Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolorówka. Pokaż wszystkie posty
Sierpniowe nowości

poniedziałek, września 01, 2014

Sierpniowe nowości


Myślę, że każda z nas lubi zakupowe posty. Ja uwielbiam i z chęcią podglądam prezentowane przez Wasze nowości. To świetna okazja do podpatrzenia czegoś ciekawego, czy zapoznania się z różnymi sklepowymi nowinkami. 
Licząc, że podchodzicie do tego typu wpisów w podobny sposób, zapraszam na przegląd moich sierpniowych zdobyczy :)



Niedawno miałam okazję odwiedzić czeski DM, w planach miałam zaledwie 2 produkty, na miejscu okazało się, że trafiłam na 25% zniżkę na wszystkie marki własne DM. Z takich okazji nie sposób nie skorzystać, więc skusiłam na kilka nowości. Ogólnie ceny kosmetyków Balea czy Alverde są w Czechach nieco wyższe od tych w Niemczech, ale nadal są to kwoty dość atrakcyjne.
W nawiasach będę podawała ceny już po zniżce, w przeliczeniu na złotówki.

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !

czwartek, kwietnia 04, 2013

Bell - Rozświetlający korektor BB 7w1 - mój nowy hit !


Znalezienie dobrego korektora, wbrew pozorom, nie jest takie łatwe. Oferta produktów drogeryjnych jest ogromna, a gdy przychodzi co do czego, ciężko trafić na swojego faworyta. Bell jest marką, którą lubię, chętnie kupuję i testuję ich nowości, dlatego podczas ostatniej wizyty w drogerii do koszyka wpadł mi najnowszy korektor BB Cream 7w1 Eye Concealer. Nie zawiodłam się, szczegóły już za chwilkę.


                                                      Od producenta:                                                 

Przywróć blask swojemu spojrzeniu!

Kłopoty z podkrążonymi oczami i zmęczonym spojrzeniem? Rozświetlający korektor pod oczy BB Cream Lightening 7in1 Eye Concealer pozwoli szybko i skutecznie uporać się z tymi problemami.
Jego formuła jest tak skomponowana, by zapewnić skórze pod oczami maksymalne nawilżenie, poprawić jej kondycję a jednocześnie ukryć zmęczenie i zatuszować niedoskonałości. Odpowiednia kompozycja składników dba o gładkość i elastyczność delikatnej skóry pod oczami. Zawarta w formule korektora specjalnie modyfikowana krzemionka zapewnia efekt „Soft Focus” - rozprasza światło, co optycznie minimalizuje niedoskonałości. Zastosowanie perłowych pigmentów sprawia, że skóra staje się rozświetlona i wygląda na bardziej wypoczętą.
 
                                                             Skład:                                                          


                                                         Moja opinia:                                                    

Aplikator:  wygodny i miękki pędzelek, bardzo delikatny dla skóry. Przed pierwszym użyciem trzeba sporo się nakręcić, żeby cokolwiek wylazło - ja już myślałam, że kupiłam puste opakowanie, ale w końcu się udało. Później pojedyncze przekręcenie wydobywa dosyć dużo produktu, spokojnie wystarcza pod jedno i drugie oko.


Konsystencja: lekka, dosyć rzadka, bardzo łatwo się aplikuje i równie łatwo się rozciera. Nie wchodzi w załamania, nie uwydatnia zmarszczek.

Kolor: do wyboru są dwa odcienie 010 light oraz 011 sand. Mam ten pierwszy i w moim odczuciu jest naprawdę jasny. 


Działanie:

Może najpierw kilka słów o tym, czego ja oczekuję od korektora. Natura obdarzyła mnie dosyć mocnymi sińcami o lekko brązowym zabarwieniu, czasem pojawiają się też fioletowe zaciemnienia. Bez zamaskowania wygląda to niezdrowo i brzydko. Naturalnym jest więc, że chce te sińce zamaskować. Nie zawsze preferuję pełne krycie, czasem dążę do czegoś pośrodku i korektor Bell mi to zapewnia.

Ładnie stapia się ze skórą, ale zawsze wcześniej używam kremu pod oczy - bez niego potrafi się rolować. Wielki plus za to, że nie ciemnieje w ciągu dnia. Mam pewność, że po kilku godzinach od aplikacji kolorystycznie wygląda tak samo, jak tuż po nałożeniu. Trwałość również oceniam na plus, trzyma się u mnie większą część dnia bez żadnego uszczerbku.

Poniżej zdjęcie przed i po. 

Jak widać, krycie nie jest 100%, bo sińce nadal są widoczne - jednak na tyle ładnie ujednolica koloryt, że nie rzucają się tak w oczy.



Spójrzmy jakich 7 zalet zachwala producent:


Kosmetyk łączy ze sobą właściwości korektora z pielęgnującym działaniem kremu pod oczy:


• Rozświetla

Nie ma w sobie żadnych drobinek, ale rzeczywiście delikatnie rozświetla spojrzenie.

• Tuszuje cienie pod oczami

Tak, choć jeśli komuś zależy na 100% kryciu - nie będzie zadowolony.

• Ukrywa oznaki zmęczenia

Jak najbardziej.

• Nawilża

Nie wiem czy nawilża, bo i tak używam kremu, ale z pewnością nie wysusza ani nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami.

• Wygładza naskórek

Tak, tak, tak - bardzo ładnie sobie z tym radzi.

Dopasowuje się do koloru skóry

Tak i robi to świetnie, chwilę po rozprowadzeniu ładnie stapia się z cerą i wygląda naturalnie.

• Zawiera filtr SPF 15

 Duży plus, filtr mógłby być większy, ale lepsza 15 niż nic.

Czasem używam go także do zatuszowania innych zaczerwienień na twarzy, małych wyprysków, czy przebarwień i tutaj też sprawdza się nie najgorzej.

Pojemność jest niewielka, to zaledwie 5 ml, ale używam go niemal codziennie od blisko 1,5 miesiąca i jeszcze się nie skończył, więc przewiduję, że powinien wystarczyć na około 2 miesiące stosowania.

Cena: 9-10 zł

Moja ocena: 5/5
  
Znacie korektory Bell ? Jak sprawdzają się u Was ?
Eveline - Matujący krem BB do cery jasnej

poniedziałek, marca 04, 2013

Eveline - Matujący krem BB do cery jasnej


Długo wzbraniałam się przed kremami BB, ich wszechobecny wysyp jakoś nie przekonywał mnie do zakupu. Niektóre firmy wykorzystując popularność owych kremów, nadawały nazwę BB wszystkiemu, co tylko się nadawało. Lekki podkład - BB, krem koloryzujący - BB, jakieś inne koloryzujące cudo - BB, a takie marketingowe chwyty działają na mnie, jak płachta na byka ;)


Okazja do wypróbowania mojego pierwszego bebika pojawiła się wraz z paczką od Eveline - jak się sprawdził ?
 Zapraszam do lektury.


                                                      Od producenta:                                                 

Matujący krem BB 8 w 1 to innowacyjny produkt przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery mieszanej i tłustej. Ultralekka, beztłuszczowa konsystencja kremu idealnie wtapia się w cerę, nie zatyka porów, pozwala skórze oddychać. Krem łatwo i równomiernie rozprowadza się na skórze, zapewniając jej natychmiastowy efekt FAST MATT BABY FACE™ – perfekcyjnie matowej i doskonale wygładzonej skóry. Nowatorska formuła natychmiast matuje i długotrwale zapobiega błyszczeniu się skóry. Optymalnie nawilża, wygładza i odżywia. Niweluje oznaki zmęczenia oraz chroni przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Po zastosowaniu kremu skóra wygląda na wypoczętą i promienną, a cera zyskuje aksamitnie matowy wygląd, gładkość i ujednolicony koloryt.

                                                              Skład:                                                         


                                                            Moja opinia:                                                 

Opakowanie: miękka, klasyczna tubeczka, 40 ml. Bardzo podoba mi się szata graficzna, a konkretniej kolorystyka - jest taka wiosenna i pozytywna ;) 


Konsystencja: jest dokładnie taka, jakiej oczekiwałam. Lekka, delikatna, absolutnie nie tępa. Bardzo ładnie się rozsmarowuje, nie robi smug, dobrze się wchłania. Mniej więcej taki obraz kremu BB wykreowała moja wyobraźnia, tak więc tutaj zostałam mile zaskoczona :)

Zapach:  to jeden z ładniejszych zapachów, z jakimi miałam dotychczas kontakt, w tego typu produktach. Jest świeży, lekki, kojarzy mi się z melonem, lub czymś równie orzeźwiającym. Tak więc użytkowanie go, to sama przyjemność.

Kolor: tego byłam najbardziej ciekawa, myślę że większość z Was także. Nie od dziś wiadomo, że osoby z jasną cerą mają większy problem z doborem odpowiedniego odcienia podkładu. Choć gamy kolorystyczne bywają coraz szersze, wciąż szereg marek oferuje stosunkowo ciemne odcienie, więc bladolice raczej nie mają w czym wybierać. Sprawa dotyczy zwłaszcza tych tańszych firm.

Odcień BB od Eveline może nie rzucił mnie na kolana, bo powiedzmy sobie szczerze - do bardzo jasnej cery on się nie nada. Na pierwszy rzut oka wydawał mi się za ciemny, ale po rozprowadzeniu bardzo ładnie stapia się ze skórą i nie odznacza się. Naprawdę nie jest zły. Na lato, gdy nabiorę lekkiego koloru, będzie niemal idealny.


Po rozprowadzeniu:



Niestety zdjęcia BB na twarzy wybitnie mi nie wyszły, więc ich nie zamieszczam, ale nawet na ręce widać, jak ładnie wyrównał koloryt i stopił się ze skórą. 

Działanie: Przyjrzyjmy się bliżej wszystkim 8 właściwościom jakie ma łączyć w sobie ten BB.

Producent gwarantuje:


  • długotrwale i skutecznie matuje - szczera prawda, u mnie mat utrzymuje się dobre 4 - 6 h

  • zmniejsza widoczność porów - nieznacznie, ale tak

  • wyrównuje koloryt cery - tak i robi to doskonale

  • pokrywa zaczerwienienia i niedoskonałości - z tym również sobie radzi nie najgorzej

  • intensywnie nawilża 24h - niestety nie, mnie nawet lekko podsusza, dlatego zawsze używam na krem nawilżający

  • wygładza i rozświetla - potwierdzam

  • redukuje oznaki zmęczenia - czy ja wiem, być może poprzez wyrównanie kolorytu troszkę tak

  • SPF 15 chroni przed UVA/UVB - to niewątpliwy plus, choć faktor jest niski


Moim zdaniem na 8 obietnic, BB od Eveline spełnia 6 i pół ;) Co daje bardzo satysfakcjonujący mnie wynik. Dodatkowo ładnie współgra z kremami jakie kładę pod spód, nie waży się, nie roluje.

Podsumowując: gdyby odcień był ciut jaśniejszy, a nawilżenie większe, ten kremik byłby moim ideałem. Natomiast jeśli ktoś ma cerę mieszaną w kierunku tłustej, powinien być w pełni zadowolony.

Cena: ok 15 zł

Moja ocena: 4,5/5

Krem otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.


Stosujecie kremy BB ? Lubicie je, czy wprost przeciwnie ?
O tuszu Eveline, co Big Volume Lash 5D False Definition się zowie

wtorek, lutego 19, 2013

O tuszu Eveline, co Big Volume Lash 5D False Definition się zowie

Początek naszej znajomości (mojej i tuszu ma się rozumieć) nie był łatwy.

Otworzyłam, spróbowałam i stwierdziłam, że miłości z tego nie będzie. 
Ale ale, z czasem okazało się, że wcale nie jest tak źle, jak mogłoby się początkowo wydawać.


Eveline - Tusz do rzęs
Big Volume Lash 5D False Definition



                                                      Od producenta:                                                 

Maskara Big Volume Lash 5D False Definition to przełom w makijażu oczu.

Już jedno pociągnięcie szczoteczki zapewnia zniewalający efekt sztucznych rzęs bez obciążenia. Twoje spojrzenie, jak nigdy wcześniej, nabiera wyraźnego i głębokiego charakteru, a Ty zachwycasz wszystkich spektakularnym efektem ekstremalnie wydłużonych, idealnie rozdzielonych i niebotycznie gęstych rzęs.


Sekret tuszu to kompleks potrójnie pokrywający rzęsy – warstwa pogrubiająca i dodająca objętości, warstwa odżywiająca, która jednocześnie podkręca rzęsy, i warstwa utrwalająca. Źródło sukcesu, obok idealnej kompozycji składników fenomenalnie podkreślających rzęsy, leży w zastosowaniu najnowszej generacji szczoteczki BIG BALL BRUSH TM o finezyjnym kształcie bombki.

                                                        Moja opinia:                                                     

Szczoteczka: jak łatwo się domyślić, to ona była główną sprawczynią naszych sporów. 

Jest dosyć nietypowa, początkowo w ogóle nie mogłam jej rozgryźć.  Najpierw nabierała za dużo tuszu, więc pomalowanie rzęs było niemal niemożliwe. Oczyściłam ją prawie do zera, zostawiłam niedokręcony tusz na 2 dni i już było lepiej. Tusz troszkę zgęstniał i nie wchodził tak bardzo w tą "bombkę". 

Z czasem nawet polubiłam tą szczoteczkę - całkiem ładnie rozdziela rzęsy, bez problemu można nią dotrzeć w każdy kącik. 



Problem tkwi w czym innym, mianowicie w samym tuszu. Bardzo szybko zasycha, przez co w połowie malowania już zaczyna mi grudkować. Muszę się sporo i szybko namachać, żeby później nie ściągać tych grud, albo żeby nie zmywać wszystkiego i nie zaczynać od początku.

Jeśli chodzi o obietnice producenta, to cóż - nie zauważyłam, żeby tusz jakoś ekstremalnie wydłużał, pogrubiał, czy zagęszczał optycznie rzęsy.

Zobaczcie same:

Bez tuszu



Z tuszem


Owszem, efekt nie jest zły, ale dosyć delikatny. 
Lubię naturalny look, ale gdyby zachciało mi się mocniejszego podkreślenia, to tym tuszem wiele nie zdziałam. Każda następna warstwa wygląda coraz gorzej, tworzą się grudy, rzęsy się sklejają i ogólnie jest źle.


Plus za to, że tusz się nie osypuje, wytrzymuje niemal cały dzień w bardzo dobrym stanie.

Podsumowując: nie widzę nic rewolucyjnego w tym tuszu, poza dziwaczną szczoteczką. Efekt jaki można nim uzyskać jest wtórny, wiele innych tuszy da porównywalny. Jego atutem z pewnością jest niska cena, jeśli ktoś szuka tuszu na co dzień, który subtelnie podkreśli rzęsy, powinien być zadowolony.

Dostępność: drogerie z szafą Eveline

Cena: 13-14 zł

Moja ocena: 3/5

Tusz otrzymałam do testów od firmy Eveline za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie, za co serdecznie dziękuję. Fakt ten oczywiście nie ma wpływu na moją ocenę.


Jesteście zwolenniczkami delikatnie podkreślonych rzęs, czy wolicie mocniejszy efekt ?
Eveline - Ultratrwała pomadka w płynie 16H

poniedziałek, lutego 04, 2013

Eveline - Ultratrwała pomadka w płynie 16H


W komentarzach pod notką, w której pokazywałam paczuszkę od Eveline, największe zainteresowanie wzbudził w Was tusz do rzęs oraz właśnie pomadka, o której dzisiaj skrobnę kilka słów.

Przyznam, że ja także byłam jej niezmiernie ciekawa. Jestem zdecydowaną zwolenniczką pomadek, dlatego do testów przystąpiłam z pełnym zaangażowaniem ;) 


Eveline - Super Long Lasting 
Shine Liquid Tint Glow



                          Od producenta:                         

Wyjątkowe połączenie intensywnego koloru i długotrwałego blasku!
Intensywny wielowymiarowy kolor przez długi czas!
Wibrujący ultra trwały blask bez wysuszania!

Już nie musisz wybierać pomiędzy lustrzanym połyskiem błyszczyka a głębokim i trwałym kolorem pomadki do ust!
Pomadka w płynie 16H Super Long Lasting Shine liquid stworzona w oparciu o innowacyjny kompleks Lipocire™, zawiera w 100% naturalne składniki, które intensywnie nawilżają i wygładzają skórę ust!
Receptura wzbogacona o olej palmowy i kompleks witamin (A, E, F) gwarantuje potrójny efektu makijażu ust: idealnie wygładza, doskonale nawilża i chroni, gwarantuje intensywny kolor oraz głęboki połysk przez cały dzień.

                          Dostępne odcienie:                     

 Otrzymałam najjaśniejszy z gamy - nr 116 

                             Moja opinia:                        

Aplikator: Jest nieco inny niż te, z którymi spotykałam się wcześniej. Patrząc z góry płaski, z boku zaś wąziutki, dzięki czemu bardziej precyzyjny. Zresztą same spójrzcie:


Kolor: troszkę kłamczuszek z niego, taki mały kameleon ;) W opakowaniu wygląda na typowy koral. Ładna pomarańczowo - różowa intensywna barwa. Na ręce prezentuje się podobnie:




Natomiast na ustach, w zależności od ilości w jakiej nałożymy pomadkę oraz oświetlenia, przybiera różne twarze.

W skrajnych przypadkach bliżej jej nawet do mocnej maliny niż koralu - niestety tego efektu nie udało mi uchwycić na zdjęciu, ostatnio słońca u mnie jak na lekarstwo i fotki wykonywane są przy sztucznym oświetleniu.

Pomadka jest  mocno napigmentowana, bezdrobinkowa. 
Na ustach daje delikatny glow, jednak nie jest to nachalny, błyszczykowy, klejący efekt tafli - a lekki, naturalnie wyglądający połysk, który niemal w ogóle się nie lepi.

Bardzo podoba mi się, że intensywność możemy stopniować. 
Jeśli mamy ochotę na coś delikatniejszego, wystarczy niewielką ilość pomadki wklepać w usta opuszkami palców. 
Usta są lekko zaróżowione, wyglądają zdrowo i ładnie:



Jeśli lubimy mocniejszy efekt, nakładamy tint w większej ilości, bez wklepywania (bez lusterka raczej się nie obejdzie, potrzeba troszkę precyzji):



Zarówno w pierwszej jak i drugiej wersji pomadka nie roluje się, nie waży, nie zbiera się w kącikach. Bardzo ładnie łączy się z ustami, nie podkreśla suchych skórek, a co najważniejsze daje wyraźny efekt nawilżenia. Za to wielki plus.

Trwałość: czyli kwestia, która ciekawiła mnie najbardziej. Oczywiście chyba nikt nie spodziewał się, że pomadka wytrzyma na ustach, w niezmienionej formie 16 h - nie wiem co to musiałby być za produkt, aby tyle wytrzymał, chyba jakiś superbohater ;) 

Mimo wszystko trwałość jest naprawdę imponująca, spokojnie wytrwa 4 -5 h (!) w niemal niezmienionej formie (opcja bez jedzenia) oraz ok 3 h jeśli w między czasie coś przekąsimy.

 Oznaką upływającego czasu jest coraz słabiej widoczny błysk.
Kolor bardzo długo jest intensywny, tak jak tuż po aplikacji, a jeśli zaczyna się ścierać, to robi to równomiernie. Nie musimy się więc obawiać, że powstaną nam nieestetyczne plamy. 

Podsumowując: jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :) Jeśli kremowe lub matowe pomadki nie są dla Was, a błyszczyki Was nie kręcą - polecam wypróbować. Gama kolorystyczna nie jest bardzo bogata, jednak myślę, że każdy dopasuje coś dla siebie.

Dostępność: mniejsze, lokalne drogerie - nie widziałam go w żadnej sieciówce.

Cena: ok 10 zł

Moja ocena: 4/5

Używałyście już pomadek w płynie ? Jak wasze wrażenia ?
Lirene City Matt - Fluid matująco-wygładzający

poniedziałek, stycznia 21, 2013

Lirene City Matt - Fluid matująco-wygładzający


W ostatnim czasie jakoś nie miałam szczęścia do trafiania w dobre podkłady. Każda nowość kupiona na próbę, okazywała się trafem jak kulą w płot. Nowe nabytki były albo za ciemne, albo za ciężkie, lub zupełnie odwrotnie - za lekkie, nie kryjące moich pajączków.

Wszak znalezienie podkładu idealnego nie jest rzeczą łatwą. Jednak nie zrażam się i ciągle szukam tego mojego podkładowego bóstwa.

Tym razem, po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, zdecydowałam się na fluid Lirene. Ideałem co prawda się nie okazał, ale jest bardzo blisko :)

Lirene City Matt
Fluid matująco - wygładzający



                           Od producenta:                        

Fluidy nowej generacji CITY MATT posiadają wspaniałe właściwości wygładzające i matujące.
Podstawa skuteczności:

• specjalna formuła Nylon 12, sprawia, że skóra jest jedwabista i doskonale matowa
• zastosowany system gąbeczek pochłania nadmiar sebum
• witaminy E i C doskonalą kondycję skóry twarzy i zachowują młody wygląd.

                               Skład:                            


                          Dostępne odcienie:                     


                             Moja opinia:                        

Opakowanie: Bardzo wygodna i higieniczna buteleczka typu airless. Aplikator działa płynnie, nic się nie przycina. Bez problemu można kontrolować zużycie produktu, wystarczy ściągnąć zaślepkę od spodu opakowania - jak na dłoni widać, ile jeszcze pocieszymy się zawartością.

Odcień: zdecydowałam się na wybór najjaśniejszego z dostępnych odcieni - nr 203 (jasny). Nie wiem dlaczego na wykazie dostępnych odcieni występuje nr 103 jako jasny, a 203 nie ma w ogóle. Może coś się zmieniło. 
Sam odcień oceniłabym jako przyzwoicie jasny, gdyby był o pół tonu jaśniejszy byłby dla mnie idealny na obecną porę roku, ale i ten bardzo ładnie zgrywa się z cerą. Chwilę po nałożeniu ładnie stapia się ze skórą, nie odznacza się, a co ważniejsze, nie zauważyłam aby ciemniał na twarzy. Także za to ogromny plus.




Krycie/działanie: Fluid jest z gatunku średnio kryjących. Zakryje drobne przebarwienia, ale z mocno widocznymi zmianami sobie nie poradzi. U mnie tuszuje mniejsze naczynka, jednak te mocno zaczerwienione miejsca - na policzkach - są nadal widoczne. Całościowo ładnie wyrównuje koloryt cery, nie podkreśla suchych skórek, lekko wygładza. Nie tworzy maski, jest niemal niewyczuwalny na twarzy.

Produkt idealnie matuje. Mam mieszaną cerę, skłonną do wytwarzania sporej ilości sebum w strefie T. Przy tym podkładzie, nawet jak zapomnę użyć pudru wykańczającego, twarz nie świeci mi się przez większość dnia, czym jestem zachwycona. Nie jest to tępy mat, ale taki optymalny, wyglądający naturalnie.

Trwałość przyzwoita, nawet bardzo. Nie trzyma się od rana do wieczora, ale te 6-8 h, które spędzam w pracy, spokojnie wytrzymuje w ładnym stanie.

Teraz minusy, ale tylko 2 :)

Pierwszy mniej istotny - zapach. Jest niezbyt ładny, lekko pudrowy, ale z nutką zapachów, które używają starsze panie ;) Na szczęście jest wyczuwalny tylko chwilę po nałożeniu.

Drugi minus, poważniejszy - zauważyłam, że przy długotrwałym stosowaniu zaczął mi lekko przesuszać policzki. Pojawiły się takie jakby "placki" z suchą skórą. Regularne peelingi enzymatyczne i mocno nawilżający krem pomagają, jednak wolałabym aby mój podkładowy ideał tego nie robił.

Cena: ok 25 zł (często można trafić promocje i kupić go poniżej 20 zł)

Moja ocena: 4/5

Miałyście już z nim do czynienia ? 
A może mogłybyście polecić coś super dla bladziocha z mieszaną i naczynkową cerą ? ;)

Eveline - Tusz do rzęs Volumix Fiberlast

sobota, listopada 17, 2012

Eveline - Tusz do rzęs Volumix Fiberlast


Jestem zdecydowaną zwolenniczką tuszów do rzęs z klasyczną szczoteczką, dlatego do tej pory raczej unikałam tych super, hiper nowoczesnych, ultra podkręcających, czy wydłużających silikonowych.

Jednak korzystając z niedawnego, Biedronkowego rzutu kosmetycznego, zdecydowałam się kupić takowy tusz na próbę :)


Eveline Volumix Fiberlast
Lenght & Curl Up


                          Od producenta:                         

Nowa mascara Eveline Cosmetics łączy w sobie specjalistyczną formułę z rewolucyjną konstrukcją szczoteczki i udowodnionym działaniem.
Length & curl up mascara:

– seksowne wydłużenie nawet do 50%
– długotrwałe podkręcone rzęsy


Innowacyjna, błyszcząca formuła FIBERLAST16h z mineralnymi pigmentami i prowitaminą B5 sprawi że Twój makijaż będzie olśniewał przez wiele godzin.

Szczoteczka: SexyBrush

Taliowany kształt szczoteczki dopasowuje się do kształtu rzęs gwarantując długotrwałe podkręcenie
Aplikacja tuszu jest precyzyjna co pozwala na osiągnięcie seksownego efektu wydłużenia do 50%.

                            Moja opinia:                         

Opakowanie: Tusz zamknięty jest w przyjemnym dla oka, srebrnym opakowaniu, opatrzonym czarnym drukiem, co razem tworzy dosyć ładną całość. Mimo, że mascara jest z niższej półki cenowej, jej opakowanie prezentuje się całkiem elegancko, plastik z którego jest wykonane, nie wygląda "tanio", napisy się nie ścierają.


Szczoteczka: bardzo lubię "taliowane" szczoteczki, praktycznie zawsze decyduję się na wersję dostępną w takim kształcie ;) Dlatego tym razem nie mogło być inaczej. 

Szczoteczka jest bardzo miękka, wygina się w każdą stronę - być może to norma dla silikonów, nie wiem, ale utrudnia mi to pomalowanie się i mnie po prostu wkurza. 
Poza tym "włoski", a raczej wypustki są króciutkie i także bardzo miękkie, przez co średnio radzą sobie z ładnym rozdzieleniem i równomiernym pokryciem tuszem rzęs.  
Ogólnie pomalowanie oka zajmuje mi teraz więcej czasu, najpierw maluję rzęsy tuszem, a później (zanim tusz zaschnie), rozczesuje je zwykłą szczoteczką. Nie lubię takich wysklejanych, oblepionych "pajęczych nóżek", stawiam bardziej na naturalny wygląd ;)



Wybrałam wersję podkręcającą i wydłużającą, zależy mi na tym bardziej niż na 500 krotnym pogrubieniu ;) I faktycznie, jeśli chodzi o wydłużenie, to jest ono wyraźnie zauważalne, z podkręcaniem troszkę gorzej, ale także coś widać.

Oczko bez tuszu:


Z tuszem:


Ogólne wrażenia: Generalnie jestem z niego średnio zadowolona, jednak silikonowe szczoteczki chyba nie są dla mnie.
Poza tym, co do jakości samego tuszu także mam zastrzeżenia. Tusz bardzo szybko zasycha w opakowaniu, przez co już na szczoteczce pojawiają się brzydkie grudki. W dodatku jego trwałość na oku, oceniłabym na średnią, w połowie dnia zaczyna się brzydko osypywać i kruszyć. 

Plus za to, że w żaden sposób nie podrażnia nawet wrażliwych oczu.

Podsumowując: już rozglądam się za nową mascarą z klasycznym włosiem ;) 

Może macie jakieś sprawdzone i możecie coś polecić?


Moja ocena: 3/5

A jak to jest u Was ? 
Wolicie silikonowe, czy zwykłe szczoteczki ?

INSTAGRAM