Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Jesienne chciejstwa | Aktualna wishlista

środa, września 23, 2015

Jesienne chciejstwa | Aktualna wishlista


Początek nowego sezonu nierozłącznie wiąże się u mnie z tworzeniem uaktualnionej listy mniejszych i większych chciejstw. Lubię mieć pod ręką spis tego, co chciałabym kupić i przetestować w pierwszej kolejności, a z czym mogę (albo nawet powinnam) wstrzymać się na dłuższy czas. Zrobiłam ostatnio mały bilans, mam zdecydowanie za dużo kosmetyków (bardzo odkrywcze, wiem), więc tegoroczna jesienna wishlista jest nieco skromniejsza niż zazwyczaj. Oczywiście, kusi mnie o wiele więcej rzeczy, ale czasem trzeba do sprawy podejść bardziej zdroworozsądkowo ;) Mam twarde postanowienie nie kupować niczego ponad to, co sobie zaplanowałam i zużyć choć część z moich zapasów. Druga część listy to pozycje uzupełniające jesienną garderobę. Zapraszam na przegląd :)


Wiosennych zachcianek kilka, czyli aktualizacja wishlisty

poniedziałek, kwietnia 20, 2015

Wiosennych zachcianek kilka, czyli aktualizacja wishlisty


Od czasu publikacji ostatnich zakupowych planów trochę się zmieniło. Część pozycji udało mi się już zrealizować, niektóre wciąż są aktualne, kilka zaś zastąpiłam czymś zupełnie innym. Dodatkowo, w między czasie pojawiło się w sprzedaży parę nowinek, z którymi chciałabym się zapoznać, więc najwyższy czas na aktualizację. Przełom kwietnia i maja będzie obfitował w drogeryjne promocje na kolorówkę, więc jeśli i Wy macie jakieś braki lub zachcianki, to dobry moment aby zaopatrzyć się w małe co nieco. Przygotowałam dwie wiosenne wishlisty. Jedna obejmuje te produkty, które planuję dorwać podczas najbliższych zniżek -49% w Rossmannie i -40% w Naturze. Druga to trochę kolorówki, pielęgnacji oraz dodatków, których zakup odkładam na nieco późniejszy termin. Zapraszam na mały przegląd.


Kosmetyczne plany na rok 2015, czyli chciejstwa małe i większe

czwartek, stycznia 08, 2015

Kosmetyczne plany na rok 2015, czyli chciejstwa małe i większe


Skoro 2014 mam już podsumowany, mogę pokazać Wam w końcu co tkwi na mojej niekończącej się chciejliście na rok 2015. Żartuję, nie jest taka długa. Doszłam do wniosku, że koniec z kupowaniem pierdyliarda drobiazgów pod wpływem chwili, a wtedy będzie mnie stać na to, co mi się marzy. Gdybym ogarnęła tę oczywistość wcześniej, zaoszczędziłabym sporo kasy, ale co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz. 


Eveline Dermapharm - Wyszczuplająca kuracja przeciw rozstępom

sobota, kwietnia 06, 2013

Eveline Dermapharm - Wyszczuplająca kuracja przeciw rozstępom


Wiele z Was było zainteresowanych recenzją kuracji Eveline, zapraszam do lektury.

Mimo, że produkty tego typu najlepiej byłoby używać okrągły rok, to ja najczęściej sięgam po nie tuż przed sezonem wiosenno-letnim i używam do jesieni. Jasnym jest, że żaden balsam, krem, czy serum nie zapewni nam zgrabnej sylwetki i zdrowo wyglądającej skóry, ale może skutecznie wspierać nas w staraniach o piękne ciało. 



                                                       Od producenta:                                                

SMART BODY LOOK EXPERT™
Inteligentna technologia gwarantuje natychmiastową, ukierunkowaną poprawę wyglądu i kondycji skóry.
EFEKT 4D
Wyszczuplanie i modelowanie sylwetki w czterech wymiarach:
  • zwalcza rozstępy i cellulit
  • nawilża i wygładza
  • wzmacnia skórę od wewnątrz
  • działa do 24h
Wyszczuplający krem-serum bogaty w zaawansowane składniki aktywne skutecznie redukuje długość, głębokość i widoczność rozstępów już istniejących oraz zapobiega powstawaniu nowych. Innowacyjna formuła poprawia strukturę skóry i wzmacnia jej sprężystość. Pomaga utrzymać optymalną elastyczność, działa ujędrniająco i napinająco. Zwiększa odporność naskórka na rozciąganie (np. przy zmianach wagi ciała), głęboko nawilża i intensywnie wygładza.

                                                             Skład:                                                          


                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: Kartonik (zabezpieczony naklejką z hologramem) na którym znajdziemy szereg wyczerpujących informacji dotyczących produktu, a w środku miękka tuba 200 ml, w bardzo miłej dla oka szacie graficznej. Tubka zamykana na klasyczny pstryczek, który standardowo dobrze spełnia swoją rolę. Osobiście najbardziej lubię właśnie takie balsamy, które można postawić "na głowie", cała zawartość ładnie spływa w dół i z łatwością można wykorzystać ją do niemal ostatniej kropli.


 Zapach/konsystencja: miły, lekko mentolowy zapach przyjemnie orzeźwia i nie drażni nozdrzy. Konsystencja całkiem treściwa, nieco bardziej gęsta od klasycznych balsamów, ale nie maślana. Bardzo fajnie się rozprowadza, kremik łatwo rozsmarować, z wchłanianiem także nie ma żadnych problemów.


Działanie: 

W notce z denkami wspomniałam, że krem-serum od Eveline nie był zły, lecz mnie nie zachwycił - dlaczego ? 
Rzecz nie tkwi w tym, że jest to zły produkt, bo większych wad na próżno w nim szukać. Chodzi raczej o to, że konkretnie ten specyfik przeznaczony jest głównie na walkę z rozstępami - a mi najbardziej zależy na zwalczaniu cellulitu.

Owszem, mam rozstępy ale wszystkie są już stare i blade, więc nic prócz lasera nie jest w stanie im pomóc. Nie mogę więc ocenić serum pod tym względem. Podczas stosowania nie pojawiło się nic nowego, ale to raczej nie zasługa tego Pana.

 Początkowo obawiałam się zapowiadanego na opakowaniu "intensywnego efektu chłodzenia", ale okazał się być bardzo delikatny i przyjemny, jak powiew chłodnego wiaterku.
 Głównym składnikiem aktywnym serum jest ekstrakt z Suaeda maritima - rośliny, której przypisuje się działanie wyszczuplające i modelujące. Rzeczywiście po użyciu kremu, skóra jest przyjemnie wygładzona, lekko napięta i wydaje się bardziej sprężysta. Serum stosowałam na brzuch oraz uda, głównie wieczorem, choć w przypływie wolnego czasu, wcierałam je też rano - działania wyszczuplającego nie zaobserwowałam, jednak po zużyciu całego opakowania skóra (zwłaszcza na udach) wydaje się w lepszym stanie niż przed. Dosyć wysoko w składzie znajdziemy także kofeinę i kwas hialuronowy.

Podsumowując, krem-serum Eveline z pewnością jest produktem godnym uwagi, jednak nie zdecyduję się na zakup, ponieważ zależy mi na działaniu ukierunkowanym głównie na cellulit.

W serii ukazały się także dwa produkty, które szczególnie mnie interesują i bardzo chętnie kupię je na próbę.

Koncentrat Antycellulitowy                                                                       Ujędrniające serum do biustu                                    

Cena: ok. 20-25 zł

Moja ocena: 4/5
Krem otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.  

Używacie produktów wyszczuplających i antycellulitowych, czy uważacie je za zbędne ?

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !

czwartek, kwietnia 04, 2013

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !


Znalezienie dobrego korektora, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe. Oferta produktów drogeryjnych jest ogromna, a gdy przychodzi co do czego, ciężko trafić na swojego faworyta. Bell jest marką, którą lubię, chętnie kupuję i testuję ich nowości, dlatego podczas ostatniej wizyty w drogerii do koszyka wpadł mi najnowszy korektor BB Cream 7w1 Eye Concealer. Nie zawiodłam się, szczegóły już za chwilkę.


                                                      Od producenta:                                                 

Przywróć blask swojemu spojrzeniu!

Kłopoty z podkrążonymi oczami i zmęczonym spojrzeniem? Rozświetlający korektor pod oczy BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer pozwoli szybko i skutecznie uporać się z tymi problemami.
Jego formuła jest tak skomponowana, by zapewnić skórze pod oczami maksymalne nawilżenie, poprawić jej kondycję a jednocześnie ukryć zmęczenie i zatuszować niedoskonałości. Odpowiednia kompozycja składników dba o gładkość i elastyczność delikatnej skóry pod oczami. Zawarta w formule korektora specjalnie modyfikowana krzemionka zapewnia efekt „Soft Focus” - rozprasza światło, co optycznie minimalizuje niedoskonałości. Zastosowanie perłowych pigmentów sprawia, że skóra staje się rozświetlona i wygląda na bardziej wypoczętą.
 
                                                             Skład:                                                          


                                                         Moja opinia:                                                    

Aplikator:  wygodny i miękki pędzelek, bardzo delikatny dla skóry. Przed pierwszym użyciem trzeba sporo się nakręcić, żeby cokolwiek wylazło - ja już myślałam, że kupiłam puste opakowanie, ale w końcu się udało. Później pojedyncze przekręcenie wydobywa dosyć dużo produktu, spokojnie wystarcza pod jedno i drugie oko.


Konsystencja: lekka, dosyć rzadka, bardzo łatwo się aplikuje i równie łatwo się rozciera. Nie wchodzi w załamania, nie uwydatnia zmarszczek.

Kolor: do wyboru są dwa odcienie 010 light oraz 011 sand. Mam ten pierwszy i w moim odczuciu jest naprawdę jasny. 


Działanie:

Może najpierw kilka słów o tym, czego ja oczekuję od korektora. Natura obdarzyła mnie dosyć mocnymi sińcami o lekko brązowym zabarwieniu, czasem pojawiają się też fioletowe zaciemnienia. Bez zamaskowania wygląda to niezdrowo i brzydko. Naturalnym jest więc, że chce te sińce zamaskować. Nie zawsze preferuję pełne krycie, czasem dążę do czegoś pośrodku i korektor Bell mi to zapewnia.

Ładnie stapia się ze skórą, ale zawsze wcześniej używam kremu pod oczy - bez niego potrafi się rolować. Wielki plus za to, że nie ciemnieje w ciągu dnia. Mam pewność, że po kilku godzinach od aplikacji kolorystycznie wygląda tak samo, jak tuż po nałożeniu. Trwałość również oceniam na plus, trzyma się u mnie większą część dnia bez żadnego uszczerbku.

Poniżej zdjęcie przed i po. 

Jak widać, krycie nie jest 100%, bo sińce nadal są widoczne - jednak na tyle ładnie ujednolica koloryt, że nie rzucają się tak w oczy.



Spójrzmy jakich 7 zalet zachwala producent:


Kosmetyk łączy ze sobą właściwości korektora z pielęgnującym działaniem kremu pod oczy:


• Rozświetla

Nie ma w sobie żadnych drobinek, ale rzeczywiście delikatnie rozświetla spojrzenie.

• Tuszuje cienie pod oczami

Tak, choć jeśli komuś zależy na 100% kryciu - nie będzie zadowolony.

• Ukrywa oznaki zmęczenia

Jak najbardziej.

• Nawilża

Nie wiem czy nawilża, bo i tak używam kremu, ale z pewnością nie wysusza ani nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami.

• Wygładza naskórek

Tak, tak, tak - bardzo ładnie sobie z tym radzi.

Dopasowuje się do koloru skóry

Tak i robi to świetnie, chwilę po rozprowadzeniu ładnie stapia się z cerą i wygląda naturalnie.

• Zawiera filtr SPF 15

 Duży plus, filtr mógłby być większy, ale lepsza 15 niż nic.

Czasem używam go także do zatuszowania innych zaczerwienień na twarzy, małych wyprysków, czy przebarwień i tutaj też sprawdza się nie najgorzej.

Pojemność jest niewielka, to zaledwie 5 ml, ale używam go niemal codziennie od blisko 1,5 miesiąca i jeszcze się nie skończył, więc przewiduję, że powinien wystarczyć na około 2 miesiące stosowania.

Cena: 9-10 zł

Moja ocena: 5/5
  
Znacie korektory Bell ? Jak sprawdzają się u Was ?
Nie do końca udana Termoochrona z Marion

czwartek, marca 21, 2013

Nie do końca udana Termoochrona z Marion


Linia Marion Termoochrona zbiera w sieci wiele pozytywnych recenzji, wzbudzając zachwyt nie jednej osoby. Zachęcona tyloma ochami i achami, zakupiłam mgiełkę, a później w paczce od Marion znalazłam mleczko z tej samej serii. 
Wówczas wydawało mi się, że to produkty stworzone wprost dla moich włosów, które męczyłam codzienne suszarką i równie często prostownicą - niestety, ani jeden, ani drugi produkt nie wzbudził we mnie zachwytu, czy choćby zadowolenia. 
 
Zanim przejdę do recenzji, chciałam się jeszcze pochwalić moim małym sukcesem - od blisko dwóch miesięcy nie używam prostownicy (po prawie 5 latach niemal codziennego użytku). Hip hip hura ! Pierwsze dni nie były łatwe, jednak myślę, że najgorsze już za mną :)


Wracając do meritum, tak prezentuje się termoochronny duecik:


                                 Pod lupę, jako pierwsza idzie mgiełka                               



                                                    Od producenta:                                                   

Mgiełka BEZ SPŁUKIWANIA stworzona specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze, sprężyste i są łatwiejsze do modelowania.

                                                              Skład:                                                         

Aqua, Sodium Laneth-40 Maleate/Styrene Sulfonate Copolymer, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Trimethylsilylamodimethic one (And) C11-15 (And) Pareth-5 (And) C11-15 Pareth-9, Propylene Glycol, PEG - 12 Dimethicone, PEG - 40 Hydrogenated Castor Oil, Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Parfum, Benzyl Alcohol (And) Methylchloroisothiazolino ne (And) Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Coumarin.

                                                         Moja opinia:                                                    

Opakowanie: buteleczka 130 ml wykonana z twardego plastiku. Nieprzezroczysta, jednak pod światło widać zawartość, więc zużycie można kontrolować na bieżąco. Wyposażona w atomizer, który jest fatalnej jakości. Nie wiem, czy tylko mi trafiło się felerne opakowanie, ale psikacz ani trochę nie spełnia swojego zadania. Cieknie bokami, spodem, właściwie cieknie zewsząd, w dodatku się zacina. Jednym razem rozpyla ładną mgiełkę, innym razem pluje wielkimi kroplami. 



Zapach: nie każdemu przypadnie do gustu - mi nie przypadł :P Jest słodki i mdły, wyczuwam w nim męską nutkę i troszkę pudru. Na szczęście nie utrzymuje się długo na włosach.

Działanie: spójrzmy, co obiecuje producent

  • włosy są miękkie i elastyczne 
Owszem, mgiełka troszkę zmiękcza. Zazwyczaj stosowałam ją na mokre jeszcze włosy, ułatwiała rozczesywanie i wówczas wyraźnie czuć było większą miękkość. Jednak po wysuszeniu wyglądam jak jeżozwierz - włosy są mocno napuszone, każdy sterczy w inną stronę, ciężko je ułożyć.
Zwiększenia elastyczności nie zauważyłam.
  • nadaje im zdrowy wygląd i jedwabisty połysk
Nie, nie i jeszcze raz nie. Zero połysku, o zdrowym wyglądzie też raczej nie ma mowy. Przez to puszenie, włosy wyglądają jak popalone, a nie zdrowe i elastyczne.
  • zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów
Z puszeniem jest zupełnie odwrotnie, natomiast z zapobieganiem elektryzowaniu radzi sobie nie najgorzej. Właściwie to moja pierwsza zima, podczas której zupełnie zapomniałam o tym problemie.

Podsumowując: jestem średnio zadowolona, obecnie używam jej tylko na same końcówki, ale szczerze mówiąc nie zauważam, żeby były jakoś szczególnie chronione - rozdwajają się nadal, mimo różnych zabezpieczeń.

Cena: ok 6-8 zł

Moja ocena: 3/5
                                               Na tapetę idzie mleczko:                                        


                                                       Od producenta:                                                

Mleczko stworzone specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze i łatwiej się rozczesują.

                                                              Skład:                                                         


                                                          Moja opinia:                                                   

Opakowanie: miękka tuba 150 ml w designie typowym dla całej linii "Termoochrona". Stylistyka opakowań całkiem mi się podoba, przypomina mi trochę profesjonalne, salonowe produkty. Wygodne zamykanie. Wielki plus za to, że tubkę stawiamy do góry nogami, dzięki czemu będzie można łatwo zużyć produkt do ostatniej kropli.


  Zapach: identyczny jak w przypadku mgiełki.

Konsystencja: średnio gęste, białe mleczko o dosyć lekkiej konsystencji. Łatwo rozprowadzić na włosach, łatwo też spłukać. 


Działanie: Obietnice producenta są identyczne jak w przypadku mgiełki. A działanie ? Z tym bywa różnie. 

Właściwie używając tego mleczka, nieraz czuję się jakbym miała rozdwojenie jaźni. 
Jednym razem po zastosowaniu i wysuszeniu włosów jestem zadowolona - nie czuć absolutnie żadnego obciążenia (czego się bałam), włosy są gładsze, miękkie i błyszczące. Taki rezultat, ku mojemu zaskoczeniu, utrzymuje się przez calutki dzień, mimo wilgoci włosy nie puszą się i wyglądają ładnie.

Zaś innym razem efekt jest kompletnie odwrotny - włosy oklapnięte, bez wyrazu, matowe i napuszone. Ponadto bardzo nie miłe w dotyku, sztywne i łatwo się plączą . Już pod wieczór wyglądają nieświeżo.

Próbowałam już kilka razy, myłam włosy tym samym szamponem, stosowałam tą samą odżywkę, a efekty bywały raz świetne, raz beznadziejne. Szczerze, nie mam pojęcia co może być przyczyną. Mleczka obecnie nie używam, bo to ruletka, nigdy nie wiadomo jaki będzie finał.

Cena: ok 7-8 zł

Moja ocena: 3/5


Stosujecie produkty termoochronne ? Znacie te z Marion ?
Przyjemniak za grosze - Tonik Uroda Melisa + przesyłka od L`Occitane

czwartek, marca 07, 2013

Przyjemniak za grosze - Tonik Uroda Melisa + przesyłka od L`Occitane

Po raz pierwszy przeczytałam o nim na jednym z blogów (a jakżeby inaczej). Wcześniej nigdy o nim nie słyszałam, a jeśli natknęłam się gdzieś w drogerii, to pewnie nawet nie zwrócił mojej uwagi. 
Skromna i niepozorna buteleczka, w życiu nie przekonałaby mnie do zakupu - jednak jak się okazuje, zresztą nie po raz pierwszy - nie szata zdobi...kosmetyk. 



                                                     Od producenta:                                                  

Delikatny tonik bezalkoholowy z wyciągami z zielonej herbaty i melisy, alantoiną oraz prowitaminą B5 wspomaga naturalny proces odnowy skóry. Melisa od dawna zanana jest jako roślina lecznicza, głównie ze względu na swoje właściwości uspokajające i łagodzące. Wyciąg z zielonej herbaty chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, opóźniając w ten sposób proces przedwczesnego starzenia się skóry. Tonik dokładnie oczyszcza oraz pozostawia na skórze uczucie nawilżenia i świeżości. Sprawia, że skóra jest gładka w dotyku. Przyjemny, relaksujący zapach daje uczucie komfortu. 

                                                             Skład:                                                          


                                                       Moja opinia:                                                      

Opakowanie: jak wspomniałam wyżej, tonik skrywa bardzo skromna i niepozorna buteleczka. 
Wiadomo nie od dziś, że większość ludzi kupuje oczami, a design opakowania gra w tej kwestii pierwsze skrzypce - nie wiem dlaczego, wiele naszych rodzimych firm (z produktami naprawdę godnymi uwagi), wciąż ma tyły w tej kwestii. 
Wracając do meritum, buteleczka sama w sobie jest dosyć twarda, tonik nie chlusta więc po oczach, jak przez przypadek za mocno ją ściśniemy ;) Dla niektórych minusem może być klasyczna zakrętka, a nie pstryczek, mi nie robi to większej różnicy. Dozownik jest taki akurat, ani za mały, ani za wielki - nie ma problemu z niepotrzebnym marnowaniem produktu.



Zapach: delikatny, świeży, z zielonymi nutami. Uwielbiam takie zapachy, ten także urzekł mnie od samego początku. Pachnie naturą, orzeźwia i pobudza rano, a wieczorem koi i uspokaja.

Działanie: do niedawna toniki traktowałam troszkę po macoszemu. Co prawda zawsze jakiś znalazł się w mojej łazience, ale nigdy nie przywiązywałam do niego większej wagi. Nie stosowałam regularnie, raz użyłam, później 5 razy nie i tak w kółko, nie wiem czy z lenistwa, czy z braku takowej potrzeby - tak było i już.
Uroda Melisa, to pierwszy tonik którego użytkowanie sprawia mi przyjemność, po prostu. Zatem z regularnością nie mam żadnego problemu, używam rano i wieczorem. 

Zalet ma bez liku
Po pierwsze: pięknie odświeża 
Po drugie: delikatnie nawilża
Po trzecie: łagodzi i koi
Po czwarte: nie podrażnia, nie uczula
Po piąte: nie powoduje powstawania żadnych niespodzianek
Po szóste: wydajny jak diabli, bite 3 miesiące użytkowania i buteleczka dopiero dobija dna

Ponadto bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia na skórze żadnej klejącej warstwy. Nie powoduje też żadnego dyskomfortu, pieczenia, ściągnięcia etc. Jest bez alkoholu, więc nadaje się idealnie do cery wrażliwej. Swobodnie można nim przecierać także powieki, oczom krzywdy nie zrobi. Po użyciu twarz jest miękka i gładka, poza tym świetnie radzi też sobie z usuwaniem drobnych resztek makijażu, których nie zdołał usunąć wcześniejszy demakijaż. 
Od toniku nie wymagam niczego więcej, dlatego ten herbaciany płyn zostanie ze mną na dłuższy czas.

Podsumowując: skuteczny, delikatny, wydajny i tani - czego chcieć więcej ? 
Gdyby odrobinę mocniej nawilżał, byłby moim tonikowym ideałem.

Dostępność: chyba tylko drogerie Natura

Cena: ok. 5 zł

Moja ocena: 4,5/5

A jak to jest u Was ? Stosujecie toniki na co dzień ? Jaki jest Wasz ulubieniec ?


Na koniec przesyłka od L`Occitane, o której w ostatnich dniach, aż wrzało w blogosferze ;) Temat został już przemaglowany wzdłuż i wszerz, więc nie będę specjalnie się rozpisywać, pokażę Wam tylko zawartość.


W paczce znalazłam uroczy koszyczek, a w nim 5 miniaturek z bestsellerami marki.

  • Żel pod prysznic Werbena (50ml)
  • Woda toaletowa Pivoine Flora (5ml)
  • Krem do rąk z Masłem Shea (10ml)
  • Immortelle drogocenny krem na noc (15ml)
  • Nawilżające mydełko z Masłem Shea (50ml)

Mojemu kotu się podoba ;) Do tego stopnia, że ciągle właził mi w kadr i obwąchiwał wszystko dokładnie.


Kończąc tym radosnym akcentem, pozdrawiam Was serdecznie :*
Eveline - Matujący krem BB do cery jasnej

poniedziałek, marca 04, 2013

Eveline - Matujący krem BB do cery jasnej


Długo wzbraniałam się przed kremami BB, ich wszechobecny wysyp jakoś nie przekonywał mnie do zakupu. Niektóre firmy wykorzystując popularność owych kremów, nadawały nazwę BB wszystkiemu, co tylko się nadawało. Lekki podkład - BB, krem koloryzujący - BB, jakieś inne koloryzujące cudo - BB, a takie marketingowe chwyty działają na mnie, jak płachta na byka ;)


Okazja do wypróbowania mojego pierwszego bebika pojawiła się wraz z paczką od Eveline - jak się sprawdził ?
 Zapraszam do lektury.


                                                      Od producenta:                                                 

Matujący krem BB 8 w 1 to innowacyjny produkt przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery mieszanej i tłustej. Ultralekka, beztłuszczowa konsystencja kremu idealnie wtapia się w cerę, nie zatyka porów, pozwala skórze oddychać. Krem łatwo i równomiernie rozprowadza się na skórze, zapewniając jej natychmiastowy efekt FAST MATT BABY FACE™ – perfekcyjnie matowej i doskonale wygładzonej skóry. Nowatorska formuła natychmiast matuje i długotrwale zapobiega błyszczeniu się skóry. Optymalnie nawilża, wygładza i odżywia. Niweluje oznaki zmęczenia oraz chroni przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Po zastosowaniu kremu skóra wygląda na wypoczętą i promienną, a cera zyskuje aksamitnie matowy wygląd, gładkość i ujednolicony koloryt.

                                                              Skład:                                                         


                                                            Moja opinia:                                                 

Opakowanie: miękka, klasyczna tubeczka, 40 ml. Bardzo podoba mi się szata graficzna, a konkretniej kolorystyka - jest taka wiosenna i pozytywna ;) 


Konsystencja: jest dokładnie taka, jakiej oczekiwałam. Lekka, delikatna, absolutnie nie tępa. Bardzo ładnie się rozsmarowuje, nie robi smug, dobrze się wchłania. Mniej więcej taki obraz kremu BB wykreowała moja wyobraźnia, tak więc tutaj zostałam mile zaskoczona :)

Zapach:  to jeden z ładniejszych zapachów, z jakimi miałam dotychczas kontakt, w tego typu produktach. Jest świeży, lekki, kojarzy mi się z melonem, lub czymś równie orzeźwiającym. Tak więc użytkowanie go, to sama przyjemność.

Kolor: tego byłam najbardziej ciekawa, myślę że większość z Was także. Nie od dziś wiadomo, że osoby z jasną cerą mają większy problem z doborem odpowiedniego odcienia podkładu. Choć gamy kolorystyczne bywają coraz szersze, wciąż szereg marek oferuje stosunkowo ciemne odcienie, więc bladolice raczej nie mają w czym wybierać. Sprawa dotyczy zwłaszcza tych tańszych firm.

Odcień BB od Eveline może nie rzucił mnie na kolana, bo powiedzmy sobie szczerze - do bardzo jasnej cery on się nie nada. Na pierwszy rzut oka wydawał mi się za ciemny, ale po rozprowadzeniu bardzo ładnie stapia się ze skórą i nie odznacza się. Naprawdę nie jest zły. Na lato, gdy nabiorę lekkiego koloru, będzie niemal idealny.


Po rozprowadzeniu:



Niestety zdjęcia BB na twarzy wybitnie mi nie wyszły, więc ich nie zamieszczam, ale nawet na ręce widać, jak ładnie wyrównał koloryt i stopił się ze skórą. 

Działanie: Przyjrzyjmy się bliżej wszystkim 8 właściwościom jakie ma łączyć w sobie ten BB.

Producent gwarantuje:


  • długotrwale i skutecznie matuje - szczera prawda, u mnie mat utrzymuje się dobre 4 - 6 h

  • zmniejsza widoczność porów - nieznacznie, ale tak

  • wyrównuje koloryt cery - tak i robi to doskonale

  • pokrywa zaczerwienienia i niedoskonałości - z tym również sobie radzi nie najgorzej

  • intensywnie nawilża 24h - niestety nie, mnie nawet lekko podsusza, dlatego zawsze używam na krem nawilżający

  • wygładza i rozświetla - potwierdzam

  • redukuje oznaki zmęczenia - czy ja wiem, być może poprzez wyrównanie kolorytu troszkę tak

  • SPF 15 chroni przed UVA/UVB - to niewątpliwy plus, choć faktor jest niski


Moim zdaniem na 8 obietnic, BB od Eveline spełnia 6 i pół ;) Co daje bardzo satysfakcjonujący mnie wynik. Dodatkowo ładnie współgra z kremami jakie kładę pod spód, nie waży się, nie roluje.

Podsumowując: gdyby odcień był ciut jaśniejszy, a nawilżenie większe, ten kremik byłby moim ideałem. Natomiast jeśli ktoś ma cerę mieszaną w kierunku tłustej, powinien być w pełni zadowolony.

Cena: ok 15 zł

Moja ocena: 4,5/5

Krem otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.


Stosujecie kremy BB ? Lubicie je, czy wprost przeciwnie ?

INSTAGRAM