Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Ulubieńcy # 19 | Jesień 2017

poniedziałek, grudnia 04, 2017

Ulubieńcy # 19 | Jesień 2017

Dziwnie pisze się tutaj po tak długiej przerwie. 1,5 roku! Tyle minęło od mojej ostatniej aktywności, co prawda nie planowałam aż takiego przestoju, jednak kompletnie pochłonęły mnie inne kwestie i musiałam wszystko uporządkować sobie na nowo. Wielkim motywatorem do reaktywacji tego miejsca jesteście właśnie Wy, okazuje się że przez cały czas blog notuje sporo odwiedzin, czyli znajdujecie tu dla siebie ciekawe i atrakcyjne treści, co ogromnie mnie cieszy. Przez 1,5 roku blogosfera z pewnością bardzo się zmieniła, więc musicie dać mi trochę czasu zanim ponownie się z nią oswoję, jednak już dziś chciałam przedstawić Wam My Little Pleasures w nowej odsłonie. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i nadal będziecie tu chętnie zaglądać.

Przerwa od blogowania wcale nie oznacza przerwy od kosmetycznych nowinek, przez cały ten czas w moje ręce wpadło wiele ciekawych produktów, a z gromadki poniżej z wielką przyjemnością korzystałam przez całą tegoroczną jesień. Co prawda ta kalendarzowa nadal trwa, ale dla mnie grudzień to już zima na całego (o czym najlepiej świadczy obecna aura za oknem), więc jesień zamknęłam w listopadzie. 


1. Kat Von D - Shade + Light Contour Palette

Zacznę od prawdziwej perełki, czyli palety do konturowania Kat. To moje najlepiej wydane 200 zł wszechczasów, odkąd ją mam wszystkie inne produkty do konturowania odeszły w niepamięć. Wcześniej chętnie korzystałam z Bahamy Mamy lub bronzerów Kobo, obecnie moje serce należy do Shade + Light i podejrzewam, że nie zmieni się to przez długi czas. Paleta składa się z 6 pudrów, 3 z nich służą do rozjaśniania, a 3 do kontruowania/ocieplania. Część rozjaśniająca nadaje się nie tylko do wyznaczania wyraźniej linii konturu, świetnie sprawdza się też pod łuk brwiowy, lub jako neutralne cienie na całą powiekę. Podobnie sprawa ma się z drugą częścią, brązy idealnie posłużą nam jako cienie do powiek, więc mamy takie dwa w jednym. Najczęściej korzystam z pierwszego bronzera (kontur) + lekko ocieplam twarz środkowym odcieniem. Ten najciemniejszy zostawiam sobie na lato, obecnie jest trochę za mocny i za ciepły. Formuła produktów jest bajeczna, mam wrażenie, że wręcz same się rozcierają. Kilka ruchów pędzlem, a efekt taki jakbym pracowała nad policzkiem z 10 minut. Jeśli macie ochotę przygotuje na temat tej palety osobny post i wówczas zaprezentuję Wam ją w pełnej krasie. Dostępność: Spehora, 199 zł

2. Beauty Blender - Beauty Blender Pro

Jestem absolutnie wierna gąbeczkom i żadna siła nie przekona mnie do nakładania podkładu pędzlami. Z racji takich upodobań, przez moje ręce przewinęło się naprawdę sporo gąbeczkowych aplikatorów, do tej pory były to jednak odpowiedniki Beauty Blendera. Niektóre sprawdzają się na piątkę z plusem, ale wciąż byłam ciekawa wzorca, więc niedawno zdecydowałam się na zakup oryginału. No i jest super, co do tego nie mam wątpliwości. Pięknie aplikuje podkład, jest mięciusieńki, nie pozostawia po sobie żadnych śladów swojej struktury, dodatkowo nie wchłania w siebie zbyt dużo produktów i mimo czarnego koloru ładnie się dopiera. Zaskoczyła mnie też jego trwałość, spodziewałam się, że może być bardziej podatny na uszkodzenia, na szczęście nic z tych rzeczy. Dostępność: np. Mintishop, Sephora, 69 zł


3. Eveline - Podkład Liquid Control HD

Od kilku miesięcy przeżywam katusze w ujarzmianiu wybryków mojej cery. Nie chodzi o wypryski, nie nie. Chodzi o jej kapryśne usposobnienie. Ogólnie mam cerę mieszaną, ale ostatnio to taka mieszanka cery suchej/tłustej i wrażliwej. Momentami sama nie wiem czym ją pielęgnować i czym się malować żeby jej dogodzić. Albo świecę się jak choinka, albo męczę się z podrażnieniami i przesuszeniem, no zwariować można. Eveline naprawdę spadło mi jak z nieba. Jest połączeniem lekkości, średniego stopnia krycia i ładnego naturalnego matu. To obecnie jedyny podkład, który wygląda na mnie dobrze. Nie wchodzi w zmarszczki, nie waży się, absolutnie nie podkreśla małych suchych skórek, dodatkowo pięknie stapia się z cerą i wygląda naturalnie. Wybrałam 3 z gamy odcień 015 Light Vanilla, trafiłam wręcz idealnie, jest przyjemnie jasny i wpada w żółte tony. Dostępność np. Rossmann, ok. 37 zł

4. My Secret - Rozświetlacz Face Illuminator Powder w odcieniu Princess Dream

Cudeńko! Dlaczego nie kupiłam go wcześniej ? Nie wiem, ale lepiej później niż wcale. To idealny dowód na tezę, że tańsze wcale nie znaczy gorsze. Myślę, że na tym polu My Secret bije na głowę wiele dużo droższych produktów. Przepiękny, przepiękny, przepiękny... Mogłabym tak zachwalać go bez końca, aż zabrakłoby mi przymiotników. Idealny szampański odcień, wspaniała pigmentacja i zupełny brak drobinek, to wszystko gwarantuje nam cudowną taflę na policzku. Bardzo wydajna, wypiekana formuła sprawia, że produkt się nie pyli, dodatkowo ładnie łapie się pędzla i rozciera.
Używam go codziennie mniej więcej od września, a ubytku niemal nie widać, zresztą o czym my tu dyskutujemy - jeśli jeszcze go nie macie, czas to zmienić. Dostępność: Natura, ok. 17 zł

5. Kobo - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 105 Velvet Rose

Pomimo mojej wielkiej sympatii do matowych formuł, te kremowe wcale nie zeszły na dalszy plan. Nadal używam ich często i z wielką ochotą. Tego typu wykończenie być może jest mniej trwałe, ale stanowi fajną odmianę od wszędobylskich matów. 105 Velvet Rose od Kobo to odcień,  jakiego szukałam od dawna. Piękny przygaszony róż, który będzie pasował do większości karnacji, to taki kolor dający efekt my lips but better. Świetnie nadaje się do codziennego użytku, gdy mam ochotę lekko podkreślić usta czymś nie rzucającym się w oczy. Zresztą ja ogólnie jestem wierna takim neutralnym odcieniom i to właśnie w nich czuję się najlepiej. Dostępność: Natura, ok. 18 zł




6. Nacomi - Arganowy krem pod oczy

Kilkumiesięczne poszukiwania jakiegoś sensownego kremu pod oczy zakończone sukcesem. Mając 30 na karku już nie jest tak łatwo z doborem pielęgnacji, niestety zaczęłam zauważać też pierwsze oznaki spadku jędrności skóry, w związku z tym potrzebowałam czegoś bardziej treściwego, co poradzi sobie z nawilżeniem i jednocześnie lekko odżywi obszar pod okiem. Krem ma naprawdę fajny skład z olejem arganowym, olejem z pestek winogron i masłem shea na czele (zaraz za wodą), więc mamy pewność, że nie nakładamy na siebie substancji dających pseudo efekty. Treściwa formuła dobrze nawilża, wygładza i całkiem szybko się wchłania, więc z powodzeniem można stosować go pod makijaż. Mam też wrażenie, że pozytywnie wpływa na redukcję cieni pod oczami, kiedyś ten problem był u mnie dosyć uporczywy, od jakiegoś czasu cienie są sporo zredukowane, a nie stosowałam niczego nadzwyczajnego, więc obstawiam, że to działanie tego właśnie kremiku. Absolutnie nie podrażnia, nie jest też mocno pefrumowany, korzystanie z niego to czysta przyjemność i bardzo gorąco Wam go polecam. Dostępność: np. Hebe, ok. 30 zł

7. Evree - Black Rose detoksykująca czarna maska do twarzy

Kupiona na fali wysypu produktów z węglem w składzie, okazała się jedną z moich ulubionych. Przy mieszanej cerze doskonale się sprawdza. Oczyszcza, lekko wygładza i ściąga pory, a jednocześnie nie jest bardzo agresywna w działaniu, co docenią wszyscy posiadacze cery naczynkowej (bo naczynka to i mój, kolejny już, problem). Maska przyjemnie pachnie, nie zastyga na twarzy w związku z czym łatwo się zmywa, a po użyciu nie daje uczucia ściągnięcia. Ogólnie lubię tę markę i uważam, że wśród produktów drogeryjnych jest jedną z ciekawszych opcji. Chciałabym też wypróbować serum/eliksir z tej serii. Dostępność: np. Rossmann, ok. 30 zł


Jestem ciekawa czy znacie któryś z powyższych produktów i jak się u Was sprawdza, więc koniecznie dajcie znać. Chętnie poznam też Waszych ulubieńców.
Ulubieńcy #18 | Styczeń 2016

poniedziałek, lutego 15, 2016

Ulubieńcy #18 | Styczeń 2016


Pięć miesięcy. Dokładnie tyle minęło od czasu, kiedy prezentowałam Wam swoich ostatnich ulubieńców. W ciągu tych miesięcy przez moje ręce przewinęło się sporo nowych produktów, część z nich polubiłam na tyle, że zagościły u mnie na stałe, najwyższa więc pora zaktualizować nieco ulubieńcowe informacje. Oczywiście nie jestem w stanie napisać o wszystkich naraz, ale stopniowo będę pokazywała Wam produkty, które moim zdaniem są godne uwagi i warte wypróbowania :) 


Ulubieńcy #17 | Lato 2015

czwartek, września 10, 2015

Ulubieńcy #17 | Lato 2015


Podobno lato nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i niebawem znów możemy spodziewać się temperatur bliskich 30 stopni, ale w kwestii ulubieńców z pewnością nic się już u mnie nie zmieni, więc śmiało mogę zaprosić Was na przegląd tych produktów, które w ciągu ostatnich tygodni zdobyły moją ogromną sympatię.


Ulubieńcy #16 | Wiosna 2015

poniedziałek, czerwca 29, 2015

Ulubieńcy #16 | Wiosna 2015


Od czasu ostatniego posta dotyczącego moich kosmetycznych faworytów minęło już dobrych kilka miesięcy, więc pomyślałam, że początek lata jest świetną okazją do przedstawienia Wam tego, z czego z wielką przyjemnością korzystałam podczas tegorocznej wiosny. Ostatnio jestem bardzo stała w kosmetycznych uczuciach, więc i ulubieńcy nie zmieniają się tak często. Nie wiem czy wrócę do comiesięcznych prezentacji, czy może na dłużej zatrzymam się przy formie kwartalnej, wszystko wyjdzie w praniu. Zapraszam :)


Ulubieńcy #15 | Luty 2015

poniedziałek, marca 09, 2015

Ulubieńcy #15 | Luty 2015


Żeby móc już całkowicie pożegnać się z ostatnim typowo zimowym miesiącem, zapraszam na garść produktów, które najczęściej i najskuteczniej umilały mi ponure lutowe dni. To już chyba standard, że pielęgnacja bierze górę nad resztą, ale tym razem jest też kolorówkowy rodzynek, więc dla każdego znajdzie się coś dobrego :)


Ulubieńcy #14 - Styczeń 2015

środa, lutego 11, 2015

Ulubieńcy #14 - Styczeń 2015


Luty już niemal na półmetku, a ja zaspałam z ulubieńcami. Bez zbędnych wstępów zapraszam więc na szybki przegląd moich styczniowych faworytów :)


Ulubieńcy #13 - Listopad 2014

poniedziałek, grudnia 08, 2014

Ulubieńcy #13 - Listopad 2014



Hej, hej! Grudzień zadomowił się już w pełni, dzisiaj w Rzeszowie sypnęło nawet śniegiem, najwyższa pora na ulubieńców ubiegłego miesiąca. Zapraszam na szybki przegląd produktów, których w listopadzie używało mi się najprzyjemniej.


Ulubieńcy #12 - Październik 2014

poniedziałek, listopada 03, 2014

Ulubieńcy #12 - Październik 2014


Październik obfitował w wiele naprawdę dobrych produktów. Wraz z nadejściem jesieni zmieniłam praktycznie całą pielęgnację twarzy. Po lecie cera była w opłakanym stanie, coś ewidentnie jej nie służyło, a że zupełnie nie mogłam dojść w czym rzecz, wymieniłam dosłownie wszystko. O dziwo, nowe kosmetyki wpasowały się niemal w 100% w moje potrzeby, skóra wraca do normy, a ja odkryłam nowe perełki. Także w kwestii ciała i włosów poczyniłam większe zmiany, znów sukces. Było więc w czym wybierać :)


Ulubieńcy #11 - Wrzesień 2014

poniedziałek, października 06, 2014

Ulubieńcy #11 - Wrzesień 2014


Cześć i czołem! W ten miły, poniedziałkowy poranek przychodzę do Was z ulubieńcami września. Jesteście ciekawi co szczególnie przypadło mi do gustu w ubiegłym miesiącu ? No to zapraszam :)


Ulubieńcy #10 | Sierpień 2014

sobota, września 06, 2014

Ulubieńcy #10 | Sierpień 2014


Witajcie! Wrzesień rozgościł się już na dobre, czas więc ostatecznie podsumować sierpień i pożegnać się z typowo letnim okresem. Ubiegły miesiąc został zdominowany przez wiele naprawdę dobrych produktów, miałam niemały dylemat wybierając bohaterów dzisiejszej notki, ostatecznie zdecydowałam się przedstawić Wam aż 6 produktów, które w sierpniu świetnie się u mnie sprawdzały i mam nadzieję, że ten stan trwał będzie dłuższy czas.


Ulubieńcy #9 - Lipiec 2014

piątek, sierpnia 08, 2014

Ulubieńcy #9 - Lipiec 2014


Witajcie po tygodniowej przerwie! W ostatnich dniach temperatura w końcu trochę spadła i wracam do życia. Nie potrafię funkcjonować w takie upały, jakimi raczy nas w tym roku lato. Jedyne okoliczności przyrody, gdy akceptuję +30 na termometrze, to błękitne morze, palma, leżak i orzeźwiająca bryza. W tym roku mogę jednak tylko pomarzyć. Korzystając z chwilowej, chłodniejszej aury, porobiłam trochę zdjęć, zapraszam więc na ulubieńców lipca.


Tym razem będzie to tylko pielęgnacja, jak pisałam w jednym z wcześniejszych postów, podczas gorących dni, kolorówkę ograniczam do minimum.

1. The Body Shop  -  Wygładzająco ujędrniający scrub do ciała Spa Fit

Kupił mnie już samym wyglądem. Same przyznacie, że ten słoiczek jest przeuroczy, prawda ? Okazało się, że wnętrze jest równie fantastyczne. Orzeźwiający cytrynowo-grejpfrutowo-pomarańczowy zapach, konsystencja przywodząca na myśl smoothie zrobione z tychże owoców, drobne dosyć ostre drobinki i świetne działanie. Znajomość z nim, to sama przyjemność. W najbliższym czasie poświęcę mu osobną recenzję, ale już dziś mogę Wam go gorąco polecić.

2. Balea - Woda w sprayu

Nie jest to żadna woda termalna bogata w minerały, zwykła woda zapakowana do butli z atomizerem. Jeśli mam być szczera, nie widzę między tymi dwiema absolutnie żadnej różnicy. Chłodzi, koi, wspaniale orzeźwia w upalne dni, w dodatku ma rewelacyjny atomizer, który rozpyla produkt delikatną, drobną mgiełką. Co prawda, nigdy nie stosowałam tego typu produktów do tonizacji skóry, np. po demakijażu, służą mi głównie do odświeżenia w ciągu dnia, a do tego Balea nadaje się świetnie. Używam jej też do zwilżania pędzli do podkładu.


3. Moschino - I love love

To mój absolutny, letni ulubieniec od wielu lat. Zużyłam już kilka flakoników, zapach idealnie odzwierciedla moje upodobania. Świeży, energetyczny, trwały, bardzo przypomina Light Blue D&G i z powodzeniem może uchodzić za jego tańszy odpowiednik. Spodoba się zwolenniczkom cytrusów, w nutach głowy dominuje tu pomarańcza, grejpfrut, czerwona porzeczka i cytryna, w nutach serca mamy, między innymi, herbacianą różę, konwalię i cynamon, a bazę stanowią cedr, piżmo i nuty drzewne. Całość stanowi bardzo udaną i lekką kompozycję.

4. Bielenda - Masło do ciała Arbuz

Codziennie wyrzucam sobie, że kupiłam w Biedronce tylko jedno opakowanie, bo w regularnej, drogeryjnej sprzedaży chyba ich nie ma ? Znów skupię się na zapachu, mamy tutaj arbuza w najczystszej postaci, pysznego i soczystego. Razem z arbuzowym żelem Balea, o którym pisałam w ulubieńcach czerwca, stanowią duet nie do pobicia. Dosyć lekka i mało maślana konsystencja oraz całkiem niezłe właściwości nawilżające czynią z niego idealną pozycję na letnie dni. Małym minusem może być parafina w składzie, której szczerze nie znoszę, ale dla takiego zapachu jestem w stanie wybaczyć wiele.


Tak przedstawia się moja złota lipcowa czwórka. A co Was zachwyciło w ubiegłym miesiącu ? Zapraszam do dzielenia się swoimi perełkami :)

Ulubieńcy #8 - Czerwiec 2014

niedziela, lipca 06, 2014

Ulubieńcy #8 - Czerwiec 2014



Witajcie! Jak Wam mija tak piękny i słoneczny weekend ? Mam nadzieję, że wypoczywacie i ładujecie akumulatory na kolejny tydzień :) W ramach odprężenia zapraszam na szybki przegląd ulubieńców ubiegłego miesiąca. 
Jeśli zdjęcia wydadzą Wam się jakieś nie teges, wybaczcie, testuję nowy sprzęt i wciąż go rozgryzam.


Chociaż przez większą część roku nie pałam zbyt wielką miłością do owocowych kosmetyków, latem następuje zwrot o 180 stopni. Uwielbiam wszystko o rześkich, świeżych i soczystych nutach, a tych ogórkowo-melonowo-arbuzowych zwłaszcza. Żel Melon Tango pochodzący z letniej limitki Balea pachnie tak genialnie, że mam ochotę zaopatrzyć się w cały karton na zapas. Lato w najczystszej postaci. Jest lekko, orzeźwiająco i odrobinę słodko. Ideał!



O Płynie micelarnym Garnier słyszał już chyba każdy, a jeśli jakimś cudem nie, koniecznie musi to nadrobić. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się po nim takiej jakości, a zostałam mile zaskoczona i śmiało mogę przyznać, że znalazłam swój ideał. Świetnie radzi sobie z każdym makijażem, nie podrażnia, w dodatku ma przystępną cenę. Moim zdaniem z powodzeniem może stawać w szranki ze słynną Biodermą Sensibio, są do siebie naprawdę podobne.


Dwie pozycje z kolorówki to CC Cream Bell w odcieniu 021 Natural oraz korektor Rimmel Match Perfection w odcieniu 030 Classic Beige. CC Bell kupiłam jeszcze zimą, wówczas nie przekonał mnie do siebie, rzuciłam tubkę w kąt i przeleżała tak dobrych kilka miesięcy. Pod koniec maja sięgnęłam po niego ponownie i okazał się strzałem w 10. Zapewnia delikatne krycie, idealne na obecną porę roku, w dodatku bardzo spodobało mi się jego wykończenie, które jest jakby lekko świetliste, choć produkt sam w sobie nie posiada żadnych drobinek. Skóra wygląda na wypoczętą i promienną, lubię to.
Korektor trafił do mnie wskutek 49% obniżki w Rossmmanie, wrzucałam go do koszyka bez żadnego przekonania, nigdy nie przepadałam za tą marką, a wszystkie ciekawe korektory innych firm były już niedostępne. I znów zaskoczenie! Całkiem ładnie radzi sobie z cieniami pod oczami, nie przesusza delikatnej skóry w tym rejonie, nie roluje się, ani nie zbiera w załamaniach. Planuję na jego temat odrębną notkę, w której szczegółowo go Wam opiszę.


Z suchych szamponów korzystam sporadycznie, zazwyczaj i tak myję włosy codziennie, ale w awaryjnych sytuacjach fajnie mieć sprawdzony produkt pod ręką. O Batiste do włosów brązowych czytałam wiele, zarówno pozytywów jak i negatywów, w końcu musiałam wypróbować na własnej skórze. Okazał się fantastyczny, nie pozostawia na włosach szarawego nalotu, ładnie się wyczesuje i ma jeszcze jedną zaletę, którą docenić powinny posiadaczki rzadkich włosów - sprawia, że optycznie wydają się gęstsze, odbija je u nasady i spulchnia, a ciemny barwnik wizualnie potęguje ten efekt. Może odrobinę brodzić podczas rozpylania, ale dla mnie jest to zupełnie niekłopotliwe.



Znacie któregoś z moich ulubieńców ? Co zachwyciło Was w czerwcu ? Chętnie poznam Waszych faworytów. Pozdrawiam ciepło i życzę miłej niedzieli!

Ulubieńcy #7 - Maj 2014

czwartek, czerwca 12, 2014

Ulubieńcy #7 - Maj 2014



Nie zdążyłam przedstawić Wam jeszcze swoich ulubieńców ubiegłego miesiąca, a jest o czym pisać. Majowi faworyci to zarówno nowe odkrycia, starzy bywalcy, jak i powroty po czasie. Zapraszam do krótkiej lektury.


Zacznijmy od kremów pod oczy, są aż dwa. Balea Aqua Roll-On stosuję tylko na dzień, zwłaszcza w upalne dni, a Odżywczo Wygładzający krem od oczy GoCranberry służy mi podczas wieczornej pielęgnacji.
Ten pierwszy może nie wyróżnia się jakimś nadzwyczajnym składem, ale ma coś innego. Wyposażony jest w metalową kuleczkę, którą to nakładamy produkt pod oczy. Kuleczka smyra nas delikatnie i posiada jedną ogromną zaletę, nawet gdy temperatura przekracza +30 stopni, ona pozostaje chłodna i daje niesamowitą ulgę skórze wokół oczu, łagodzi opuchnięcia i świetnie odświeża. Wkrótce przygotuję o serii Aqua oddzielną notkę i tam napiszę troszkę więcej.
Go Crandberry natomiast to świetny skład, świetna jakość i świetne działanie przy jednocześnie lekkiej i nieobciążającej konsystencji. Nawilża, wygładza i zapewnia skórze niebywały komfort. Już dawno nie byłam tak zadowolona ze swojej "okołoocznej" pielęgnacji.


Kredki do ust święcą od dłuższego czasu triumfy, mnie jakoś ten szał ominął, ale w swoich zbiorach miałam dwie kredki, o których zapomniałam zupełnie. Kilka tygodni temu je odkopałam i używam z wielką przyjemnością. Mowa o MUA Power Pout. Szczególnie upodobałam sobie odcień Broken Hearted,
to słodki róż o lekko malinowym zabarwieniu. Daje wyraźny, acz subtelny, półtransparentny efekt, dodatkowo kredka ma chyba zawartość mentolu lub czegoś innego, co nadaje jej przyjemnego zapachu, a na ustach leciutko mrowi. 
Niestety napisy na opakowaniu są bardzo kiepskiej jakości i ścierają się momentalnie.


Na puder Healthy Balance Bourjois skusiłam się podczas promocji -49% w Rossmannie. Musiałam obejść chyba pół drogerii w moim mieście, aby w ogóle gdzieś jeszcze znaleźć odcień 52 Vanilla. Ale warto było. 
Daje ładny, naturalny efekt, wykończenie określiłabym takim satynowym, dzięki czemu cera wydaje się gładsza, bardziej jednolita, a nie płasko zmatowiona. Nakładany dużym, miękkim pędzlem bardzo ładnie się rozprowadza, nie daje efektu pudrowej maski, a w ciągu dnia wymaga u mnie maksymalnie jednej poprawki.


Ostatnim produktem jest odżywka Garnier Ultra Doux Awokado i Karite. Moja ukochana, najwspanialsza! Szerzej pisałam o niej tutaj. Przez jakiś czas miałam od niej przerwę, niedawno znów kupiłam i zakochałam się na nowo. Robi z moimi włosami coś cudownego, nawilża, zmiękcza, wygładza. No bajka. Jest to w 100% mój kosmetyk i mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy go wycofywać.



Chętnie poznam Waszych majowych faworytów, a może dzielicie moją sympatię do któregoś z tych produktów ?

Ulubieńcy #6 - Kwiecień 2014

sobota, maja 17, 2014

Ulubieńcy #6 - Kwiecień 2014



Mamy drugą połowę maja, wiem ;) Ale ulubieńcy być muszą, a że wcześniej jakoś się nie złożyło, są dopiero teraz.
Ubiegły miesiąc zdominowały produkty pielęgnacyjne, to moje 3 odkrycia, które darzę absolutnym uwielbieniem praktycznie od pierwszego użycia. Na dokładkę jeden rodzynek z kolorówki, trafiłam na niego przez zupełny przypadek, a dogadujemy się świetnie. 


L`occitane - Migdałowy olejek pod prysznic

W pierwszej chwili urzeka zapachem, słodki, z wyraźną migdałową nutą, lecz na tyle subtelny, by nie męczyć. Dla mnie boski, tak jak i cała migdałowa seria, którą miałam okazję poznać w kwietniowym wydaniu Akademii Zmysłów, a którą niebawem zaprezentuję Wam w pełnej krasie.
Wracając do olejku, w kontakcie z wodą zamienia się w mleczną, kremową pianę, która myje i pielęgnuje jednocześnie. Rzeczywiście pielęgnuje! Po kąpieli skóra jest delikatnie otulona zapachem, miękka, optymalnie nawilżona, nie klei się, z powodzeniem można darować sobie balsamowanie, chyba, że ktoś ma wybitnie suchą skórę.


Etja - Olej z nasion marchwi

Kupiłam go głównie z myślą o lecie, powinien pięknie przedłużać i podkreślać opaleniznę, ale zaczęłam używać go już w kwietniu i myślę, że do lata będę zmuszona zaopatrzyć się w kolejną buteleczkę. Olej ma mocną pomarańczową barwę, jest bogaty w bet-karoten, kwasy tłuszczowe i witaminy, może być stosowany praktycznie do całego ciała, łącznie z włosami. Do tej pory używałam tylko jako dodatek do balsamów/maseł do ciała - sprawdził się wybornie. Podobno równie fajnie działa dodany do szamponu/odżywki do włosów, a w mieszance z innym naturalnym olejem, może być stosowany też do twarzy. Stosowanie olejku solo, może być sposobem na nadanie skórze zdrowszego, lekko złotawego kolorytu.


The Body Shop - Masło do ciała Orzech brazylijski

Masła TBS znane są głównie z apetycznych i intensywnych zapachów, a ta wersja pachnie bardzo delikatnie, orzechowo, wytrawnie i to niezmiernie mi odpowiada. Czasem zupełnie nie mam ochoty na zapachowe wariacje, chcę nałożyć na skórę dobrej jakości produkt, cieszyć się długotrwałym nawilżeniem i delikatnym aromatem - właśnie to otrzymuję w tym wypadku. Masło jest niezwykle treściwe, ma zbitą konsystencję, jednak wyjątkowo łatwo rozsmarowuje się na ciele. Przeznaczone jest dla skóry suchej, myślałam, że może być dla mnie odrobinę za ciężkie, ale nic z tych rzeczy, w moją skórę wchłania się do ostatniej kropelki, pozostawiając po sobie bardzo delikatny i komfortowy film. 


Golden Rose - Mineral Terracota Powder

Puder występuje w 4 odcieniach tradycyjnych, do stosowania na całą twarz, oraz w dwóch wersjach brązująco-rozświetlających (05 i 06). Posiadam odcień 05, czyli ten delikatniejszy. Jedną część stanowi bronzer, drugą rozświetlacz, oba mają wyraźnie ciepłą tonację, a mimo to świetnie sprawdzają się przy mojej chłodnej karnacji. Bronzer jest matowy, bardzo ładnie współpracuje, nie zostawia plam, trzeba jednak uważać z ilością. Rozświetlacz nie ma w sobie żadnych drobin, daje efekt tafli o lekko brzoskwiniowo-szampańskim kolorycie. Całość ozdabia eleganckie i solidne opakowanie. A najlepsze jest to, że kupiłam go dosłownie za grosze na blogowej wyprzedaży u Laquer-Maniacs :)



Może miałyście okazję poznać którąś z tych pozycji i podzielacie moją opinię ?

Ulubieńcy #5 - Marzec 2014

czwartek, kwietnia 10, 2014

Ulubieńcy #5 - Marzec 2014


Były zakupy, było denko, nie może zabraknąć też ulubieńców. Wyłonienie faworytów marca nie sprawiło mi większych problemów, gdyż to właśnie po poniższą szóstkę sięgałam najchętniej.


Kilku produktów używam od dłuższego czasu, ale dopiero ostatnie tygodnie spowodowały, że w pełni dostrzegłam ich potencjał i świetne działanie.


1. Barwa Ziołowa - Szampon Tatarako-Chmielowy

Moje włosy obecnie przeżywają kryzys, ledwo ogarnęłam skutki przesilenia jesiennego, a dopadło je wiosenne i znów lecą na potęgę. Wiele produktów im nie służy, a na ten szampon reagują wspaniale. Długo zachowują świeżość, są sypkie, nie puszą się, mimo, że jest ich niewiele, szampon ładnie odbija je od nasady i optycznie sprawiają wrażenie gęstszych. Ponadto, to jeden z niewielu produktów po którym czuję, że skóra głowy jest porządnie oczyszczona, a jednocześnie nie jest przesuszona, czy podrażniona. Choć w składzie znajduje się SLS używam go ostatnio codziennie, delikatniejsze szampony zwyczajnie nie dają sobie rady.


2. Schwarzkopf Schauma - Suchy szampon "Świeżość Bawełny"

Jego skuteczność śmiało mogę przyrównać do szamponów Batiste. Nie widzę zupełnie żadnej różnicy. Szampon bardzo przyjemnie pachnie, zazwyczaj nie zostawia białego nalotu na włosach, a jeśli już taki się pojawi, łatwo go wyczesać. Sprawia, że "dwudniowe" włosy znów wyglądają świeżo. Oczywiście efekt jest krótkotrwały, ale bardzo zadowalający. To taka moja deska ratunkowa, nie używam zbyt często, ale w nagłych przypadkach spisuje się wzorowo.


3. Sun Ozon - Samoopalacz w spray`u

Mam jasną cerę o chłodnym kolorycie oraz zasinienia pod oczami, gdy pojawia się pierwsze wiosenne słońce, wyglądam po zimie niczym zombie, dlatego muszę się odrobinę wspomagać. Znalazłam samoopalacz idealny! Używałam go sporadycznie przez całą zimę, a w marcu nawet do dwóch razy w tygodniu, głównie na twarz, dekolt i ręce. Po wieczornym demakijażu spryskiwałam twarz delikatną mgiełką i nic więcej nie robiłam, rano cera była lekko ożywiona, muśnięta kolorem - brązowym, nie pomarańczowym. Nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków takiego stosowania w postaci np. wyprysków.
Ogólnie bardzo polubiłam go za "bezdotykową obsługę". Musimy zadbać tylko o równomierne spryskanie wybranego obszaru i chwilkę poczekać na wchłonięcie. Cena także jest atrakcyjna, wynosi ok. 9 zł.


4. Natura Siberica - Nawilżająca pianka do demakijażu

O moim zamiłowaniu do pianek wspominałam już wielokrotnie. Gdy przypadkowo trafiam na jakąś nową, nie mogę oprzeć się pokusie wypróbowania. Pianka Natura Siberica okazała się świetnym produktem do codziennego stosowania. Radzi sobie ze zmywaniem nawet mocniejszego makijażu, używam jej także do porannego mycia twarzy.
Jedynie w kwestii nawilżania mam drobne zastrzeżenia, tutaj mistrzem jest wg mnie pianka Decubal, która nie ma sobie równych.


5. Oceanic - Serum przyspieszające wzrost rzęs Long 4 Lashes

Niedługo miną równe dwa miesiące stosowania. W pierwszym nie działo się praktycznie nic, ale za to w drugim rzęsy zaczęły strzelać w górę, jak z procy. Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyłam w tego typu produkty, teraz wierzę. Efekt jest zdumiewający, nawet mój TŻ zauważył jak długie mam rzęsiska (swoją drogą, najpierw mnie opieprzył, podejrzewając, że przykleiłam sobie sztuczne :P)
Może przygotuje Wam post z efektami po dwóch miesiącach stosowania, jesteście ciekawe ?


6. Maybelline Color Tatoo - Cień w kremie 40- Permanent Taupe

Cienie w kremie nigdy nie sprawdzały się na moich tłustych powiekach, więc zupełnie nie ruszał mnie boom na Color Tatoo, do czasu, aż zrobiło się głośno o odcieniu nr 40, który nadaje się do podkreślania brwi. W takim właśnie celu go kupiłam i używam codziennie od blisko miesiąca. To bardzo chłodny odcień brązu z popielatymi tonami, który będzie pasował do wielu typów karnacji i kolorów włosów (z pominięciem bardzo ciemnych, rudawych i bardzo jasnych). Aplikacja nie jest najlżejsza, ciężko wprowadzić cień pomiędzy włoski, ale po kilku próbach można nabrać wprawy, wówczas efekt jest świetny. Kremowa konsystencja ładnie kondycjonuje i trzyma brwi na miejscu przez cały dzień. 



Miałyście może okazję poznać którąś z tych pozycji ?
Ulubieńcy #4 - Luty 2014

wtorek, marca 11, 2014

Ulubieńcy #4 - Luty 2014


Witajcie! Ostatnio miałam straszny młyn i z ledwością rejestrowałam mijające dni, stąd moja mała aktywność zarówno tutaj, jak i na Waszych blogach. 
Od dziś mam urlop, także spodziewać możecie się solidnej dawki wpisów :)
Choć o lutym większość z nas już niemal zapomniała, nie zdążyłam zaprezentować Wam jeszcze swoich ulubieńców, tak więc nadrabiam. 
A oto i oni:


Siedmiu wspaniałych ;)



Chusteczki nawilżane dla niemowląt są takim powrotem po latach. Kiedyś używałam ich regularnie (różnych marek), później na długi czas porzuciłam ten zwyczaj, przypominając sobie o nim kilka tygodni temu. Tym razem postawiłam na chusteczki Tami Natural Care, które dostępne są w Rossmannie i był to strzał w 10. Idealnie mokre, małe i poręczne, mają bardzo przyjemny skład, bazą nawilżającą, tuż obok wody, jest tutaj ekstrakt z aloesu, dalej mamy olej roślinny, glicerynę i alantoinę. Parabenów, PEG-ów, olejów mineralnych, czy alkoholu w nich nie znajdziemy. 
Są niezwykle pomocne podczas codziennego make-upu, zwłaszcza, jeśli tak jak ja, jesteście zwolenniczkami nakładania podkładu palcami. Dzięki chusteczkom w szybki sposób można oczyścić dłonie, czy dokonać drobnych poprawek w makijażu - bez problemu radzą sobie ze zmywaniem różnych produktów.
Dlaczego chusteczki dla niemowląt, a nie zwykłe do demakijażu ? Są łagodniejsze, mają przyjemniejszy skład* w dodatku dostępne w dużych paczkach, w korzystnej cenie.

*Przy zakupie warto zerkać na skład, bowiem na sklepowych półkach roi się od chusteczek opartych właściwie na samej wodzie i konserwantach.


Uwielbiam cynamon, a w połączeniu z jabłkami szczególnie. Jasnym więc jest, że obok peelingu Balea o takim właśnie zapachu nie mogłam przejść obojętnie. Właściwie, to bardziej żel myjący z delikatnymi drobinkami, które lekko smyrają skórę podczas kąpieli, ale aromat jest tak obłędny, że można postradać zmysły. Cudo!



Znów peeling, tym razem do dłoni - Cztery Pory Roku, wersja rozgrzewająca z papryczką Cayenne i solą morską. Porządna, gęsta konsystencja z dużą ilością drobinek w postaci soli morskiej, które zapewniają solidną dawkę drapanka. Bazę peelingu stanowi parafina, akurat w przypadku produktu do dłoni, składnik ten zupełnie mi nie przeszkadza, na osłodę jest też masło shea, olej sezamowy i olej sojowy. Działanie zadowala mnie kompletnie, po użyciu skóra jest gładziutka, miękka, pokryta lekko oleistą otoczką. Lubię wykonać taki zabieg wieczorem, później nałożyć porcję kremu, a rano dłonie są jak nowe.
Jedynie efekt rozgrzewający jest dyskusyjny, bowiem podczas peelingu pobudza się krążenie, więc w tym sensie każdy tego typu produkt będzie rozgrzewającym. Żadnego innego nie zaobserwowałam.


Duet, który przez cały luty służył mi do twarzy zamiast kremu na noc. Organiczny olej ze słodkich migdałów i Potrójny kwas hialuronowy 1,5%. Na dłoni mieszałam troszkę oleju z kwasem i nakładałam na świeżo umytą twarz. Ukojenie, rewelacyjne nawilżenie, wyrównanie kolorytu, zero wyprysków, czy przebarwień - oto efekty.
Przyznam, że rozkochałam się w takiej formie pielęgnacji i będę próbowała też z innymi olejami, w kolejce czeka makadamia. Sam kwas hialuronowy znalazł u mnie miejsce już na zawsze, jest niesamowicie uniwersalny. Można nim wzbogacić zarówno krem pod oczy, do twarzy na dzień i na noc, jak i maski, czy odżywki do włosów. W każdej z tych ról sprawdza się na 100%.



Na koniec dwa produkty makijażowe. Rozświetlacz Essence i pomadka Golden Rose Velvet Matte w odcieniu 02. O obu już pisałam, jeśli macie ochotę poczytać o rozświetlaczu zapraszam tu, a do posta o pomadkach tu.

Tak przedstawiają się moi lutowi faworyci, a co Was urzekło w ostatnim miesiącu ? 
Chętnie poznam Wasze typy.
Ulubieńcy #3 - Styczeń 2014

sobota, lutego 08, 2014

Ulubieńcy #3 - Styczeń 2014

Z małym poślizgiem przychodzę do Was ze swoimi kosmetycznymi styczniowymi ulubieńcami. 
Przy okazji, zrobiłam mały zdjęciowy eksperyment, wyszło ciekawie, dajcie znać jak (i czy) Wam się podoba ;)


Wyłuskałam 6 produktów, których używałam w styczniu z wielką przyjemnością. Dwa z nich są ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem.


1. Bioderma - Płyn micelarny Sensibio H2O AR

Jest to wersja do cery naczynkowej. Z ciekawości porównałam skład ze słynną, klasyczną wersją Sensibio i różnice są bardzo symboliczne. Wersja AR posiada dodatkowo kilka ekstraktów, min. z aloesu, zielonej herbaty, ginkgo biloba oraz dwa dodatkowe konserwanty na końcu. Baza jest właściwie ta sama.
Kupiłam tę wersję przez przypadek, bo opakowania H2O i H2O AR nie różnią się praktycznie wcale.
Niemniej jednak był to udany zakup, micel świetnie się u mnie sprawdza. Pięknie radzi sobie z każdym makijażem, nie podrażnia, koi skórę. Jest łagodny i skuteczny, czyli taki jaki ma być. 


2. Tołpa Dermo Body Bust - Serum wypełniające biust

Mając większy rozmiar biustu, trzeba sporo uwagi poświęcać tym rejonom, tak by jak najdłużej trwały w dobrej kondycji (czytaj: na swoim miejscu). Jeśli dołożymy do tego szybko wiotczejącą skórę, której posiadaczką niestety jestem, otrzymujemy ciągłą walkę podjazdową ;) Produkty do pielęgnacji biustu testuję nałogowo, szukam swojego ideału już bardzo, bardzo długo. Kiedyś było nim serum Eveline w różowej tubce, ale z czasem przestało przynosić oczekiwane efekty.
Tołpa przyszła na ratunek. Sprawdza się rewelacyjnie! Pięknie ujędrnia i napina skórę, biust rzeczywiście wydaje się pełniejszy, w lepszej kondycji. Na pełną ocenę, muszę je jeszcze troszkę poużywać, tymczasem jestem oczarowana.


3. Macrovita - Wzmacniający szampon przeciw wypadaniu włosów z imbirem i bio-czerwonymi winogronami.

Ogromne zaskoczenie. Fajny skład, bardzo delikatne działanie i duża skuteczność. Szampon może nie wyeliminował wypadania włosów, ale zdecydowanie je ogranicza. Dodatkowo bardzo korzystnie wpływa na stan całej czupryny, nie przesusza, co jest dla mnie wielkim plusem.
Używam go w duecie z odżywką i ona także jest godna polecenia, z tym, że posiada dla mnie jeden zasadniczy minus - o szczegółach napiszę w recenzji tego duetu, która pojawi się w najbliższych dniach.


4. Poświąteczny peeling cukrowy autorstwa M.

Dziewczyny, to jest bajka. Mocny zdzierak, wspaniały, orgazmiczny wręcz zapach i cudowne, delikatne nawilżenie po użyciu. M. powinna zająć się masową produkcją ;)
Produkt oparty jest na trzcinowym cukrze z dodatkiem oleju kokosowego, masła shea, oleju z dzikiej róży, aromatu pomarańczowego i cytrynowego, mieszankę wzbogacają też suche olejki Nuxe i Caudalie. Całość tworzy niezwykle udaną kompozycję.


Peeling wystarczy mi jeszcze na mniej więcej 2 razy i żalem będę musiała się z nim rozstać.


5. L`Occitane - Czysty wyciąg z masła shea oraz 
Nuxe - Balsam do ust Reve de miel

Ciężko było mi wybrać jednego faworyta, gdyż oba sprawdzają się u mnie fantastycznie. Balsam Nuxe stosuję głównie na noc, nakładam grubszą warstwę, a rano budzę się z miękkimi i wypielęgnowanymi ustami. 
Masełko z L`Occitane ma też szereg dodatkowych funkcji. Świetnie nadaje się do zabezpieczenia końcówek włosów, do nawilżenia skórek wokół paznokci, nakładałam go także na wrażliwe partie twarzy, ładnie natłuszcza i może chronić np. przed mrozem. 

Tak przedstawia się styczniowa złota 6 :)

Znacie któregoś z moich ulubieńców ?

INSTAGRAM