- jest spora gabarytowo, przez co nieco ciężka

Poza tym spełnia moje oczekiwania w 100 %. 

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam !

Cena: w granicach 110-140 zł

Moja ocena: 5/5

Używacie suszarek ? Jaka towarzyszy Wam na co dzień ?
Nie do końca udana Termoochrona z Marion

czwartek, marca 21, 2013

Nie do końca udana Termoochrona z Marion


Linia Marion Termoochrona zbiera w sieci wiele pozytywnych recenzji, wzbudzając zachwyt nie jednej osoby. Zachęcona tyloma ochami i achami, zakupiłam mgiełkę, a później w paczce od Marion znalazłam mleczko z tej samej serii. 
Wówczas wydawało mi się, że to produkty stworzone wprost dla moich włosów, które męczyłam codzienne suszarką i równie często prostownicą - niestety, ani jeden, ani drugi produkt nie wzbudził we mnie zachwytu, czy choćby zadowolenia. 
 
Zanim przejdę do recenzji, chciałam się jeszcze pochwalić moim małym sukcesem - od blisko dwóch miesięcy nie używam prostownicy (po prawie 5 latach niemal codziennego użytku). Hip hip hura ! Pierwsze dni nie były łatwe, jednak myślę, że najgorsze już za mną :)


Wracając do meritum, tak prezentuje się termoochronny duecik:


                                 Pod lupę, jako pierwsza idzie mgiełka                               



                                                    Od producenta:                                                   

Mgiełka BEZ SPŁUKIWANIA stworzona specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze, sprężyste i są łatwiejsze do modelowania.

                                                              Skład:                                                         

Aqua, Sodium Laneth-40 Maleate/Styrene Sulfonate Copolymer, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Trimethylsilylamodimethic one (And) C11-15 (And) Pareth-5 (And) C11-15 Pareth-9, Propylene Glycol, PEG - 12 Dimethicone, PEG - 40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolino ne (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin.

                                                         Moja opinia:                                                    

Opakowanie: buteleczka 130 ml wykonana z twardego plastiku. Nieprzezroczysta, jednak pod światło widać zawartość, więc zużycie można kontrolować na bieżąco. Wyposażona w atomizer, który jest fatalnej jakości. Nie wiem, czy tylko mi trafiło się felerne opakowanie, ale psikacz ani trochę nie spełnia swojego zadania. Cieknie bokami, spodem, właściwie cieknie zewsząd, w dodatku się zacina. Jednym razem rozpyla ładną mgiełkę, innym razem pluje wielkimi kroplami. 



Zapach: nie każdemu przypadnie do gustu - mi nie przypadł :P Jest słodki i mdły, wyczuwam w nim męską nutkę i troszkę pudru. Na szczęście nie utrzymuje się długo na włosach.

Działanie: spójrzmy, co obiecuje producent

  • włosy są miękkie i elastyczne 
Owszem, mgiełka troszkę zmiękcza. Zazwyczaj stosowałam ją na mokre jeszcze włosy, ułatwiała rozczesywanie i wówczas wyraźnie czuć było większą miękkość. Jednak po wysuszeniu wyglądam jak jeżozwierz - włosy są mocno napuszone, każdy sterczy w inną stronę, ciężko je ułożyć.
Zwiększenia elastyczności nie zauważyłam.
  • nadaje im zdrowy wygląd i jedwabisty połysk
Nie, nie i jeszcze raz nie. Zero połysku, o zdrowym wyglądzie też raczej nie ma mowy. Przez to puszenie, włosy wyglądają jak popalone, a nie zdrowe i elastyczne.
  • zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów
Z puszeniem jest zupełnie odwrotnie, natomiast z zapobieganiem elektryzowaniu radzi sobie nie najgorzej. Właściwie to moja pierwsza zima, podczas której zupełnie zapomniałam o tym problemie.

Podsumowując: jestem średnio zadowolona, obecnie używam jej tylko na same końcówki, ale szczerze mówiąc nie zauważam, żeby były jakoś szczególnie chronione - rozdwajają się nadal, mimo różnych zabezpieczeń.

Cena: ok 6-8 zł

Moja ocena: 3/5
                                               Na tapetę idzie mleczko:                                        


                                                       Od producenta:                                                

Mleczko stworzone specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze i łatwiej się rozczesują.

                                                              Skład:                                                         


                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: miękka tuba 150 ml w designie typowym dla całej linii "Termoochrona". Stylistyka opakowań całkiem mi się podoba, przypomina mi trochę profesjonalne, salonowe produkty. Wygodne zamykanie. Wielki plus za to, że tubkę stawiamy do góry nogami, dzięki czemu będzie można łatwo zużyć produkt do ostatniej kropli.


  Zapach: identyczny jak w przypadku mgiełki.

Konsystencja: średnio gęste, białe mleczko o dosyć lekkiej konsystencji. Łatwo rozprowadzić na włosach, łatwo też spłukać. 


Działanie: Obietnice producenta są identyczne jak w przypadku mgiełki. A działanie ? Z tym bywa różnie. 

Właściwie używając tego mleczka, nieraz czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. 
Jednym razem po zastosowaniu i wysuszeniu włosów jestem zadowolona - nie czuć absolutnie żadnego obciążenia (czego się bałam), włosy są gładsze, miękkie i błyszczące. Taki rezultat, ku mojemu zaskoczeniu, utrzymuje się przez calutki dzień, mimo wilgoci włosy nie puszą się i wyglądają ładnie.

Zaś innym razem efekt jest kompletnie odwrotny - włosy oklapnięte, bez wyrazu, matowe i napuszone. Ponadto bardzo nie miłe w dotyku, sztywne i łatwo się plączą . Już pod wieczór wyglądają nieświeżo.

Próbowałam już kilka razy, myłam włosy tym samym szamponem, stosowałam tą samą odżywkę, a efekty bywały raz świetne, raz beznadziejne. Szczerze, nie mam pojęcia co może być przyczyną. Mleczka obecnie nie używam, bo to ruletka, nigdy nie wiadomo jaki będzie finał.

Cena: ok 7-8 zł

Moja ocena: 3/5


Stosujecie produkty termoochronne ? Znacie te z Marion ?
Biokap Nutricolor - Roślinna farba do włosów

środa, lutego 13, 2013

Biokap Nutricolor - Roślinna farba do włosów


Farbowanie włosów jest już u mnie niemal rutyną. Przedwcześnie siwiejące włosy spędzały mi sen z powiek od licealnych czasów. Niestety, takie geny, więc jedyną radą jest ich regularna koloryzacja.

Próbowałam wielu różnych produktów, od zwykłych szamponetek, poprzez kremy koloryzujące i całą gamę drogeryjnych farb, po balsamy z dodatkiem henny. 
 Do tej pory nie trafiłam jeszcze na taki produkt, który zostałby ze mną na dłużej. Oczywiście do niektórych farb wracałam kilkukrotnie, jednak ciągle szukam tej idealnej. 

Włoski Biokap "chodził" za mną już dłuższy czas, jak się sprawdził ? O tym poniżej.


Biokap Nutricolor 
odcień 4.06 Kawowy brąz


                         Czym jest Biokap ?                      

BIOKAP Nutricolor to roślinne farby do trwałej koloryzacji włosów o naturalnej formule z wysoką zawartością składników pochodzenia roślinnego. Są delikatne dla skóry głowy i łatwe w użyciu. Przeznaczone dla osób o wrażliwej skórze i skłonnych do alergii.
Z uwagi na delikatną formułę farbę można stosować na przesuszone i zniszczone włosy w celu ich odżywienia i przywrócenia blasku. Polecane wszystkim, którzy chcą lepiej zadbać o swoje włosy. Gwarantują długo utrzymujący się kolor oraz pokrycie siwych włosów w 100% już przy pierwszej aplikacji. 

                       Zawartość opakowania:                     


Oczywiście nie ma co wierzyć, że farba jest 100% naturalna i roślinna, bo to nie henna. Jest w niej trochę chemii, ale nie ma np. niklu, SLS, parafiny, parabenów i innych substancji, które nie tylko niszczą włosy, ale często drażniąco działają na skalp. Producent twierdzi, iż substancja koloryzująca wytworzona jest w 90 % z naturalnych składników. Farba oprócz trwałego pokrycia włosów kolorem, ma także je pielęgnować, co stanowi wystarczająco zachęcającą wizję ;)


                               Składy:                           
  

                            Moje wrażenia:                       

Jeśli chodzi o przygotowanie i sam proces koloryzacji, to jest on niemal identyczny jak w przypadku wielu drogeryjnych produktów. Wystarczy wycisnąć zawartość tubki z kremem koloryzującym do buteleczki z emulsją, porządnie wymieszać i już możemy przystępować do koloryzacji. Wcześniej nie trzeba myć głowy. Gotową mieszankę nakładamy na 20 min na odrost, a później na kolejne 15 minut na całą długość.

Konsystencję określiłabym jako optymalną. Jest na tyle rzadka, żeby było łatwo ją rozprowadzić na włosach i odpowiednio gęsta, by nie spływać po czole, czy karku.
Tuż po nałożeniu farby, skóra głowy lekko mnie szczypała (co przysporzyło mi trochę stresu, bo wcześniej nie wykonałam próby alergicznej). Po 2-3 minutach uczucie zniknęło i już nie powróciło. 

Kwestią wartą uwagi jest zapach, który w opozycji do standardowych farb, nie wyciska łez z oczu, ani nie drażni nosa. Zachwytu może nie wzbudza, ale jest całkiem przyjemny.

Podczas spłukiwania farby czułam już pewną różnicę. Włosy nie były tak dziwnie "szorstkie" jak zazwyczaj tuż po farbowaniu, a dołączona do opakowania odżywka dodatkowo je wygładziła. Po wyschnięciu były miękkie i ładnie błyszczały, ale nie sztucznym błyskiem farbowanych włosów, wyglądały po prostu naturalnie. Efekt ten utrzymuje się do dziś (prawie 3 tygodnie od farbowania).


                               Efekty:                           

Najbardziej obawiałam się koloru. Generalnie nie lubię kolorystycznych eksperymentów, zawsze wybieram odcień podobny do mojego naturalnego i chcę uzyskać średnio ciemny brąz w chłodnej tonacji.  

Zazwyczaj w farbach, odcienie wychodzą nieco ciemniej niż przedstawia to opakowanie. Tym razem wyszedł jaśniejszy niż oczekiwałam. I tym jestem zawiedziona. W dodatku, moim zdaniem, kolor ma jakieś rudawe nuty, co mi do końca nie odpowiada. 

Siwe włosy zostały pokryte, jednak nie w 100% i na tle reszty można je było odróżnić poprzez złotawą poświatę jaką dawały w sztucznym świetle - to jedyne minusy. Myślę, że gdybym wybrała ciemniejszy odcień, byłabym w pełni usatysfakcjonowana.

Włosy tuż po wyschnięciu:



Trwałość koloru oceniam na plus. 


Po niemal 3 tygodniach od koloryzacji prezentuje się bez większych zmian:





Podsumowując: jeśli sięgnę po Biokap kolejny raz, wybiorę inny odcień. Cena nie jest najniższa, ale różnica w kondycji włosów jest na tyle zauważalna, że warto wydać troszkę więcej i nie męczyć się z suchym sianem.


Chciałabym także, dla porównania, wypróbować francuskie farby Color&Soin, które również szczycą się składem opartym na roślinnych ekstraktach.


Cena: ok. 30-35 zł (za swoją zapłaciłam na Allegro 33,50)


Dostępność: wybrane apteki, Allegro


Moja ocena: 4/5


Jak podoba Wam się kolor ? Znacie farby Biokap ?


Pollena Malwa - Maska do włosów "Gloria"

środa, lutego 06, 2013

Pollena Malwa - Maska do włosów "Gloria"


Maska Gloria jest jednym z hitów blogosfery, naturalne więc, że chciałam przekonać się na własnej skórze, cóż w niej takiego wyjątkowego. 

Kupiłam, testowałam przez dłuższy czas i dziś chciałam podzielić się z Wami refleksjami na jej temat.


Malwa - Gloria
Maska do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych


                          Od producenta:                         

Do włosów suchych, zniszczonych i farbowanych. Ekstrakt z szyszek chmielu wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu, przywraca włosom połysk. Prowitamina B5 reguluje prawidłową wilgotność włosów, zwiększa ich objętość. Maska regeneruje strukturę zniszczonego włosa i odżywia. Włosy odzyskują połysk, elastyczność, sprężystość, łatwiej się rozczesują i nie elektryzują się.

                              Skład:                             


                           Moja opinia:                          

Opakowanie: prosty słoik, 240 ml (ciekawi mnie dlaczego nie 250 ?), ze średnio twardego plastiku, opatrzony niezbyt atrakcyjną grafiką. Maski Gloria przeszły nie tak dawno mały wizerunkowy lifting, sama nie wiem która wersja była gorsza. Ani ta poprzednia, ani obecna, mnie nie zachwyca. Jednak w końcu to nie jest najważniejsze, często brzydkie opakowania skrywają cenną zawartość ;)

Konsystencja/zapach: jest dosyć rzadka, ale nie wodnista. Spokojnie można ją nałożyć na włosy, nie spływa z nich zanadto.

Natomiast zapach przywodzi mi na myśl zamierzchłe czasy, kiedy to (jako mała dziewczynka), obwąchiwałam kosmetyczną zawartość łazienki mojej babci. Ma w sobie coś drażniącego i nie należy do atrakcyjnych, choć wiadomo - są gusta i guściki.


Działanie: Nie jestem włosomaniaczką, chociaż o włosy staram się dbać coraz bardziej świadomie. Próbuję eliminować złe nawyki, z większą rozwagą dobieram pielęgnację. 
Doceniam, że maska ma prosty, dobry skład - niestety uważam, że nie ma się czym zachwycać. I nie jest to kwestia tego, że mam zniszczone włosy, a brak silikonów w masce, nie daje żadnych złudzeń. To nie moja pierwsza maska/odżywka bez silikonów, a sprawdzała się najgorzej ze wszystkich wcześniej mi znanych.

Maskę stosowałam na 3 sposoby

Sposób 1: stosowana solo, jako szybka, 5 minutowa maska

Efekty: praktycznie niezauważalne. Włosy splątane, ani trochę nie wygładzone. Maska nie ułatwia ich rozczesywania, nie zauważyłam też jakiegoś wzmożonego nawilżenia. Właściwie to nic nie zaobserwowałam, równie dobrze mogłabym umyć włosy szamponem i na tym zakończyć - efekt niemal ten sam.

Sposób 2: stosowana z dodatkiem oleju (np. z pestek winogron) lub wymieszana z żelem lnianym, pod czepek na 30-40 min.

Efekty: włosy gładkie, lepiej się rozczesywały, ładnie błyszczały. 
Co z tego, skoro podobne efekty uzyskuje po prostu nakładając na włosy sam olej z pestek winogron - maska mi do tego niepotrzebna. 
W przypadku żelu lnianego szala przechyla się na korzyść mieszanki z Glorią, sam żel lniany powoduje u mnie duże puszenie. 

Sposób 3: stosowana do OMO jako pierwsze O

Efekty: najlepsze ze wszystkich, ale nadal nie na tyle świetne, żebym mogła się zachwycić. 

Ostatecznie zużyję ją do końca, użytkując wg 3 sposobu i więcej jej nie kupię. 

Dostępność: Allegro lub hipermarkety Auchan

Cena: w granicach 5-6 zł

Moja ocena: 3/5

Używałyście już maski Gloria ? Jak sprawdziła się u Was ?

Equilibra - Aloesowa mgiełka nawilżająca

poniedziałek, stycznia 28, 2013

Equilibra - Aloesowa mgiełka nawilżająca


Myślę, że większość z Was słyszała o firmie Equilibra, najsławniejszy w blogosferze jest Aloesowy szampon do włosów właśnie tej firmy, jednak oferta jest dużo większa. Możemy wybierać wśród przeróżnych produktów do pielęgnacji twarzy i ciała, wszystkie zawierają duże stężenia aloesu, są więc warte uwagi. 

Moje doświadczenia z tą marką rozpoczęłam od mgiełki, którą eksperymentalnie stosowałam głównie do włosów.


Equilibra - Aloesowa mgiełka nawilżająca


                          Od producenta:                         

Lekka i delikatna Aloesowa Mgiełka Nawilżająca Equilibra o przyjemnym zapachu, dzięki wysokiemu stężeniu aloesu ( 20%) i minerałom z Morza Martwego, doskonale nawilża i odświeża, dostarczając Twojej skórze drogocennych składników.


Niezastąpiona:

  • Po kąpieli:  nawilża nadając skórze świeży zapach
  • Po wzmożonym wysiłku fizycznym: odświeża
  • Na plaży: orzeźwia i przynosi ulgę Twojej skórze
  • Doskonała również na włosy: nadaje im przyjemny zapach



Nie zawiera parabenów, alkoholu i alergenów.

                              Skład:                             


                           Moja opinia:                          

Opakowanie: poręczna, 250 ml buteleczka z porządnym atomizerem, który działa tak jak powinien. Ładnie rozpyla produkt, nie zacina się, nic nie cieknie bokami. Dodatkowo już rozpoczęte opakowanie bez problemu zabierzemy w podróż, ponieważ atomizer posiada blokadę (ta zielona nakrętka tuż pod nim). 


Zapach: producent twierdzi, że mgiełka jest delikatnie perfumowana, ja twierdzę, że jest mocno perfumowana. Zapach jest wg mnie zbyt intensywny i większej ilości dosyć męczący. Oczywiście zależy co, kto lubi - ja wolałabym delikatny, roślinny, naturalny aromat.

Działanie: po pierwszym, próbnym użyciu zwątpiłam ;) Mgiełka tuż po rozpyleniu (np. na rękę) zaczyna się mocno lepić i bynajmniej nie jest to najprzyjemniejsze uczucie. Jednak jak się okazało, pierwsze wrażenia często bywają mylne - po chwili lepiące uczucie znika i pojawia się miłe ukojenie. Lekko nawilża skórę, łagodzi także drobne podrażnienia, używam jej na nogi, zaraz po depilacji woskiem i na następny dzień rano, po zaczerwienieniach i podrażnieniu nie ma ani śladu.

A jak spisuje się stosowana na włosy ?

Stosuję ją jako dodatkowy nawilżacz, pryskam włosy nawet kilka razy dziennie. Idealnie sprawdza się zimą, gdy powietrze jest suche - co roku się z tym zmagałam, a teraz praktycznie zapomniałam co to znaczą elektryzujące się włosy. Trzeba pamiętać, że czuprynę też potrafi zlepić, dlatego najlepiej ją rozczesać, rozpylić mgiełkę i bez dotykania poczekać aż wyschnie. Potem możemy cieszyć się efektami, włosy są zdecydowanie miększe, miłe w dotyku, wygładzone. Niestety nie jest to działanie długotrwałe, po kilku miesiącach użytkowania nie zauważyłam, aby produkt jakoś znacząco wpłynął na kondycję moich włosów. Jeśli komuś zależy na produkcie do doraźnej pomocy - jak najbardziej polecam, natomiast jeśli ktoś oczekuje długotrwałego i mocnego działania, może być nieco zawiedziony.

Dodatkowym plusem jest wydajność, mam tą mgiełkę już kilka miesięcy, używam praktycznie codziennie, a nadal jest jej ponad połowa.

Cena: zapłaciłam w promocji niecałe 20 zł

Dostępność: Super Pharm, internet

Moja ocena: 4/5

Miałyście styczność z firmą Equilibra ? Co o niej sądzicie ?


Biovax - Maseczka do włosów keratyna + jedwab

piątek, grudnia 21, 2012

Biovax - Maseczka do włosów keratyna + jedwab

Hej dziewczęta, jak tam Wasze samopoczucie w dniu końca świata ? :D 
Moje wyśmienicie, słonko świeci od rana, mam chwilkę wolnego, więc przybywam do Was z kolejną recenzją.

Biovax - Intensywnie regenerująca maseczka do włosów 
keratyna + jedwab


                           Od producenta:                        

Intensywnie regenerująca maseczka opracowana przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim włosom gruntownej odnowy zarówno na powierzchni, jak i w ich głębokich warstwach.
Naturalne składniki (ekstrakty, oleje i proteiny) oraz brak substancji drażniących umożliwiają dogłębną regenerację i ochronę włosów.

Maseczka Biovax zawiera:

  • Pro2Kéra Silk – aktywny zespół naturalnych białek, który dzięki zestawieniu niskocząsteczkowych aminokwasów i wysokocząsteczkowych protein wykazuje szerokie spektrum działania zarówno na poziomie rdzenia, jak i na powierzchni włosa. 
  • Aminokwasy Jedwabiu (300 Da) wnikają do włókna włosa, wypełniając ubytki strukturalne w jego warstwach korowych. Wiążą wodę, utrwalając efekt głębokiego nawilżenia.
  • Proteiny Jedwabne (50.000 Da) tworzą na powierzchni włosa delikatny biofilm, który utrzymuje wilgoć w jego wnętrzu oraz chroni go przed agresywnymi czynnikami środowiska zewnętrznego.
  • Keratyna (28.000 Da) uzupełnia niedobór naturalnych składników budulcowych osłonki włosa, plombując jej uszkodzone miejsca. 
  • Ekstrakt z Henny ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki.  
    Efekt na włosach: 
  • Gruntownie odbudowana struktura włosów
  • Intensywna regeneracja i nawilżenie
  •  Naturalnie lśniące, jedwabiste włosy
  • Wyjątkowo gładkie i miękkie w dotyku
                              Skład:                             


                            Moja opinia:                         

Opakowanie: Typowy dla masek Biovax plastikowy, biały "słoiczek" z zatyczką na pstryczek, która z jednej strony przytwierdzona jest na stałe. Całkiem łatwo się otwiera, z zamykaniem w sumie też nie ma problemu, chociaż  trzeba docisnąć z każdej strony. Natomiast sam słoiczek nie jest moim ulubieńcem. Jeśli maski jest dużo, to z nabieraniem nie ma problemu, ale im jej mniej, tym ciężej wygrzebać ją z czeluści wąskiego słoika. Dla mnie ideałem byłoby opakowanie nieco szersze i niższe.


Konsystencja: gęsta i treściwa, łatwo nałożyć ją na włosy, nie spływa, nie kapie.


Zapach: bardzo go polubiłam, delikatny, miły, lekko mleczny.

Działanie: nie mam wielkich doświadczeń z maseczkami Biovaxa, miałam kiedyś wersję do włosów wypadających, która delikatnie mówiąc, nie zachwyciła mnie i raczej nie spieszyło mi się z kupnem innej maski tej firmy. Ale, że moja silna wola jest raczej słaba, a dostałam kupon z Super Pharmu na maski Biovaxa za 10 zł z groszami, postanowiłam tę nowość wypróbować.

Po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie z tego przyjaźń :D

Kilka słów o moich włosach: regularnie koloryzowane, często traktowane suszarką (niestety muszę myć włosy zawsze rano, bo myte wieczorem, z rana znów nadają się do mycia - schną wieczność, więc suszara idzie w ruch). Często zmagam się ze sporym przesuszeniem, mocno także niszczą mi się końcówki, choć chucham na nie i dmucham ;)

Jak maska działa w moim przypadku ? Wszystko to, o czym zapewnia producent sprawdza się w 100%. Po użyciu włosy są wyraźnie nawilżone, gładkie, nie plączą się, nie puszą tak bardzo. Łatwo je rozczesać, bardzo ładnie też błyszczą - wyglądają po prostu zdrowo. 
Maskę stosuję zarówno pod czepek, jak i jako szybką maseczkę pod prysznicem. W jednym i drugim przypadku sprawdza się super, choć im dłużej ją trzymamy na głowie, tym efekt jest lepszy :)
Jedyny minus, to to, że może nieco obciążać, dlatego stosuje ją tylko na długość. 
Moim zdaniem to idealna maska na tę porę roku, z pewnością zostanie ze mną na dłużej.

Cena: zapłaciłam troszkę ponad 10 zł, cena regularna to ok. 18-20 zł.

Moja ocena: 4/5

Używałyście jej ? Lubicie maski z Biovaxa ?

INSTAGRAM