Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomadka. Pokaż wszystkie posty
Eveline - Ultratrwała pomadka w płynie 16H

poniedziałek, lutego 04, 2013

Eveline - Ultratrwała pomadka w płynie 16H


W komentarzach pod notką, w której pokazywałam paczuszkę od Eveline, największe zainteresowanie wzbudził w Was tusz do rzęs oraz właśnie pomadka, o której dzisiaj skrobnę kilka słów.

Przyznam, że ja także byłam jej niezmiernie ciekawa. Jestem zdecydowaną zwolenniczką pomadek, dlatego do testów przystąpiłam z pełnym zaangażowaniem ;) 


Eveline - Super Long Lasting 
Shine Liquid Tint Glow



                          Od producenta:                         

Wyjątkowe połączenie intensywnego koloru i długotrwałego blasku!
Intensywny wielowymiarowy kolor przez długi czas!
Wibrujący ultra trwały blask bez wysuszania!

Już nie musisz wybierać pomiędzy lustrzanym połyskiem błyszczyka a głębokim i trwałym kolorem pomadki do ust!
Pomadka w płynie 16H Super Long Lasting Shine liquid stworzona w oparciu o innowacyjny kompleks Lipocire™, zawiera w 100% naturalne składniki, które intensywnie nawilżają i wygładzają skórę ust!
Receptura wzbogacona o olej palmowy i kompleks witamin (A, E, F) gwarantuje potrójny efektu makijażu ust: idealnie wygładza, doskonale nawilża i chroni, gwarantuje intensywny kolor oraz głęboki połysk przez cały dzień.

                          Dostępne odcienie:                     

 Otrzymałam najjaśniejszy z gamy - nr 116 

                             Moja opinia:                        

Aplikator: Jest nieco inny niż te, z którymi spotykałam się wcześniej. Patrząc z góry płaski, z boku zaś wąziutki, dzięki czemu bardziej precyzyjny. Zresztą same spójrzcie:


Kolor: troszkę kłamczuszek z niego, taki mały kameleon ;) W opakowaniu wygląda na typowy koral. Ładna pomarańczowo - różowa intensywna barwa. Na ręce prezentuje się podobnie:




Natomiast na ustach, w zależności od ilości w jakiej nałożymy pomadkę oraz oświetlenia, przybiera różne twarze.

W skrajnych przypadkach bliżej jej nawet do mocnej maliny niż koralu - niestety tego efektu nie udało mi uchwycić na zdjęciu, ostatnio słońca u mnie jak na lekarstwo i fotki wykonywane są przy sztucznym oświetleniu.

Pomadka jest  mocno napigmentowana, bezdrobinkowa. 
Na ustach daje delikatny glow, jednak nie jest to nachalny, błyszczykowy, klejący efekt tafli - a lekki, naturalnie wyglądający połysk, który niemal w ogóle się nie lepi.

Bardzo podoba mi się, że intensywność możemy stopniować. 
Jeśli mamy ochotę na coś delikatniejszego, wystarczy niewielką ilość pomadki wklepać w usta opuszkami palców. 
Usta są lekko zaróżowione, wyglądają zdrowo i ładnie:



Jeśli lubimy mocniejszy efekt, nakładamy tint w większej ilości, bez wklepywania (bez lusterka raczej się nie obejdzie, potrzeba troszkę precyzji):



Zarówno w pierwszej jak i drugiej wersji pomadka nie roluje się, nie waży, nie zbiera się w kącikach. Bardzo ładnie łączy się z ustami, nie podkreśla suchych skórek, a co najważniejsze daje wyraźny efekt nawilżenia. Za to wielki plus.

Trwałość: czyli kwestia, która ciekawiła mnie najbardziej. Oczywiście chyba nikt nie spodziewał się, że pomadka wytrzyma na ustach, w niezmienionej formie 16 h - nie wiem co to musiałby być za produkt, aby tyle wytrzymał, chyba jakiś superbohater ;) 

Mimo wszystko trwałość jest naprawdę imponująca, spokojnie wytrwa 4 -5 h (!) w niemal niezmienionej formie (opcja bez jedzenia) oraz ok 3 h jeśli w między czasie coś przekąsimy.

 Oznaką upływającego czasu jest coraz słabiej widoczny błysk.
Kolor bardzo długo jest intensywny, tak jak tuż po aplikacji, a jeśli zaczyna się ścierać, to robi to równomiernie. Nie musimy się więc obawiać, że powstaną nam nieestetyczne plamy. 

Podsumowując: jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :) Jeśli kremowe lub matowe pomadki nie są dla Was, a błyszczyki Was nie kręcą - polecam wypróbować. Gama kolorystyczna nie jest bardzo bogata, jednak myślę, że każdy dopasuje coś dla siebie.

Dostępność: mniejsze, lokalne drogerie - nie widziałam go w żadnej sieciówce.

Cena: ok 10 zł

Moja ocena: 4/5

Używałyście już pomadek w płynie ? Jak wasze wrażenia ?
Zimowa pielęgnacja ust by Enka ;)

piątek, stycznia 25, 2013

Zimowa pielęgnacja ust by Enka ;)


Zimą moje usta strasznie kapryszą (zresztą tak samo jak i dłonie). Wystarczy, że przed wyjściem, choć raz zapomnę ochronić ich balsamem, a na następny dzień, problemy mam pewne jak w banku. O ile wiosną, czy latem jestem w stanie funkcjonować bez wszelkich mazideł, to zimą mam je praktycznie w każdym kącie ;)

Dziś przedstawię Wam te, które towarzyszą mi w tym roku najczęściej.


1. Alterra - 
Balsam do ust z ekstraktem z rumianku


























                              Skład:                             

Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Candelilla Cera, Palmitic Acid, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Olea Europaea Fruit Oil*, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helianthus Annuus Seed Oil, Chamomilla Recutita Oil*, Daucus Carota Sativa Root Extract, Beta-Carotene, Tocopherol.
* z certyfikowanych upraw ekologicznych

                            Moja opinia:                         

Kupiłam ją początkiem jesieni, zbiera całkiem sporo pozytywnych recenzji, jednak mi do końca nie pasuje. Przede wszystkim nie odpowiada mi jej zapach, który z rumiankiem ma chyba niewiele wspólnego. Sama nie wiem jak go sklasyfikować, ale jest to połączenie czegoś ziołowego, ze starym, zepsutym kosmetykiem :D Jeśli chodzi o działanie, to rewelacji nie ma, aczkolwiek nie jest najgorzej. Pomadka bardziej natłuszcza, niż nawilża, dobrze sprawdza się w większe mrozy, ponieważ tak szybko nie znika z ust. Z już popękanymi ustami radzi sobie kiepsko, nie zauważyłam aby przyspieszała gojenie, odżywiała bądź w jakikolwiek sposób łagodziła podrażnienia. Wiele osób chwali ją za świetny skład - może i świetny, a co z tego jak na moje usta nie działa. Męczę ją i męczę, na szczęście jest już na wykończeniu ale więcej się na nią nie skuszę.

Cena: ok. 5 zł

Moja ocena: 3/5


2. Nivea - 
Masełko do ust Wanilia + Macadamia



                               Skład:                            



                            Moja opinia:                         

Jak przystało na wielbicielkę przeróżnych mazideł do ust, pognałam po to masło jak tylko pojawiło się w sklepach. Pokochałam je od pierwszego użycia i to właśnie ono jest moim zdecydowanym, tegorocznym faworytem.
Zapach jest obłędny, słodki i taki wprost do zjedzenia :) Może składowo nie jest tak wspaniałe, jak pomadka Alterry, ale działa o stokroć lepiej. Przede wszystkim wspaniale nawilża i zmiękcza usta, odkąd regularnie je stosuję, są one w świetnym stanie - nie łuszczą się, nie pękają, nie pieką - coś wspaniałego. Jest bardzo wydajne, używam codziennie od dobrych dwóch miesięcy i ubytek jest na prawdę niewielki. Masełko odrobinę bieli i rozjaśnia, ale dla mnie to nie problem.
Znalazłam nawet sposób na bezpaluchowe nakładanie, po prostu otwieram pudełeczko, przykładam do ust i smaruję ;)
 Polecam polecam i jeszcze raz polecam.

Cena: ok 11 zł, w promocji ok. 8 zł

Moja ocena: 5/5


3. Alverde - 
Balsam do ust z nagietkiem
 
                              Skład:                             

                             Moja opinia:                        

Pomadkę wygrałam w rozdaniu na blogu Kosmetycznej Krainy i bardzo się cieszę, że na mnie trafiło, bo dzięki temu poznałam kolejne mazidło, które zagości u mnie na dłużej :)
Delikatny zapach, jest niemal niewyczuwalny, w żaden sposób nie drażni nosa. Balsam pozostawia na ustach lekko błyszczącą powłoczkę, która trzyma się zadziwiająco długo - obecnie używam go tylko na noc, a rano po 6-7 godzinach snu, jest nadal wyczuwalna. Po takiej nocnej kuracji usta są miękkie, delikatne, bez żadnych suchych skórek. 
Radzi sobie także z regeneracją już pokiereszowanych przez mróz usteczek - ładnie łagodzi, przyspiesza gojenie.

Cena: na Allegro ok. 9 zł, w DM pewnie kosztuje połowę tej kwoty ;)

Moja ocena: 5/5

Masełko Nivea i Balsam Alverde tworzą dla mnie duet niemal idealny, dzięki czemu to moja pierwsza zima, podczas której obywam się bez Carmexu. 
To właśnie on (wersja klasyczna w sztyfcie) do tej pory był moim number one ;) Cudnie goił, nawilżał i chronił moje usta w każdych warunkach atmosferycznych. 
Cieszę się jednak, że znalazłam coś na zastępstwo, bo po kilku latach zaczynał mi się trochę nudzić ;)

A jaki jest Wasz ulubieniec w tej kategorii ?



Celia Nude vs. Celia z kolagenem

wtorek, września 25, 2012

Celia Nude vs. Celia z kolagenem

Czyli moje dwie ulubienice ;)

Wiem, że ten post to nic odkrywczego - trochę odgrzewam kotleta, bo chyba na większości blogów pojawiły się już posty z Celią Nude ;) 
Jednak chciałam ją dzisiaj zestawić z drugim moim odkryciem - pomadką z kolagenem.

Przyznam, że najpierw kupiłam tą drugą, spróbowałam i rzuciłam w kąt, bo odcień mnie nie zachwycił. Niedawno wykopałam ją z czeluści kosmetyczki i tym razem zaiskrzyło - podoba mi się !


Jak widać opakowania są identyczne. Czym więc się różnią ?

Zacznijmy od  Celii z kolagenem


Posiadam najjaśniejszy odcień 101 - w sumie jest troszkę podobny do Nude 602, ale ma w sobie więcej beżu, a mniej różu.



Plusy:
  • świetna, kremowa konsystencja,
  • ładnie pokrywa usta kolorem,
  • zero drobinek,
  • subtelny, satynowy efekt,
  • niska cena (ok. 10 zł)
  • całkiem dobra trwałość,
  • ładne, eleganckie opakowanie,
  • ściera się dosyć równomiernie i nie ma nieestetycznego efektu
Minusy:
  • nałożona w zbyt dużej ilości może się rolować,
  • podkreśla suche skórki,
  • wydaje mi się, że długotrwale stosowana troszkę wysusza usta
Na ustach:



A jak sprawuje się hit Blogerek, 
czyli Celia Nude ?

Oj nachodziłam się za nią, nachodziłam...aż w końcu znalazłam w drogerii, którą miałam tuż obok pracy, a wcześniej nie wpadłam na to, żeby do niej zajrzeć ;)

Zdecydowałam się na odcień 602. Idealny, lekko brudny róż.



Plusy:
  • lekki, półtransparentny kolor,
  • łączy w sobie pomadkę i błyszczyk,
  • nie roluje się,
  • zero jakichkolwiek drobinek,
  • można swobodnie ją nakładać bez lusterka,
  • na prawdę nawilża
  • piękny zapach (choć ja czuję poziomki, a nie winogrono :P),
  • ładne, eleganckie opakowanie,
  • niska cena (zapłaciłam 9,90)
Minusy:
  • pomadka jest strasznie miękka, przez co złamała mi się już pierwszego dnia, choć obchodziłam się z nią łagodnie (dlatego na zdjęciu jest taka bidulka pokiereszowana),
  • szybciutko znika z ust,
  • kiepska dostępność
Na ustach prezentuje się tak:

A tutaj porównanie kolorków na ręce:


Podsumowując jestem zadowolona z obu pomadek, ta z kolagenem będzie moim tegoroczny, jesiennym faworytem. 
Natomiast Celia Nude idealnie nada się na kolejny wiosenno-letni okres :)


Lubicie pomadki z Celii ? Która Wam przypadła do gustu ?

INSTAGRAM