Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt denko. Pokaż wszystkie posty
Denka #30 | Styczeń - luty 2015

poniedziałek, marca 02, 2015

Denka #30 | Styczeń - luty 2015


Kiedy minęły już dwa miesiące nowego roku ? Czuję się jakbym przespała przynajmniej połowę tego czasu. Na szczęście wiosna jest tuż tuż, dawno nie czekałam na nią tak, jak obecnie. Potrzebuję sporej dawki porządnego słońca. Wracając do rzeczy, ostatnio nie jestem zbyt konsekwentna w gromadzeniu denek. Przyznaję, że kilkakrotnie zdarzyło mi się posłać puste opakowania wprost do kosza, mimo wszystko zebrałam małą gromadkę. Standardowo już, w denku nie pokazuję mydeł w płynie ani prysznicowych zwyklaków. Do dzieła, zapraszam na pierwszą porcję zużyć w 2015 roku :)


Ostatnie denka 2014 | Październik - Grudzień

niedziela, stycznia 04, 2015

Ostatnie denka 2014 | Październik - Grudzień


Zanim ostatecznie podsumuję rok 2014, najwyższy czas uporać się z zaległymi denkami. Poniższa gromadka pochodzi, mniej więcej, z okresu październik - grudzień. Nie ma wśród nich takich produktów jak mydła w płynie, zwykłe żele pod prysznic i podstawowe kosmetyki codziennego użytku (z małymi wyjątkami). Całą resztę starałam się sumiennie zbierać do magicznej reklamówki. 

Sierpniowo - wrześniowe denka 2014

poniedziałek, września 29, 2014

Sierpniowo - wrześniowe denka 2014


Nie wiem jak to się stało, że pod koniec sierpnia nie pojawił się wpis z moimi denkowymi osiągnięciami. Zupełnie o nich zapomniałam. Część pustych opakowań poszła do kosza, byłam pewna, że już dawno goszczą na blogu. Trudno, pokazuję co mam :) 


Bardzo dużą reprezentację stanowią produkty Balea, ostatnio zrobiłam małe podsumowanie i złapałam się za głowę widząc, ile produktów tej firmy mam aktualnie w użyciu i w zapasach. Zdecydowanie należy mi się szlaban na DM`owe zakupy. 

Lipcowe denka 2014

czwartek, lipca 31, 2014

Lipcowe denka 2014


Właściwie tego posta miało nie być. Ilość zużyć jest, w moim przypadku, odwrotnie proporcjonalna do panujących temperatur. Im goręcej, tym mniej mazideł wszelkiej maści na mnie ląduje, a że w lipcu na brak wakacyjnej aury narzekać nie mogliśmy, konkretnych denek jest niewiele. Coś tam jednak uzbierałam i wbrew pierwotnemu planowi pokazania Wam letnich zużyć we wrześniu, będzie tradycyjne miesięczne podsumowanie.


1. Natura Siberica - Szampon do włosów osłabionych Ochrona i Energia

To moje pierwsze spotkanie z marką NS, duża 400 ml butla wystarczyła na dobrych kilka miesięcy codziennego używania i był to czas całkiem mile spędzony, choć spodziewałam się nieco więcej. Fajna, niezbyt gęsta konsystencja, bardzo dobre pienienie, przyjemny świeżo-słodkawy zapach z pewnością warto zaliczyć do plusów. Kolejnym będzie świetny skład z całym mnóstwem roślinnych ekstraktów. Szampon oparty jest na bazie z Różeńca górskiego i Cytryńca chińskiego, które w założeniu mają regenerować, odbudowywać zniszczone włosy, nadawać im połysk i witalność. Ponadto wśród aktywnych składników znajdziemy też Żeń-szeń, nasiona lnu, Sosnę syberyjską i wiele innych. O ile po umyciu włosy rzeczywiście były miękkie i miały ładny połysk, o tyle nie zauważyłam żadnego wzmocnienia, ani większej witalności. 

Nie wiem czy do niego wrócę, chciałabym wypróbować inne wersje.


2. Balea - Żel pod prysznic Melon Tango

Żel pochodzi z letniej limitki i pachnie tak wspaniale, że ma się ochotę jeść go łyżkami, zresztą kto choć raz miał okazję poznać żele tej firmy, z pewnością wie, że ich zapachy są bardzo smakowite.

Kolejny żel w tej wersji już czeka w zapasach.


3. Natura Siberica - Nawilżająca pianka do demakijażu

Troszkę pisałam o niej tutaj, zdanie podtrzymuję. W dodatku okazała się bardzo wydajna.

W przyszłości chętnie do niej wrócę.


4. Facelle - Płyn do higieny intymnej w piance

O Facelle pisałam już wielokrotnie i pewnie wiecie, że go uwielbiam, a wciąż nie doczekał się odrębnej recenzji. Wydaje mi się, że w sieci napisano o nim już wiele, jeśli jednak chciałybyście notkę o tym produkcie, dajcie znać, z pewnością taką przygotuję. 

Pianka niestety została wycofana ze sprzedaży, na szczęście wersja klasyczna wciąż jest dostępna i oczywiście gości u mnie nieprzerwanie.


5. Kolastyna - Odżywczy krem do rąk

Z Kolastyną nie miałam zupełnie żadnych doświadczeń, jakiś czas temu wygrałam cały zestaw kosmetyków tej firmy i mogłam trochę potestować. Na pierwszy ogień poszedł krem do rąk, muszę przyznać, że miło mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się po nim absolutnie niczego, a zapewniał skórze przyzwoite nawilżenie, w dodatku ładnie pachniał i wygładzał dłonie.

Mimo wszystko, raczej nie zdecyduję się na zakup kolejnej tubki.


6. Avene - Woda termalna

Mini wersja 50 ml, która była dodatkiem do czerwcowego lub lipcowego Elle. Kiedyś już używałam tej wody, jest w porządku, jednak drażni mnie konieczność osuszania twarzy. 

Nie planuję zakupu pełnego wymiaru, chętnie natomiast wypróbuję wodę Uriage, którą wszyscy tak zachwalają.



7. Kolastyna - Matująco-nawilżający krem do twarzy

Mimo posiadania cery mieszanej, w pielęgnacji stawiam na porządne nawilżanie. Wszelkie produkty matujące powodują u mnie zupełne rozregulowanie pracy gruczołów łojowych, strefa T szaleje, a na policzkach często pojawiają przesuszone obszary. Dlatego starannie analizuję składy i staram się stawiać na dobrą jakość. Krem Kolastyna zupełnie nie wpisywał się w moje pielęgnacyjne standardy, poużywałam go trochę, jednak to nie jest to, do czego moja cera była przyzwyczajona. Za to TŻ zużył do końca i nie narzekał ;)

Nie kupię.


8. Oceanic - Serum do rzęs Long 4 Lashes

Rewelacyjne serum za niewielkie pieniądze. Służyło mi od 15 lutego do połowy lipca, przy prawie codziennym używaniu, czyli bite 5 miesięcy kuracji za około 50 zł (cena w promocji). O efektach pisałam  tutaj i tutaj.

Kupię ponownie.


9. GoCranberry - Intensywnie Nawilżające serum przeciwzmarszczkowe na noc

Niedługo planuję zbiorczy wpis dotyczący serum, kremu pod oczy i peelingu solnego tej firmy, więc teraz napiszę tylko, że ogólne odczucia są bardzo pozytywne, a do serum mam małe ale.


10. ZSK - Olej ze słodkich migdałów

Dobry i uniwersalny, świetnie sprawdzał się zarówno do włosów, do twarzy jak i do ciała.

Kupię ponownie.


11. Essence - Bibułki matujące

Bibułki to taki mój torebkowy must have, świetne do szybkiego zmatowienia cery w ciągu dnia. 

Do tych z Essence nie mam właściwie żadnych zastrzeżeń, jednak teraz chciałabym wypróbować bibułki z Inglota, o których wiele czytałam i podobno są świetne.


12. Himalaya Herbals - Pasta do zębów Sparkly White

Moja ulubiona wersja spośród wszystkich past Himalaya. Obiecałam Wam osobny post o pastach tej firmy i taki na 100% się pojawi, muszę tylko uzupełnić zapasy, żeby porobić zdjęcia do recenzji.

Kupię ponownie.


Ostatnie denka, to dwie próbki. W końcu spróbowałam balsam pod prysznic Nivea i utwierdziłam się w przekonaniu, że to nie dla mnie, być może propozycje innych firm są ciekawsze, ale w tym przypadku do zakupu nie zachęciło mnie nic. Druga próbka, to pasta oczyszczająca Ziaja Liście Manuka. Tak jak sądziłam, jest za ostra dla mojej naczynkowej cery, cieszę się, że poprosiłam o próbkę, a nie rzuciłam się od razu na całą tubkę.


A jak tam Wasze zużycia lipca ? 

Czerwcowe denka 2014

poniedziałek, czerwca 30, 2014

Czerwcowe denka 2014



Chociaż raz będę punktualna i podsumuję zużycia w ostatnim dniu miesiąca ;) Mój denkowy koszyczek zapełnił się w 100%, ograniczanie zapasów idzie świetnie, człowiek od razu czuje się mniej przytłoczony. 
Powiem Wam, nie spodziewałam się, że ban na kosmetyczne zakupy będzie przebiegał tak gładko. W czerwcu nie kupiłam zupełnie niczego nadprogramowego, a jedyne szaleństwo na jakie sobie pozwoliłam, to zestaw pędzli z eBaya, ale tych akurat u mnie deficyt. Jest dobrze!


Tradycyjnie lecimy po kolei:


1. Linda - Kremowe mydło w płynie

Przyjemna kompozycja zapachowa, bardzo niska cena i zupełnie standardowe działanie. Nie doszukuję się głębszej filozofii w produktach do mycia rąk, ma myć i nie wysuszać rąk na wiór, a Biedronkowe mydełko te wymagania spełnia.

Aktualnie w użyciu mam dwie inne wersje Tutti Frutti i Fresh Fruit.


2. Omnia Botanica - Energetyzujący żel do mycia ciała mięta i róża

Żel pochodzi z włoskiej edycji Pink Joy`a. Opakowanie ma śliczne i to właściwie jedyne czym się wyróżnia. Sam żel to nic specjalnego, rzadki, o przeciętnym zapachu. Na plus całkiem przyjazny skład.

Nawet gdybym miała możliwość, nie zdecydowałabym się na ponowny zakup.


3. Isana - Żel pod prysznic Violet Passion

Kolejny żel Isany zaliczony. Tym razem kąpiele uprzyjemniał mi bardzo sympatyczny, świeży, porzeczkowy zapach. 

Będę do niego wracać.


4. The Body Shop - Masło do ciała Orzech brazylijski

Wyśmienite masełko o świetnym działaniu. Pełnej recenzji nie doczekało, ale poświęciłam mu kilka słów w kwietniowych ulubieńcach.

Kupię ponownie.


5. Pat&Rub - Otulające masło do ciała

O serii otulającej pisałam wczoraj, chętnych zapraszam do lektury tutaj. W dużym skrócie: zapach kompletnie mi nie podszedł i czuję się nim troszkę zawiedziona, natomiast działanie zadowala mnie w zupełności. Uwielbiam za konsystencję, wchłanianie i właściwości pielęgnacyjne.

Tej wersji już nie kupię, ale inne wypróbuję z wielką chęcią.


6. Goldwell - Nawilżające mleczko stylizacyjne Style Sign Natural

Lekki produkt idealny dla cienkich i rzadkich włosów, który ochroni je przed działaniem wysokiej temperatury suszarki. Nadaje włosom ładny blask i lekko je wygładza. Szerzej o produkcie pisałam tutaj.

Być może kiedyś do niego wrócę, teraz chciałabym wypróbować mgiełkę Tresemme.


7. L`Oreal - Farba do włosów Casting Creme Gloss

Zrobiłam sobie małą przerwę od farby Herbatint, ale będę do niej wracała z podkulonym ogonem. Niby Casting jest z gatunku tych łagodniejszych, jednak różnica w kondycji włosów po koloryzacji jest ogromna, oczywiście na korzyść Herbatint.

Nie wykluczam, że jeszcze będę po nią sięgać, ale raczej w awaryjnych sytuacjach.


8. Shauma - Suchy szampon Świeżość Bawełny

Pisałam o nim w notce poświęconej marcowym ulubieńcom. 

Kiedyś jeszcze do niego wrócę, aktualnie przeżywam fascynację Batiste do włosów brązowych.


9. Receptury Babuszki Agafii - Ziołowy tonik przeciw wypadaniu.

Kolejny produkt, o którym wspominałam w ramach ulubieńców - o tutaj. To moja druga butelka, w działaniu nic się nie zmieniło. Pomaga mi opanować wypadanie włosów w naprawdę kryzysowych sytuacjach.

Kupię ponownie.


10. Isana - Zmywacz do paznokci

Ulubiony, kupuję zamiennie z wersją zieloną i oba służą mi świetnie. Radzą sobie z każdym lakierem i każdą strukturą.

Kupię ponownie.


11 i 12. Himalaya Herbals - Pasty do zębów Complete Care i Sensi-Relief

Wypróbowałam już chyba wszystkie dostępne wersje, wszystkie lubię, ale moją ulubioną nadal pozostaje Sparkly White. Sensi-Relief polecam osobom z problemem nadwrażliwych zębów i dziąseł, pasta bardzo skutecznie radzi sobie z tym problemem. Ogólnie pasty Himalaya są warte uwagi, zastanawiam się nad osobną notką na ich temat, byłybyście zainteresowane taką tematyką ?

Kupię ponownie.



To by było na tyle. Jak tam Wasze dna w tym miesiącu ?


Majowe Denka 2014

niedziela, czerwca 01, 2014

Majowe Denka 2014



Mój ulubiony i najpiękniejszy miesiąc w roku dobiegł końca, czas na denkowe podsumowanie.


1. Fennel - Masło do ciała Kwiat Wiśni

Choć zachwyca oprawą, w środku kryje się bardzo przeciętna zawartość, o nieciekawym zapachu. W dodatku kilka razy po użyciu miałam reakcję uczuleniową, więc mozolnie zużyłam je do stóp. 

Ezgemplarz otrzymałam w ramach współpracy, ale nie zdecydowałabym się na zakup.

2. Apis - Ujędrniający krem Żurawinowa Witalność

W cenie ok. 15 zł otrzymujemy aż 110 ml kremu o rewelacyjnie bogatym składzie. Wow! Firmie należą się brawa, zdziwiona jestem, że ich produkty są tak mało popularne.
Przyjemna, lekka konsystencja, miły odrobinę cierpki, żurawinowy zapach i widoczne działanie - po użyciu czuć wyraźne napięcie skóry. Krem świetnie nadaje się pod makijaż, ładnie się wchłania, nie zapycha, nie potęguje świecenia. Zawiera też filtr SPF 15, być może to niewiele, ale lepsze niż nic.
Do pełni szczęścia brakowało mi odrobinę mocniejszego nawilżenia, z tego też powodu nie kupię go ponownie, ale przy cerach tłustych powinien sprawdzić się rewelacyjnie.

Chętnie kupię inną wersję, np. arbuzową.


3. Isana - Olejek pod prysznic Melon i Gruszka

Czas z nim spędzony uważam za udany. W żelowej konsystencji zatopiono mnóstwo małych perełek z oliwką, które podczas kąpieli rozpuszczają się i mają pełnić funkcję pielęgnacyjną - polemizowałabym nad skutecznością owych, ale za 2,50 zł nie będę się czepiać. Miły zapach, dobre pienienie.

Chętnie do niego jeszcze wrócę.

4. Dove - Antyperspirant w sprayu Original

O antyperspirantach Dove pisałam dwa dni temu, zapraszam więc o tutaj.

Ze względu na zbyt mocny zapach, raczej już tej wersji nie kupię.

5. Oriflame - Krem do rąk Brzoskwinia i Bazylia

Nie spodziewałam się tego po nim, ale sprawdził się u mnie fantastycznie. Choć nie ma w składzie nic nadzwyczajnego, ładnie nawilżał, wygładzał i koił dłonie. Pozostawia po sobie delikatną, jakby lekko silikonową otoczkę, przez co komfort miękkiej skóry utrzymuje się znacznie dłużej. Nie mogę pominąć też opakowania, które niesamowicie mi się podoba oraz zapachu, który uwielbiam.

Chętnie kupiłabym ponownie, ale chyba jest już niedostępny.

6. Alterra - Szampon do włosów Morela i Pszenica

Nieco glutowata konsystencja, dobrze oczyszcza, ładnie się pieni, ma fajny skład i jak na Alterrę całkiem miło pachnie, ale co z tego, jeśli powodował u mnie ogromny łupież. Niestety.

Nie kupię ponownie.


7. Dary Natury - Olej lniany EKO

Akurat te buteleczki nie służyły mi do olejowania włosów, a do picia. Codziennie rano wypijałam łyżkę oleju, czasem dodawałam też do sałatek, czy innych potraw. Efekt ? Nie zauważyłam żadnego, być może okres stosowania był za krótki. Tak czy siak, jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, więc warto go pić dla uzupełnienia codziennej diety.

Kupię ponownie.

8. Herbapol - Krople Oczyszczające

Nie jest to produkt kosmetyczny, ale postanowiłam o nim napisać ze względu na 100% naturalny skład i fajne działanie. Są to krople do picia (na pół szklanki wody ok. 20-30 kropel), które usuwają nadmiar wody z organizmu. Można je stosować codziennie lub doraźnie w razie potrzeby (np. przed okresem, kiedy organizm lubi zatrzymać wodę i czujemy się opuchnięte). W składzie znajdziemy wodno-etanolowy wyciąg z ziela pokrzywy, ziela fiołka trójbarwnego, trawy cytrynowej, liścia czerwonokrzewu i owocu róży.

Kupię ponownie.

9. Dary Natury - Ziele Wierzbownicy drobnokwiatowej

Herbatka bogata we flawonidy i fitosterole. Zaczęłam ją pić, ze względu na właściwości regulujące gospodarkę hormonalną, a co za tym idzie mogące pomóc w walce z wypadającymi włosami na tym właśnie tle. Po jednym opakowaniu zauważyłam zmniejszenie przetłuszczania włosów i jakby odrobinę mniejsze wypadanie, ale żeby napisać cokolwiek więcej, musi minąć przynajmniej 3 miesiące.

Kupię ponownie.


10. L`Occitane - Organiczny żel antybakteryjny Lawenda

Polubiłam go, ładnie odświeżał dłonie bez użycia wody. Bardzo silny, lawendowy zapach, który mi odpowiadał, ale nie każdemu musi przypaść do gustu.
Niestety pod koniec jakoś się zglucił i cieżko było wydobyć go z tubki.

11. Sally Hansen - Creme Hair Bleach

Niezastąpiony, zwłaszcza w cieplejszych miesiącach. Pisałam o nim tutaj.

Kupię ponownie.

12. Lefrosch - Pilarix krem przeciw rogowaceniu

To chyba moja 3 zużyta tubka, a jakoś nie mogę się zebrać za napisanie pełnej recenzji. Lubię, przydaje się w wielu sytuacjach i warto się z nim zapoznać.

Kupię ponownie.


13. Tami - Chusteczki nawilżane

Pisałam o nich tutaj. Bardzo przyjemne.

Kupię ponownie.

14. Maść ochronna z witaminą A

To maść z gatunku tych, które przydadzą się zawsze. Używam jej w wielu sytuacjach, zawsze sprawdza się świetnie.

Następna tubka już kupiona.

15. Omnia Botanica - Odżywczo nawilżający krem do twarzy z organicznym olejem arganowym

Znalazłam go w ostatnim PinkJoy i to chyba jedyny udany produkt tego pudełka. Pięknie pachniał, wspaniale nawilżał i cieszył oko przyjemnym składem. Szkoda, że było go tylko 10ml.


To już wszystko, a jak Wam poszło zużywanie w maju ?

Kwietniowe denka 2014

poniedziałek, maja 12, 2014

Kwietniowe denka 2014


Witajcie! W ciągu ostatnich tygodni zrobiło się u mnie bardzo cicho, to wszystko ze względu na okołoślubne zamieszanie, które pochłonęło mnie kompletnie, a gdy emocje już opadły, jakoś ciężko było mi się ogarnąć i wrócić do właściwego rytmu. Ale już jestem. Niedzielne popołudnie poświęciłam na pstrykanie fotek do nowych notek i recenzji, mam mnóstwo świeżej energii, więc będzie się działo ;)

Kontynuując mój comiesięczny zwyczaj, nie mogłam pominąć wpisu denkowego, zapraszam więc na szybką prezentację.


Kwiecień okazał się całkiem obfitym w zużycia miesiącem, a biorąc pod uwagę moje predyspozycje do wolnego zużywania zawartości kosmetyków, jest naprawdę nieźle. 


Największy ubytek zanotowała kolekcja włosowa, co bardzo mnie cieszy, bo od miesięcy pęka w szwach.

1. Nivea - Lakier do włosów Diamond Gloss

Diamentowy blask ? Oh, really ? Nie zauważyłam. Cała reszta bardzo na plus. Ładnie utrwala fryzurę nie tworząc kasku, włosy nie są posklejane i dziwnie sianowate, bez najmniejszych problemów można go wyczesać, generalnie idealnie trafiał w moje potrzeby. Jeśli ktoś oczekuje mocnego utrwalenia, może być zawiedziony, bo tutaj efekt będzie bardziej naturalny, w pięciostopniowej skali oceniłabym jego moc najwyżej na 3, nie zaś 4 jak sugeruje producent.
Wydajność ciężko mi oceniać, bo nie stosuję takich produktów na całą fryzurę, spryskuję tylko boki, by lekko nadać im objętości, jedna butla lakieru starcza więc na około pół roku. Minusem może być dość często zaklejający się atomizer.

Nie wiem czy będę do niego wracać, obecnie stosuję lakier Got2b Volumania i jestem okropnie zawiedziona, ale jak już kupiłam, jakoś zmęczę do końca.

2,3. Bania Agafii - Szampon i balsam "Aktywator wzrostu"

Oba produkty całkiem dobrze się u mnie sprawdzały. Szampon jest delikatny, dobrze się pieni, nie powoduje łupieżu (co w ostatnim czasie jest moim ogromnym problemem), ładnie radzi sobie ze zmywaniem wszelkich olejowo-odżywkowych mieszanek, balsam zaś przyjemnie wygładza i nie obciąża. Dodatkowo bardzo podoba mi się forma tych saszetek, za kilka złotówek (3-5zł) można przestestować różne produkty i nie żałować w razie nietrafionego zakupu.
Jedyne do czego nie mogę się odnieść, to owo aktywowanie wzrostu, moje włosy ogólnie rosną bardzo szybko, dodatkowo ciągle stosuję suplementy, wcierki i płukanki, które mogą wpływać na wzrost włosa, dlatego nie byłam w stanie zweryfikować tej właściwości.

Chętnie kupię ponownie.

4. Dabur - Olejek do włosów Sesa

Mój hit! Cieszę się, że na niego trafiłam, w końcu znalazłam olej, który tak świetnie służy moim kłaczkom. Ładnie koi skórę głowy, choć przy większych problemach skórnych będzie już mniej skuteczny, ogranicza wypadanie. Po użyciu na długość, włosy są nawilżone, miękkie i błyszczące. Olej ten słynie z mocnego, orientalnego zapachu, który akurat mi nie przeszkadza (ok, nie jest wspaniały, ale do wytrzymania), natomiast nikt z mojego najbliższego otoczenia nie może go znieść, a skubaniec roznosi swój aromat na pół domu. Mogę więc zapomnieć o stosowaniu na noc, nad czym ubolewam, a nakładanie w ciągu dnia możliwe jest tylko wtedy, gdy nikogo nie ma w domu ;) 

Pomimo tych niedogodności obowiązkowo kupię ponownie.

5. Barwa - Szampon Tatarako-Chmielowy

Świetny szampon oczyszczający. Poświęciłam mu kilka słów w notce z marcowymi ulubieńcami, także zainteresowanych odsyłam do tego wpisu.

Kupię ponownie, chciałabym też wypróbować inne wersje


6. Colgate - Pasta do zębów Max White One

Zasadniczo nie używam już tego typu past, od blisko roku z powodzeniem służą mi łagodniejsze pasty Himalaya Herbals, chciałam jednak odrobinę rozjaśnić zęby przed ślubem, a że kiedyś Max White One dała u mnie fajny rezultat, kupiłam ponownie. Znów poradziła sobie świetnie. Bardzo subtelnie, lecz zauważanie rozjaśnia zęby, nie podrażnia dziąseł, ogólnie nie mam jej nic do zarzucenia.

Od czasu do czasu będę do niej wracać.

7. Cztery Pory Roku - Zimowy krem do rąk, rozgrzewający

Kupiłam go razem z peelingiem do dłoni tej samej serii, o ile peeling mnie zachwycił, tak krem nie do końca. Zwykły krem, o przeciętnym zapachu i przeciętnym działaniu. Nie jest tragicznie, jednak po kremie przeznaczonym konkretnie na zimę, spodziewałam się odrobinę więcej.

Nie kupię ponownie.

8. Anida - Krem do rąk z woskiem pszczelim

Kolejny krem, ale odczucia zgoła inne. Zimą spisywał się genialnie, chronił przed chłodem, koił spierzchniętą i przemarzniętą skórę. Ładnie się wchłania, pozostawiając na skórze tłustawą otoczkę, przez co w cieplejszych miesiącach nie sprawdza się u mnie jako krem dzienny. W związku z tym, ostatnie tygodnie stosowałam go na noc, dość grubą warstwą i w takiej roli wzorowo zdał egzamin. Nadaje się także do stóp, pięknie zmiękcza i wygładza skórę na piętach.

Chętnie kupię raz jeszcze.


9. Biochemia Urody - Peeling Enzymatyczny EKO

To moje 4 lub 5 opakowanie tego peelingu. Niestety ostatnie. Niedawno zmienił się ich skład, gdzie mleko w proszku zastąpiono mączką ryżową i dla mnie ta zmiana była fatalna. Nie jest już tak delikatny, mączka ma bardzo drobniutkie ziarenka, które zwyczajnie drapią podczas nakładania i zmywania, a kupując peeling enzymatyczny drapania nie chcę. 
Szukam więc czegoś nowego, skłaniam się ku peelingowi Organique.

Nie kupię ponownie.

10. Receptury Babuszki Agafii - Organiczny krem do twarzy na noc "Zatrzymanie młodości" do 35 lat

Jestem trochę zawiedziona. Podobnie jak w przypadku kremu CPR, spodziewałam się więcej. Może przy cerze tłustej sprawdzałby się lepiej, ale na mojej mieszanej nie dawał rady z nawilżeniem. Coś tam nawilżał, ale krem na noc ma być odżywczy, treściwy i konkretny, a ten jest taki bezpłciowy. Dla sucharków kompletnie nie polecam. Wcześniej chciałam spróbować też krem na dzień, teraz się waham, choć z kolei serum z tej samej linii mnie oczarowało. Sama nie wiem.

Nie kupię ponownie.


11. Sun Ozon - Samoopalacz w sprayu.

Pisałam o nim w ulubieńcach marca. Lubię bardzo!

Kupię ponownie.

12. Tołpa - Serum wypełniające biust

To zużycie z zeszłego miesiąca, tubka gdzieś się zapodziała i nie zdążyła trafić na marcową fotę denkową.

Pisałam o nim tutaj.

Kupię ponownie.



13. Alverde - Kamuflaż

Wspominałam o nim w ramach ulubieńców października. Służył mi wiernie blisko przez rok! Pod koniec trochę przysechł i zgęstniał, przez co nie nadawał się już pod oczy, ale do zakrywania drobnych przebarwień na twarzy nadal sprawdzał się świetnie.

Kiedyś chętnie do niego wrócę.

14. Maybelline - Pomadka Color Whisper w odcieniu 220 Lust For Blush

Pomadki Color Whisper kocham miłością bezgraniczną, a odcień 220 w szczególności - był moim ideałem na co dzień. Smutno mi, że szminka dobiła dna, a jeszcze bardziej mi smutno, że nie udało mi się kupić jej ponownie w Rossmannowej promocji -49%. Nic to, na pocieszenie mam 3 inne odcienie ;)

Oczywiście kupię ponownie.


15. L`Occitane - Koncentrat migdałowy do ciała (4 x 6 ml)

Zaskoczył mnie konsystencją, jest bardzo leciutki i rzadki, za to wspaniale wygładza i całkiem porządnie nawilża. Cztery saszetki starczyły na 2 użycia na całe ciało, więc wiele więcej napisać nie mogę. Cała migdałowa seria rozkochała mnie w sobie zapachem, jest uzależniający.

16. Pirolam i Ketoxin - Szampony przeciwłupieżowe

Jak wspomniałam wyżej, ostatnio zmagam się z łupieżem, tłustym łupieżem, który nie jest łatwy do zlikwidowania. Testuje różne szampony i szukam czegoś fajnego, co mogłoby pomóc. Ketoxin nie sprawdził się kompletnie, po umyciu skóra głowy nadal wydawała mi się brudna, swędziała, a włosy krótko wyglądały świeżo. Za to Pirolam to zupełnie inna bajka, już po dwóch użyciach (1 saszetka wystarczyła na 2 razy przy krótkich włosach) widziałam jakąś poprawę. Myślę, że zdecyduję się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

17. The Secret Soap Store - Krem do rąk Shea Line - gorzka czekolada i pomarańcza (4ml)

Działanie na tak, zapach na nie. Nie lubię zapachu ani gorzkiej czekolady, ani pomarańczy, a połączenie ich obu stanowi dla mnie mieszankę nie do przetrawienia.

Dotarłam do końca, w najbliższych dniach zaprezentuje Wam jeszcze ulubieńców kwietnia i będę mogła zamknąć ubiegły miesiąc :) 


INSTAGRAM