Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciało. Pokaż wszystkie posty
Ambasadorska paczka Le Petit Marseillais

środa, lipca 09, 2014

Ambasadorska paczka Le Petit Marseillais


Rzadko przygotowuje odrębne wpisy na takie tematy, jednak dzisiaj nie mogłam sobie odmówić. 
W zeszły poniedziałek internety zalała fala okrzyków radości spowodowana zaliczeniem do grona Ambasadorek Le Petit Marseillais poprzez serwis Rekomenduj.to. Zaraz potem nastąpiła lekka konsternacja, bowiem do akcji zaproszono chyba pół blogosfery, ja również zaliczałam się do tej grupy i choć po ogłoszeniu "wyników" uczucia miałam mieszane, to w ostatnich dniach moje wątpliwości zostały rozwiane. 
Kampania przeprowadzana jest na najwyższym poziomie, z dbałością o szczegóły i choć jestem jedną ze 100, czuję się naprawdę wyjątkowo. A dzisiejsza paczka była swoistą wisienką na torcie. I nie, nie chodzi tu tylko o zawartość, chodzi o całą otoczkę, mail każdego dnia informujący o fazie realizacji, miłe słowo, pięknie przygotowana przesyłka na widok której śmieją się oczy - dla wielu firm może to być idealny przykład, jak robić dobry marketing. 

Zobaczcie same.


W uroczej paczce, oprócz produktów do testów, czyli Żelu pod prysznic Kwiat Pomarańczy oraz Mleczka nawilżającego Masło Shea i Słodki Migdał znalazłam także po 20 próbek (10ml) jednego i drugiego produktu do obdarowania nimi znajomych, miły list powitalny na sygnowanym logiem marki, porządnym i grubym papierze (niby nic, ale jestem estetką i na takie rzeczy zwracam ogromną uwagę) oraz książeczkę przygotowaną specjalnie dla Ambasadorek.


Szczególnie spodobało mi się oświadczenie do podpisania wewnątrz :)


Co do samych produktów - zobaczymy. Zapachowo jest pięknie, ale np. mleczko zawiera w składzie parafinę, której nie lubię, więc może być różnie. Za jakiś czas opiszę Wam swoje wrażenia.


Jak Wam podoba się cała akcja ? A może także jesteście w gronie Ambasadorek ? Chętnie poznam Waszą opinię.

Pat&Rub Linia Otulająca | Masło do ciała i Balsam do rąk

niedziela, czerwca 29, 2014

Pat&Rub Linia Otulająca | Masło do ciała i Balsam do rąk



Seria Otulająca Pat&Rub przewijała się na moich zakupowych listach od miesięcy, czułam się mocno skuszona lekturą powielających się ochów i achów dotyczących walorów zapachowych. Pielęgnacyjnych także, ale to głównie wizja ciepłego, otulającego zapachu z lekką i świeżą nutą skłoniła mnie do zakupu. Korzystając z jakiejś okazjonalnej zniżki, zdecydowałam się na zakup, wybrałam masło do ciała i balsam do rąk płacąc kolejno około 49 zł za masło i 38 zł za balsam. Był to mój debiut, jeśli chodzi o pielęgnację do ciała tej firmy.

O piękny aromacie, czemuś skalany tak brzydką cytryną ?! Rzec by się chciało na początek. Znajomość z tym duetem przebiegała nam w iście słodko-gorzkiej atmosferze i jak się już pewnie domyślacie, ta słodka część nie dotyczyła wcale zapachu.


Karmel + cytryna + wanilia, brzmi rozkosznie. Niestety już przy pierwszym kontakcie wiedziałam, że to nie moja bajka. Spodziewałam się zupełnie czegoś innego, a zostałam brutalnie sprowadzona na ziemię mocnym aromatem zalatującej chemią cytryny. Wielka szkoda, bo zapach ma w sobie ogromny potencjał, jest słodki ale nie mdlący, tło stanowi lekki ciasteczkowo-waniliowy aromat, który delikatnie utrzymuje się na ciele. Gdyby cytryna była nieco bardziej wyważona, mniej przypominała zapachy do toalet, a bardziej tartą cytrynową skórkę - byłoby idealnie. Niestety w tym wydaniu do mnie nie trafia.
Wiem, że seria otulająca ma wiele zwolenniczek, kwestia odbioru zapachów jest bardzo, ale to bardzo indywidualna, dlatego przed zakupem warto wybrać się np. do Sephory i obwąchać dostępne warianty. Aktualnie to wiem, wcześniej jakoś na to nie wpadłam ;)


Teraz będzie już tylko pozytywnie, bo oprócz zapachu nie mam tym produktom absolutnie nic do zarzucenia.

Masło zamknięte jest w klasycznym, 250 ml słoiku z zakrętką, zaś balsam do rąk w 100 ml opakowaniu z pompką typu air-less. Bardzo lubię tego typu rozwiązania, bo dają możliwość zużycia produktu do ostatniej kropelki. Moje egzemplarze mają jeszcze adnotację o edycji limitowanej, jednak seria ta na stałe weszła już do asortymentu firmy.

Przy pierwszym kontakcie z masłem zaskoczona byłam jego konsystencją, która ani trochę maślana nie jest. Lekka i kremowa, świetnie się nakłada, rozprowadza i wchłania. W składzie znajdziemy same dobra: masło shea, kakaowe, oliwkowe, olej babassu, squalane, witaminę E, roślinną glicerynę i ten nieszczęsny ekstrakt z cytryny, który psuje mi tę kompozycję. Wszystkie surowce mają certyfikat ekologiczny i są pochodzenia naturalnego, co zapewnia nam pielęgnację na wysokim poziomie i tłumaczy fakt wyższej ceny. Po użyciu moja sucha skóra przez długi czas jest miękka, wygładzona i odpowiednio nawilżona, masło nie pozostawia po sobie żadnej tłustej warstewki, dzięki czemu świetnie będzie sprawdzało się nawet latem.

Balsam do rąk jest równie bogaty w naturalne składniki: olej słonecznikowy, masło awokado, masło z oliwek, kwas hialuronowy, witamina E i znów ekstrakt z cytryny. Niezbyt gęsta konsystencja pozwala nakremować ręce ilością odpowiadającą jednemu naciśnięciu pompki. Moje dłonie mają tendencje do miejscowych przesuszeń, czasem dodatkowo podrażniają mnie różne detergenty, a balsam Pat&Rub świetnie sobie ze wszystkim radzi. Koi, nawilża i łagodzi wszelkie podrażnienia, jest idealny do codziennego stosowania, pozostawia po sobie bardzo delikatną otoczkę, która daje uczucie komfortu i odżywienia. Muszę jeszcze na chwilkę wrócić do zapachu, tutaj ta cytryna jest trochę ostrzejsza niż w maśle, przez co męczy mnie jeszcze bardziej i zniechęca do częstszego korzystania. Niestety.



Podsumowując, właściwości pielęgnacyjne jak najbardziej tak, zapach zdecydowane nie. Wiem już, że wszelkie warianty z cytryną u mnie odpadają, mam natomiast wielką ochotę wypróbować serię rozgrzewającą i zimą pewnie się na nią skuszę. W zapasach czeka na mnie jeszcze linia Home SPA, mam nadzieję, że będzie przyjaźniejsza dla mojego nosa ;)

Miałyście okazję poznać tę serię ? Jeśli tak, jakie są Wasze odczucia ? A może dopiero przymierzacie się do zakupów ?

Pimp your bust! / Tołpa Dermo Body Bust - Serum wypełniające biust

czwartek, marca 13, 2014

Pimp your bust! / Tołpa Dermo Body Bust - Serum wypełniające biust


Biust jest jedną z delikatniejszych stref naszego ciała i bez względu na jego wielkość, powinnyśmy przykładać uwagę do właściwiej pielęgnacji. Wspominałam już kiedyś, że w tej kwestii natura mi nie poskąpiła, jednocześnie jednak, moja skóra charakteryzuje się małą elastycznością, szybko wiotczeje, traci jędrność, więc dobrze dobrana bielizna i preparaty pomagające utrzymać ten obszar w dobrym stanie są moimi must have. Od kilku tygodni wcieram w siebie Serum wypełniające biust z Tołpy, które zaskoczyło mnie ogromnie, warto więc napisać o nim coś więcej.


Od producenta:

Powiększa, wypełnia, modeluje i ujędrnia biust. Pobudza wzrost tkanki tłuszczowej, zwiększa obwód biustu do 3 cm i unosi go do 2 cm. Przywraca właściwą gęstość, elastyczność i sprężystość skóry. Nawilża i wygładza. Wzmacnia strukturę skóry biustu i dekoltu, przeciwdziała jej wiotczeniu. 

Składniki aktywne: Borowina tołpa, unoszący biust kompleks lipoaminokwasów, ujędrniający ekstrakt z owoców kigelii afrykańskiej, wzmacniający ekstrakt z orzechów laskowych

0% alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów, silikonów, oleju parafinowego, donorów formaldehydu

Efekty: zwiększa obwód biustu do 3 cm, unosi biust do 2 cm, zwiększa elastyczność skóry dekoltu o 11% i poprawia jej nawilżenie o 19 %

* badania aparaturowe i dermatologiczne na grupie 60 osób – pomiar obwodów.

Wyniki badań aparaturowych i pomiary po 6 tygodniach stosowania.

Moja opinia:

Zanim przejdę do serum, skupię się przez chwilę na samym kartoniku, gdyż nie jest on taki sobie zwyczajny i bardzo spodobała mi się jego forma. Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz znajdziemy całe mnóstwo informacji, jest skład, opis składników aktywnych, sposób stosowania wraz z instrukcjami obrazkowymi, kilka słów na temat skóry biustu i przyczynach jej gorszego stanu, nie brakuje też humorystycznych wzmianek. Nawet najbardziej kapryśny konsument powinien czuć się dopieszczony, bowiem przekaz jest kompletny. Da się ? Da się!


Skupiając się już na produkcie, serum zamknięte jest w 150 ml miękkiej tubce, z wygodnym zamknięciem na zatrzask. Nie ma się co rozpisywać, wszystko działa jak należy, zużycie widać jak na dłoni, wydobycie zawartości nie nastręcza żadnych problemów.
Specyficzna dla marki szata graficzna mnie przekonuje i szczerze muszę przyznać, że przyjemnie się na taki produkt patrzy. Niby zwyczajna tuba, proste litery i pas koloru, po raz kolejny potwierdza się zasada, że w prostocie siła. Wiem, że są to kwestie drugorzędne, fajnie jednak, jeśli świetna zawartość skrywa się w równie fajnym opakowaniu.
Przyjemna, niezbyt gęsta, powiedziałabym nawet, że lekko żelowa konsystencja bardzo ładnie się rozprowadza i szybciutko wchłania nie pozostawiając na skórze klejącej warstwy, za co ma u mnie wielkiego plusa. Zapach ciężki do zdefiniowania, jest taki "tołpowy", bardzo charakterystyczny.


Producent sugeruje, aby kuracja trwała 6 tygodni i 150 ml tuba spokojnie na ten czas wystarczy, przy stosowaniu produktu 1 x dziennie (rano lub wieczorem). Jeśli ktoś chciałby wcierać serum dwukrotnie w ciągu dnia, bezpieczniej będzie zaopatrzyć się w dwa opakowania i ewentualnie przedłużyć nieco czas stosowania. 
Ważność produktu wynosi tylko 3 miesiące od otwarcia, co skłania nas (a przynajmniej mnie) do regularnego użytkowania. Jeśli już o tym mowa, ok przyznaję, zdarzały mi się dni, w których: a) zapominałam, b) nie chciało mi się, c) nie miałam czasu, żeby serum na siebie nałożyć, ale były to przypadki raczej sporadyczne. Zazwyczaj raz dziennie, po wieczornej kąpieli sumiennie je wcierałam i wykonywałam przy tym szybki masaż. 

Na początku napisałam, że produkt mnie zaskoczył, czym ? Ano tym, że faktycznie działa! Serio, po raz pierwszy spotykam się z preparatem, który spełnia wszystkie obietnice zawarte na opakowaniu. Po kilku tygodniach skóra jest wyraźnie jędrniejsza, bardziej zwarta i sprężysta, biust wydaje się pełniejszy - nie mylić z większy ;) Jeśli ktoś liczy, że np. z miseczki B zrobi się C, to raczej są to złudne nadzieje, chodzi tu bardziej o lepszą kondycję skóry, większe napięcie, przez co wizualnie wygląda lepiej. Uniesienie także jest zauważalne, nie wiem, czy są to te obiecane 2 cm, ale poprawę widać gołym okiem, więc ile wskazałby centymetr mało mnie interesuje. Nie mogę również narzekać na poziom nawilżenia skóry, jest optymalny.
Właśnie kończę pierwsze opakowanie, zrobię sobie krótką przerwę, a później powtórzę kurację. Mam nadzieję, że skóra nadal będzie reagowała tak dobrze.

Cena: 49,90 za 150 ml 
(aktualnie na stronie Tołpy serum jest w cenie 34,99 - warto skorzystać)

Dostępność: drogerie Rossmann, SP, sklep internetowy Tołpa

Znacie serum Tołpy ? A może macie jakieś swoje hity, które pomagają Wam dbać o biust ?
Cosmabell Foot Peel - Złuszczające skarpetki do stóp (z fotorelacją dla odważnych)

poniedziałek, grudnia 09, 2013

Cosmabell Foot Peel - Złuszczające skarpetki do stóp (z fotorelacją dla odważnych)

Oparte na kompleksach kwasów AHA+BHA skarpetki peelingujące zrobiły się ostatnio bardzo popularne. Z pewnością większość z Was już o nich słyszała, część miała okazję wypróbować, druga część ma w planach bliższych lub dalszych - generalnie zagadnienie zapewne jest Wam znane. 
Jeszcze niedawno dostępne były głównie na rynku azjatyckim, obecnie ich produkcją zajmuje się coraz więcej rodzimych firm.

Dzięki portalowi Uroda i Zdrowie miałam okazję przetestować skarpetki firmy Cosmabell. Moja ciekawość, rzecz jasna, była ogromna. 


UWAGA: W poniższej recenzji znajdują się zdjęcia łuszczących się stóp (niektóre dość hardcorowe). Jeśli jesteś wrażliwa/y na takie widoki, brzydzi Cię to, właśnie coś jesz etc. omiń proszę tę część ;)


                                                     Od producenta:                                                  

Aktywny kompleks kwasów AHA + BHA intensywnie złuszcza martwy naskórek, , dzięki czemu usuwa szorstką skórę piet, a także odciski i modzele. Stosujesz raz i przez kilka tygodni cieszysz się idealnie gładką skórą!

Foot Peel to preparat stworzony wyłącznie z naturalnych roślinnych składników! Oczyszcza Twoje stopy i jednocześnie je pielęgnuje. Kosmetyk dostosuje się do Ciebie – usunie tylko ten naskórek, który nie jest Ci potrzebny!

Twoje nowe gładkie stopy potrzebują pielęgnacji! Oprócz składników o działaniu złuszczającym Foot Peel zawiera koktajl naturalnych wyciągów roślinnych i substancji o intensywnym działaniu nawilżającym, takich jak kolagen, kwas hialuronowy i mocznik. Foot Peel to głębokie nawilżenie, odżywienie i regeneracja!

                                               Skład i zastosowanie:                                             




                                                        Moja opinia:                                                     

W kartonowym opakowaniu znajdziemy foliową, nieprzezroczystą torebeczkę, która kryje w sobie skarpetki.
Wszelkie potrzebne informacje zamieszczone są na pudełku, nie plączą się nam żadne ulotki.


Wnętrze saszetki kryje dwie foliowe skarpetki oraz przezroczyste tasiemki, które posłużą nam do dopasowania rozmiaru.


Ich założenie jest banalnie proste. Wystarczy odciąg górną część i voila - możemy nakładać na stopy.


Tasiemki okazują się bardzo przydatne, gdyż skarpetki są konkretnego rozmiaru. Ich wnętrze jest bardzo mocno nasączone, więc najlepiej posklejać je tak, żeby nic nam w ciągu tych 120 minut nie wyciekało.


Dla lepszego efektu na całość można założyć grube skarpetki. Podczas zabiegu możemy normalnie chodzić i wykonywać codzienne czynności - nie ma przeszkód. Komfort przemieszczania się jest raczej średni, stopy skrzypią i się ślizgają, a folia szeleści, także ja poświęciłam te dwie godzinki na lekturę książki.

Stosowanie peelingu jest zupełnie bezbolesne, nie ma co przerażać się kwasami. Nic nie piecze, nic nie szczypie, jedyne o czym należy pamiętać, to zadbanie brak ranek/większych otarć na powierzchni skóry.

Po nieco ponad 120 minutach skarpetki idą do kosza, nadmiar produktu spłukujemy, stopy osuszamy i...czekamy.

                                                              Efekty:                                                        

Dzień 1-3

Po pierwszym dniu, zgodnie z zaleceniem producenta, wymoczyłam stopy w ciepłej wodzie, mimo tego, przez kolejne dwa dni nie działo się zupełnie nic. Skóra była nieco napięta i sucha, ale nic poza tym.

Dzień 4

Na początku 4 dnia zaczęłam myśleć, że moja skóra jest wyjątkowo oporna bowiem nadal nie było żadnych oznak łuszczenia. 
Cały dzień w pracy zrobił swoje, po wieczornej kąpieli w końcu ruszyło.
Zaczęło się niewinnie, od delikatnie łuszczących się palców i wierzchu stóp. Spód nie tknięty.


Dzień 5

Piątego dnia łuszczenie objęło także spód stopy, zwłaszcza w okolicach palców. Na śródstopiu i pięcie skóra zaczęła się oddzielać od reszty.


Dzień 6-7

Ten dzień był przełomowy. Skóra schodzi na potęgę wielkimi płatami - taki stan jak na zdjęciach jest zasługą dość długiej kąpieli. Sterczącą skórę najlepiej obciąć, bo nie dość, że nie wygląda, to jeszcze jest niewygodna podczas chodzenia. 
Przez najbliższe dwa dni lepiej nie rozstawać się ze skarpetkami, nawet podczas snu, chyba że chcecie wszędzie zostawiać po sobie wylinkę ;)
Tak intensywne złuszczanie również jest bezbolesne, skóry nie powinno się odrywać od stóp, trzeba dać jej czas, tak by sama spokojnie odlazła.


Dzień 8-10

Łuszczenie spodu i wierzchu stóp już niemal się zakończyło. Peeling poradził sobie nawet z większymi stwardnieniami na piętach, tam schodząca skóra była wyjątkowo gruba . 
W końcowym efekcie skóra jest miękka, gładka, lekko zaróżowiona - widać to wyraźnie na zdjęciu spodu stopy. Została tam tylko jedna skórka, która zaraz zresztą odpadła.

Cały proces zakończył się 10 dnia, resztki skórek najlepiej zlikwidować delikatnym peelingiem. Poza tym warto regularnie nawilżać skórę, tak by efekty utrzymywały się jak najdłużej. 



Skarpetki zrobiły swoje, jestem pod dużym wrażeniem, nie pamiętam kiedy moje stopy były tak delikatne i gładkie. Jedynym minusem może być cena - 79 zł za opakowanie. Do kupienia tutaj. Pozostaje mieć nadzieję, że im bardziej takie zabiegi będą popularne, tym ceny staną się przystępniejsze.

Moja ocena nie może być inna niż 5/5

Żyjecie ? Już po wszystkim ;) 
Świąteczne inspiracje prezentowe - L`Occitane: La Collection de Grasse / Lawenda

piątek, grudnia 06, 2013

Świąteczne inspiracje prezentowe - L`Occitane: La Collection de Grasse / Lawenda

Witajcie! Mikołaj już prawie za nami, pierwsze upominki w tym miesiącu rozdane, do Świąt pozostało nieco ponad dwa tygodnie, najwyższy więc czas pomyśleć o prezentach pod choinkę. 
Jeśli wciąż nie macie pomysłu, co kupić dla najbliższych, może zainspiruje Was dzisiejszy post :)

L`Occitane przygotowało w tym roku przepiękne propozycje prezentowe. Wśród nich znajdziecie gotowe zestawy, możecie też skomponować je sami - każde zamówienie zostanie zapakowane na prezent w pudełeczko. Zakres cenowy jest szeroki.

Ponieważ wybór jest naprawdę ogromny, przybliżę Wam troszkę dwie propozycje.


Obie powyższe paczuszki otrzymałam w ramach Akademii Zmysłów L`Occitane. 
Czerwona, poświęcona jest najnowszej linii La Collection de Grasse, niebieska zaś Lawendzie.


W pażdziernikowym pudełeczku znalazł się Żel pod prysznic i Mleczko do ciała Złoty Kwiat & Akacja.

To kompozycja zapachowa, która wchodzi w skład linii La Collection de Grasse. Jej twórczynią jest Karine Dubreil, która dla L`Occitane stworzyła już nie jeden aromat. Karine pochodzi z Prowansji, darzy ten rejon miłością i sentymentem, w dodatku ukończyła szkołę perfumiarzy Roure w Grasse, więc kto, jak nie ona, mógł być twórcą zapachu, który będzie w stanie rozkochać w sobie każdą kobietę ?

"Ta delikatna, zmysłowa kompozycja kwiatowa tworzy zapach pełen symboliki. Akord absolutów mimozy i akacji przywołuje moment kwitnienia pierwszych drzew oraz pomarańczową łunę grudniowych nocy. To czas, kiedy przyroda jeszcze nie zdążyła w pełni zapaść w zimowy sen. Bogactwo mimozy miesza się z nutami akacji, której zapach przypomina aromat białych kwiatów."

Dla mnie ten zapach jest absolutnie magiczny i w 100% zimowy. Ciepły, otulający, lekko słodki, ale nie ciężki. Idealny na zimowe dni. Wyczuwam w nim cytrynę, delikatną słodycz kwiatów i miód, choć go tam nie ma. Pewnie to sprawka akacji.

Oto, co w zapachu znajdziemy:

W nutach głowy: cytryna i bergamotka
W nutach serca: żarnowiec, mimoza i akacja
Nuty Bazowe: białe drewno i piżmo

Według mnie nie jest zapachem na co dzień, a na specjalne okazje - ma w sobie coś tak wyjątkowego, że chce się nim pachnieć w szczególnych dla nas chwilach. Ja jestem odurzona za każdym razem gdy zafunduję sobie kąpiel z żelem, a później nasmaruję się mleczkiem. Jednak mała uwaga: w nadmiarze może męczyć. Przynajmniej ja tak z nim mam - jestem zwolenniczką raczej delikatnych i świeżych aromatów. Ktoś lubiący nieco mocniejsze klimaty, powinien być zachwycony.


Mleczko do ciała i żel pod prysznic znajdują się w identycznych 175 ml buteleczkach, których jedynym słabszym punktem jest "aplikator". Otwieramy je poprzez wciśnięcie jednej części zakrętki w dół, wówczas druga część się podnosi i ujawnia nam mały dzióbek. 
O ile w przypadku żelu pod prysznic nie jest to kłopotliwe, o tyle w przypadku mleczka, staje się troszkę mało praktyczne, jednak to tak naprawdę kwestia upodobań.

Mleczko ma bardzo lekką konsystencję, pięknie się rozprowadza, szybko wchłania, pozostawiając skórę gładką i delikatnie nawilżoną.
Żel ładnie się pieni, dodatkowo ma w sobie tysiące złotych drobinek, które nie zostają na skórze, a spłukują się z ciała wraz z żelem. Troszkę szkoda, że nie zostawiają po sobie żadnego śladu.


Mleczko to koszt 79 zł, a żel 50 zł.

W skład tej linii wchodzi też: woda toaletowa, świetlisty olejek, krem do rąk, mydło i świeca zapachowa. Wszystkie produkty możecie zobaczyć tutaj.


Listopadowe pudełeczko poświęcone zostało Lawendzie.

Nawet nie wiecie jak ucieszyła mnie zawartość, mimo że akurat tego składnika w listopadzie się nie spodziewałam.
 Lawendę uwielbiam, mogłabym ją wąchać i wąchać. Dla mnie to zapach czystości i przytulnego domowego wnętrza - okazuje się, że moje skojarzenia są całkiem słuszne, gdyż nazwa Lawendy pochodzi z łacińskiego słowa lavare, czyli "myć".

Dodatkowo ten składnik wyjątkowo kojarzy mi się z marką. Gdy myślę o L`Occitane na myśl przychodzi mi Prowansja, a gdy myślę o Prowansji, widzę pola lawendy ciągnące się aż po horyzont.

W przesyłce znalazłam: Żel pod prysznic (500 ml), Oczyszczający żel do rąk (50ml), Lawendową saszetkę oraz urocze suszki.

Tak o lawendzie pisze L`Occitane:
"Cała siła tej rośliny skupia się wokół olejku w niej zawartego. Jest on jednym z niewielu olejków eterycznych, który można stosować bez rozcieńczania i używać bezpośrednio na skórę. Olejek lawendowy działa uspokajająco, wyciszająco i relaksująco, ułatwia też zasypianie. Ma szereg właściwości leczniczych: wspomaga leczenie przeziębienia, grypy, zapalenia zatok, a kąpiele lawendowe dają ulgę osobom cierpiącym na reumatyzm. Lawenda posiada również działanie oczyszczające, a silny i aromatyczny zapach tego olejku czyni go skutecznym środkiem dezynfekującym. 
Prowansalczycy umiłowali sobie lawendę do tego stopnia, że aż 80% światowego ekstraktu tego kwiatu pochodzi właśnie z tego regionu. L`Occitane wyjątkowo dba o własne uprawy lawendy. Producenci lawendy z Haute-Provence posiadają dla swoich wyrobów oznaczenie jakości A.O.C. 
L`Occitane kupuje prawie 20% całkowitej, zgodnej z A.O.C produkcji lawendy z Haute-Provance i stosuje wyłącznie eteryczny olejek z lawendy produkowany z tym właśnie oznaczeniem."


O wysokiej jakości produktu świadczy sam zapach, który jest bardzo naturalny i nie posiada w sobie specyficznego, chemicznego smrodku.
Czasem lawendowe produkty po prostu śmierdzą zapachem publicznych toalet;) A tutaj mamy samą naturę.

Mydło wylądowało u mnie w łazience dla gości. Dobrze się pieni, nie wysusza zanadto skóry dłoni, pozostawia na skórze subtelny aromat, w dodatku czuć go także w całej łazience (małe pomieszczenie).


Żel do dłoni i lawendową saszetkę przygarnęłam dla siebie. Woreczek od kilku dni zajmuje miejsce na półce w garderobie rozsiewając dość intensywny zapach - fani lawendy powinni być zadowoleni.

Żel natomiast wrzuciłam do torebki i korzystam z niego poza domem. Do tej pory używałam żelów antybakteryjnych Carex, ten z L`Occitane jest bardzo podobny w działaniu, pozwala szybko i skutecznie odświeżyć dłonie. Znów się do tego odwołam, ale to czym ten produkt wybija się na tle innych żeli antybakteryjnych, to oczywiście...zapach :D Nie czuć alkoholu ani żadnej medycznej woni, olejek lawendowy daje radę :))

Za mydło zapłacimy 65 zł, za żel 27 zł, a za saszetkę 28 zł. Resztę produktów z Lawendowej linii możecie obejrzeć tutaj.

Podsumowując uważam, że jeden i drugi zestaw może stanowić piękny prezent dla bliskiej osoby, oczywiście pod warunkiem, że znamy jej zapachowe preferencje.

Który zestaw podoba Wam się bardziej ?
A może planujecie obdarować kogoś bliskiego jednym z takich pudełeczek ?
Chwile relaksu z Sulphur - Borowina SPA

niedziela, listopada 03, 2013

Chwile relaksu z Sulphur - Borowina SPA



Słyszałyście kiedyś o kąpielach borowinowych ? Z pewnością tak, jednoznacznie kojarzą się one z uzdrowiskami.

A czy słyszałyście o zabiegach borowinowych, które możecie wykonać w domowym zaciszu, bez konieczności udawania się gdziekolwiek ? Myślę, że ta wiedza nie jest już tak powszechna.

Tymczasem wystarczy wolny wieczór i własna łazienka by zafundować sobie SPA pełną gębą.

Sulphur Busko-Zdrój to firma, która produkuje produkty lecznicze i dermokosmetyki na bazie wód siarczkowych oraz wspomnianej wcześniej borowiny.

Niepozorne, mało znane, a z pewnością godne uwagi.

Czym właściwie są borowiny ?   
To organiczne substancje, powstałe w wyniku procesów geologicznych - znane też jako torf. Borowiny wpływają na przemiany białek, węglowodanów, tłuszczów, kwasów nukleinowych, stymulują odnowę tkanek. Dzięki całej gamie właściwości z powodzeniem wykorzystuje się je w sanatoriach, salonach SPA, czy gabinetach kosmetycznych. Borowina nie tylko upiększa, ale także leczy pozwalając pozbyć się wielu uciążliwych dolegliwości

O jej zbawiennym wpływie na skórę przekonałam się stosując Borowinę SPA - emulsję do kąpieli z zagęszczonego wyciągu borowinowego.


                                                       Od producenta:                                                

Dzięki wysokiej zawartości kwasów humusowych, fitostrogenów i niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania skóry minerałów, Borowina SPA zapewnia skuteczną ochronę przed czynnikami pochodzącymi ze środowiska zewnętrznego.
Kąpiel borowinowa relaksuje, rozluźnia i zmniejsza napięcia mięśni. To doskonały sposób na odprężenie i regenerację organizmu np. po intensywnym wysiłku fizycznym, czy ciężkim dniu.

Wskazania do stosowania Borowiny:
- sucha, szara, ziemista skóra,
- skłonność do podrażnień, stanów zapalnych, utrudnione gojenie skóry,
- cera tłusta, przewlekły trądzik o różnym nasileniu,
- skóra dojrzała, oraz skóra z pierwszymi oznakami starzenia,
- wiotka, mało elastyczna skóra,
- cellulit, nadmiar tkanki tłuszczowej

Przeciwwskazania:
-ostre i podostre stany zapalne skóry,
- niewydolność krążeniowa i oddechowa,
- stan po świeżym zawale serca,
- nadwrażliwość na składniki preparatu

Składniki aktywne:

  • Kwasy huminowe - wykazują silne działanie nawilżające i przeciwzmarszczkowe, zapobiegają infekcjom, przyspieszają procesy gojenia
  • Fulwokwasy - stymulują regenerację skóry, ograniczają działanie wolnych rodników
  • Aminokwasy - wzmacniają naturalne bariery chroniące skórę przed utratą wody
  • Wapń - działa przeciwzapalnie
  • Magnez - pomaga utrzymać dobry stan błon komórkowych
  • Jod - niezbędny dla powstawania hormonów tarczycy, które regulują pracę całego organizmu
  • Potas i Krzem - odpowiadają za dobrą kondycję skory, włosów i paznokci. 
  • Fitohormony - borowina stymuluje wydzielanie kobiecych hormonów płciowych, zawiera też roślinne substancje działające analogicznie do ich naturalnych odpowiedników, dzięki czemu znacznie opóźnia procesy starzenia się skóry
  • Naturalne antybiotyki - ułatwiają walkę z chorobotwórczymi drobnoustrojami

Borowina SPA wytwarzana jest w standardzie leku. W badaniach nie zaobserwowano występowania odczynów alergicznych i prodrażnień, dlatego może być z powodzeniem stosowana w przypadku wszystkich rodzajów cer.

                                                            Skład:                                                           



                                                     Jak stosować ?                                                   

Kąpiel Borowinowa jest banalnie prosta w przygotowaniu. 

Podczas napełniania wanny, należy wlać pod strumień ciepłej wody (im cieplejsza, tym lepiej - wyższa temperatura przyspiesza wnikanie składników aktywnych) 50-100 ml produktu.


Jeśli strumień nie rozpuści dokładnie produktu (tak jak na zdjęciu poniżej), wystarczy lekko zamieszać wodę. 
Gotowa kąpiel ma lekko brunatną barwę, delikatnie się pieni.


Możemy oddawać się relaksowi od 15 do 30 minut, następnie najlepiej się nie wycierać, a jedynie lekko osuszyć skórę ręcznikiem.

Spuścić wodę i opłukać wannę. Borowina nie zostawia na wannie osadu, plam, nie przebarwia jej.

                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: Plastikowa półmatowa butelka o bardzo prostym designie. Klasyczne otwarcie na zatrzask pozwala wygodnie dozować odpowiednią ilość produktu. Podczas przygotowywania kąpieli, producent zaleca posiłkowanie się szklanką (1/4-1/2 szklanki na jedną kąpiel). 
Ja zawsze lałam "na oko", a 500 gramowe opakowanie wystarczyło mi na 8 kąpieli.
Dużo wygodniejsze byłoby gdyby na butelce znajdowała się prosta podziałka ze znacznikami np. co 50 ml.


Konsystencja/zapach: Borowina to rzadki płyn w kolorze błotka, o mocnym, sosnowym aromacie. Podczas kąpieli można poczuć się jakby tuż za oknem rozciągały się lasy iglaste. Coś wspaniałego.
Oczywiście pod warunkiem, że lubicie takie zapachy :)


Sosnowy aromat w połączeniu z ciepłą, parującą wodą tworzą swego rodzaju inhalację, która dla mnie okazała się zbawienna. W trakcie lata (a właśnie wtedy testowałam Borowinę SPA) często miewam ataki alergii, które skutecznie uprzykrzają mi funkcjonowanie. Katar, podrażnione śluzówki, problemy z oddychaniem - to moja codzienność, a kąpiele znacznie ułatwiały mi przetrwanie tych najgorszych chwil.

Działanie: Spójrzmy jakie efekty zachwala producent.

"Głębokie nawilżenie, nie tylko naskórka, ale również skóry właściwiej odpowiedzialnej za utrzymanie młodego i zdrowego wyglądu, wygładzenie i zmiękczenie skóry. Poprawa elastyczności, redukcja drobnych zmarszczek i przebarwień, poprawa kolorytu."

Głównym powodem dla którego zdecydowałam się stosować Borowinę SPA było rogowacenie okołomieszkowe na ramionach, z którym zmagam się od lat. Marzą mi się gładkie ramiona, bez czerwonych plamek i krostek. Nadzieje miałam ogromne. Czy pomogło ? Owszem, chociaż połowicznie.

Skóra po kąpieli faktycznie jest nawilżona, miękka i wydaje się bardziej sprężysta. Po zużyciu całej butli plamki na ramionach odrobinę się rozjaśniły, a krostki zniknęły niemal całkowicie. Może efekt wizualny nie był tak spektakularny, ale w dotyku zmiana była ogromna - skóra była gładziutka i bardzo przyjemna.

Ponadto wyraźnie poprawia się jędrność. Pierwsze efekty zauważyłam już po 2 kąpieli, a po 8 różnica była widoczna gołym okiem. Zwłaszcza na biuście i brzuchu.

"Redukcja podrażnień, stanów zapalnych, przyspieszone gojenie drobnych ran, ograniczenie nadmiernej aktywności układu odpornościowego."

Potwierdzam ! Mam wrażliwą skórę, zwłaszcza na nogach. Bardzo często po goleniu pojawiają mi się spore podrażnienia, które powodują niemały dyskomfort. W okresie, w którym raczyłam się borowinowymi kąpielami zupełnie zapomniałam o tym problemie. Mogłam golić się jak zwykle, a skóra nie reagowała tak, jak zazwyczaj. Podrażnień było o niebo mniej, a te które powstawały znikały bardzo szybko.

"Poprawa mikrokrążenia skórnego, redukcja cellulitu i obrzęków"

Co prawda z obrzękami nigdy nie miałam większych problemów, ale już cellulit, czy widoczna "siateczka" z naczyń krwionośnych np. na udach, nie są mi obce. W obu kwestiach poprawa faktycznie miała miejsce. Oczywiście nie ma co liczyć na to, że poleżymy pół godziny w pachnącej kąpieli, a cellulit zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale Borowina SPA z pewnością pomoże z nim walczyć.
W okresie jej stosowania dosyć intensywnie ćwiczyłam, a kąpiele stanowiły idealne uzupełnienie wysiłku fizycznego. Mięśnie odpoczywały, regenerowały się, ani razu nie męczyłam się z bolesnymi zakwasami, a skóra wyraźnie zyskiwała na wyglądzie. 

Emulsję testowałam w największe letnie upały - gorąca kąpiel to była ostatnia rzecz o jakiej bym pomyślała, tymczasem okazała się genialnym patentem na odświeżenie, odprężenie i relaks po męczącym, letnim żarze. Podejrzewam, że zimą zaś, będzie świetnym sposobem na rozgrzanie.
Borowina ma tyle właściwości, że każdy znajdzie w niej coś innego, niewątpliwie warto się z nią zapoznać, do czego mocno Was zachęcam. 
Pełną ofertę znajdziecie na stronie Sulphur.

Dostępność: produkty dostępne są w dobrych aptekach i zielarniach. Bez problemu dostaniecie je też na doz.pl oraz Allegro. W razie problemów z dostępnością można skorzystać z formularza dostępnego tutaj - bardzo miła, fachowa, ekspresowa porada i pomoc w zdobyciu tego, czego potrzeba :)

Cena: 500 g to koszt w granicach 30-33 zł

Produkt otrzymałam do testów dzięki uprzejmości Pana Rafała z firmy Sulphur, za co serdecznie dziękuję.


Moja ocena: 4,5/5


Znacie Borowinę ? Może miałyście już okazję korzystać z jej dobroczynnych właściwości ?


INSTAGRAM